Dorota Schrammek jest pisarką. Na stronie księgarni internetowej Znak na jej temat wisi taka wzmianka:

„Od lat publikuje opowiadania i reportaże w pismach kobiecych. Mieszka nad Bałtykiem, w Pobierowie, z trójką dzieci i mężem Maciejem. Najlepiej czuje się w domu pochłonięta obowiązkami rodzinnymi i pracą. Pisze, gdy domownicy śpią”.

Pisarka jest także zaangażowana politycznie. W ostatnich wyborach do Sejmu startowała z województwa zachodniopomorskiego, z list Koalicji Obywatelskiej. W kampanii wyborczej zasłynęła z tego, że proponowała wyrzucenie z lektur szkolnych „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, a zamiast nich… wpisanie jej książki „Niepełka” do kanonu lektur obowiązkowych.

Z racji języka młodzi ludzie nie wiedzą, co czytają, starsi – myślę też już nie. Literatura powinna odprężać, jednocześnie uczyć, nie odpychać.
- mówiła Schrammek w rozmowie z Radiem Szczecin.

Pomysł wyrzucenia „Krzyżaków” z listy lektur nie spotkał się z powszechnym uznaniem wyborców. Schrammek nie dostała się do Sejmu. Za to po wyborach posadę asystentki biura zaproponował jej poseł Artur Łącki z Platformy Obywatelskiej.

W ostatnich dniach na Facebooku pojawiły się informacje, z których wynika, że pisarka od wielu osób wzięła pieniądze za swoje książki, ale nigdy ich nie dostarczyła. Informuje o tym Alina Cygal-Sobhi, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dziwnowie.

„O proszę – pani Dorota Schrammek oszukała więcej osób. Jestem dyrektorem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dziwnowie. Prawie dwa lata temu pisarka wystawiła nam fakturę za zakupione książki i miała je przywieźć na spotkanie autorskie. Pieniądze wzięła, a jakże, a książek nie ma do dziś. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na mejle ani pisma polecone – które odbiera. Szok! Skontaktowało się ze mną kilka osób z całej Polski oszukanych przez panią Schrammek po moim poście na jej FB. Posty były natychmiast kasowane (jednak ktoś zdążył je przeczytać), a ja – zablokowana na jej FB. Jakim szokiem dla mnie było to, że ta pani startowała do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej”.
- czytamy na Face­booku.

Do Aliny Cygal-Sobhi dotarł Przemysław Plecan, dziennikarz TVP Szczecin. W rozmowie z reporterem dyrektor MBP potwierdza to, co napisała na Facebooku.

Doszło do takiej sytuacji, że pani Schrammek wzięła pieniądze i wystawiła fakturę za książki, które miała nam dowieźć. Miało ich być 15 sztuk. Niestety, te książki nie dotarły do nas przez dwa i pół roku. Książki zostały zakupione z pieniędzy publicznych. Próbowaliśmy wezwać panią telefonicznie, ale telefonu nikt nie odbierał.
- mówiła Alina Cygal-Sobhi reporterowi.

Dyrektor biblioteki twierdzi, że zgłaszają się do niej osoby z całej Polski, od których pani Schrammek również wzięła pieniądze za nigdy niedostarczone książki. Na Facebooku jest ponadto wiele podobnych wpisów: „Mój przelew poszedł 2 października, do dziś nie mam książek, brak odzewu” (z wpisu Małgorzaty Wójcik).

Dyrektor MBP dodaje, że pisarka nie odbiera telefonu od nikogo. Także reporter „Codziennej” bezskutecznie próbował się dodzwonić do pani Schrammek. Nie uzyskał także odpowiedzi na SMS z prośbą o kontakt.

Proszę wziąć pod uwagę to, że są to sprawy powstałe, zanim zacząłem współpracę z panią Schrammek. Pani Dorota jest moim asystentem, ale żeby być nim dalej, musi sprawę wyjaśnić do piątku.
- mówi „Codziennej” poseł Artur Łącki z PO.