Uczniowie ze smartfonem w każdej szkole? „Mają ogromny potencjał”

zdjęcie ilustracyjne / Argo Images/Pixabay Pixabay

  

Potrzebna jest dyskusja na temat wykorzystywania smartfonów w szkołach - zagrożeń, ale też możliwości, jakie niosą dla edukacji - uważa dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych dr Piotr Stankiewicz. Instytut rozpoczął właśnie projekt badawczy, którego celem ma być opracowanie pomysłu na specjalistyczny szkolny smartfon.

W projekt „Smartfony w szkole - ustalmy reguły gry” zaangażowane są trzy szkoły podstawowe z Warszawy. Organizowane są warsztaty z udziałem uczniów, nauczycieli i rodziców. Na przełomie maja i czerwca ma się odbyć debata podsumowująca, w trakcie której zostanie zaprezentowany pomysł na „szkolny smartfon” - aplikację lub nakładkę na telefon do wykorzystania w szkole. Do projektu zaproszono partnerów, którzy mają zapewnić wsparcie technologiczne.

Celem projektu jest wspólne zastanowienie się, jak smartfon mógłby być wykorzystywany na lekcjach w sposób efektywny i bezpieczny. 

Z badań przeprowadzonych przez stowarzyszenie Miasta w Internecie wynika, że 62 proc. szkół ma w swoich statutach zakaz używania telefonów komórkowych. To jest stracona szansa, ale rozumiem z czego to wynika. Smartfony odwracają uwagę, zakłócają relacje społeczne. Szkoły nie mają pomysłu na to, jak te negatywne konsekwencje używania smartfonów, łącznie z uzależnieniami, ograniczyć.
- zauważył dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych.

Jednocześnie smartfony mają ogromny potencjał, który zdaniem pomysłodawców całej inicjatywy można wykorzystać w edukacji. 

Mamy do czynienia z sytuacją wylewania dziecka z kąpielą. Zamiast to sensownie uregulować, po prostu wprowadza się zakazy.
- przekonuje dr Piotr Stankiewicz.

Projekt ma odpowiedzieć na pytania: jak dostosować smartfon do pracy w szkole, jakie powinien mieć funkcjonalności, jak można by go używać. 

Może to być pomysł na aplikację, zestaw aplikacji, nakładkę, system operacyjny. Ja to nazywam trybem szkolnym, tak jak mamy tryb samolotowy czy tryb samochodowy, który sprawia, że pewne funkcjonalności telefonu są ograniczone, a inne umożliwione.
- wylicza dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych.

Na rynku dostępnych jest wiele aplikacji używanych głównie przy nauce języków obcych. 

One wymagają też pewnego ukierunkowania, np. do pracy w grupie przy jednym urządzeniu, bo dzięki temu uczniowie uczą się wspólnego rozwiązywania problemów, a technologia niestety zwiększa niebezpieczeństwo indywidualizacji. IBE ma wiedzę ekspercką wynikającą z dobrych praktyk, wiedzę na temat aplikacji wykorzystywanych z powodzeniem w edukacji, jak i zagrożeń związanych z używaniem smartfonów.
- wskazuje ekspert. 

Wyraził też nadzieję, że projekt uświadomi rodzicom, jakie są skutki nieograniczonego korzystania ich dzieci ze smartfonów. 

Przydałaby się akcja społeczna pod tytułem: „Smartfon to nie smoczek” albo „Smartfon to nie zabawka”. Liczymy, że nie tylko ustalimy reguły na potrzeby szkół i lekcji, ale uświadomimy uczniom i rodzicom, jakie są niepożądane efekty używania telefonów.
- tłumaczy dr Stankiewicz. 

Zdaniem szefa IBE potrzebne jest też uczenie dzieci i młodzieży, jak wykorzystywać telefony do nauki. Według polskiego badania EU KIDS Online, uczniowie w wieku 9-17 lat nie oceniają wysoko większości swoich kompetencji cyfrowych. 

To, co najlepiej potrafią, to oglądać filmiki i usuwać znajomych z listy znajomych. W momencie, gdy zaczynamy mówić o wykorzystaniu urządzeń cyfrowych do rozwijania takich kompetencji, jak krytyczne myślenie, umiejętność analizowania i weryfikowania informacji, to do tego celu te urządzenia nie są wykorzystywane.
- stwierdził.

Cały czas dominującą formą wykorzystania technologii w szkole są prezentacje multimedialne w PowerPoincie. 

Jak popatrzymy, ilu uczniów potrafi wyszukiwać informacje na potrzeby prezentacji, to się nagle okazuje, że nikt ich tego nie uczy i mamy do czynienia z masowym plagiatem. To widać często u studentów: szukają w internecie, kopiują gotowe fragmenty, nie zaznaczając, że to są cytaty i w żaden sposób nie weryfikując tych informacji pod kątem prawdziwości. Wydaje im się, że jak już jest coś napisane w internecie, to jest prawdziwe, sprawdzone i pewne. Takich kompetencji brakuje.
- ocenia ekspert.

Z badania EU KIDS Online wynika, że 82 proc. badanych w wieku 9-17 lat codziennie korzysta ze smartfona łącząc się z Internetem, 79 proc. używa go do oglądania filmów, a 62 proc. do grania w gry. 63 proc. ankietowanych zdarzyło się bawić smartfonem lub tabletem bez konkretnego celu. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wsparcie onkologii czy jednak nie? Wiceminister zdrowia o opozycji: „Pewnego rodzaju hipokryzja”

Janusz Cieszyński / screen z TVP Info

  

- To niestety pewnego rodzaju hipokryzja - tak wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński ocenia postawę opozycji, która najpierw apelowała o przekazanie środków na leczenie onkologiczne zamiast na media publiczne, po czym zagłosowała za poprawką, przekazującą kolejne 750 milionów dla mediów. Poprawka została odrzucona głosami posłów PiS.

W poprawce budżetowej zaproponowano przeznaczenie z budżetu państwa dodatkowych 750 mln zł dla mediów publicznych, w celu zastąpienia obowiązku opłacania abonamentu za używanie odbiorników RTV. Zgłoszoną poprawkę odrzucono większością głosów posłów Prawa i Sprawiedliwości. Spośród 130 głosujących polityków Koalicji Obywatelskiej, w tym także kandydatki na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, wszyscy głosowali za. Podobnie jak posłowie Lewicy - spośród 49 głosujących, wszyscy opowiedzieli się za poprawką. Autorzy poprawki z KP PSL-Kukiz15 jednomyślnie zagłosowali za.

[polecam:https://niezalezna.pl/311414-hejtuja-pis-za-wsparcie-mediow-publicznych-sami-glosowali-za-prawie-mld-zl-na-tvp-i-polskie-radio]

Co o takiej postawie sądzi wiceminister zdrowia? Dowiedzieliśmy się tego z porannego programu "Jedziemy":

- To niestety pewnego rodzaju hipokryzja. Z jednej strony stawianie tych dwóch rzeczy, mediów publicznych i leczenia chorych, co jest nieuprawnionym i nieeleganckim porównaniem. To jest celowo robione, a kiedy nikt nie patrzy, to wiadomo jakie są te głosowania

- podsumował wiceminister Janusz Cieszyński w rozmowie z redaktorem Michałem Rachoniem.

Padło też pytanie: jak wygląda budżet Narodowego Funduszu Zdrowia w porównaniu z czasami, gdy rządziła w Polsce koalicja PO-PSL? Różnica jest znaczna. 

- Jeżeli chodzi o środki łącznie, to mamy ponad 30 miliardów więcej na leczenie Polaków. Coraz istotniejszą pozycją będzie onkologia. Jestem przekonany, ze w tym roku osiągniemy poziom 11 miliardów złotych na leczenie onkologiczne Polaków. Te kwoty rosną, ale ważne jest to, że oprócz tego wzrostu mamy przełom, to Narodowa Strategia Onkologiczna

- powiedział Cieszyński, przypominając, że strategia ta jest budowana pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy. 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts