Przypomnijmy akcja ABW w redakcji „Wprost”, zakończyła się kompromitacją. Agentom nie udało się zabrać redaktorowi naczelnemu tygodnika Sylwestrowi Latkowskiemu laptopa z informacjami o aferze podsłuchowej. Należy podkreślić, że akcja zjednoczyła dziennikarzy wszystkich mediów, od „Gazety Wyborczej”, po „Gazetę Polską” i portal niezalezna.pl, którzy murem stanęli za swymi kolegami z „Wprost”.

Smutny epilog całej sprawy ujawnia dziennikarz tego tygodnika Michał Majewski, który znajdował się tuż obok Sylwestra Latkowskiego, gdy naczelnemu „Wprost” próbowano siłą odebrać laptop.

„Pamiętacie państwo słynną scenę z wyrywaniem laptopa redaktorowi Latkowskiemu przez agentów ABW? No więc w ostatni poniedziałek sprawa miała swój mały finał. Sąd skazał mnie za przeszkadzanie w odebraniu Latkowskiemu tego laptopa”
- informuje Majewski.  
 
Informując o kulisach procesu dziennikarz wyjaśnia, że sędzia Monika Tkaczyk-Turek z Sądu Rejonowego w Warszawie, w procesie z oskarżenia Józefa Gacka prokuratora dowodzącego akcją w redakcji „Wprost”, uznała Majewskiego za winnego i skazała na 18 tysięcy złotych grzywny z artykułu 224 § 2 kodeksu karnego. Majewski przypomina też, że jeszcze za czasów rządów prokuratora Andrzeja Seremeta i koalicji PO-PSL śledczy prowadzili postępowanie dotyczące tej kwestii i umorzyli je, nie dopatrując się znamion przestępstwa.
 
„Artykuł 224 § 2, z którego zostałem skazany w poniedziałek, mówi o tym, że podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej. Chodzi dokładnie o tę, wszystkim tak dobrze znaną scenę, gdy agenci ABW próbują wyrwać komputer Latkowskiemu. W żadnym razie nie było tam przemocy z mojej strony, czy też gróźb. Przypisane mi zachowania po prostu nie miały miejsca. Kto ma wątpliwości, może obejrzeć popularny do dziś filmik w YouTube. I żeby było jasne, proces w najmniejszym stopniu nie wskazał bym używał przemocy, czy też komuś groził. Nie padło ani jedno obraźliwe słowo!”.
- informuje Majewski.  

Dziennikarz ujawnia, że podobne czyny przypisywane mu, sędzia przypisała również wydawcy tygodnika, który także był wówczas w gabinecie Latkowskiego. Wydawcę ukarano grzywną o 2 tys. złotych wyższą, niż ta, którą ukarano Majewskiego.

„Nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia, ale obecni na sali adwokaci przekazali mi ustne motywy wyroku wydanego przez Monikę Tkaczyk-Turek. Oceniam go jako decyzję rutynową, sztampową, w jakimś sensie niestety infantylną, bo nie zostały wzięte pod uwagę – ważne w tym przypadku – szerszy kontekst i okoliczności wydarzenia”.  
- wyjaśnia Majewski.
 
Dziennikarz postanowił podzielić się jeszcze jednym spostrzeżeniem:

„Na koniec uwaga. Rozumiem, że toczy się gorący spór między częścią polityków i środowiskiem sędziowskim. Proszę pamiętać o jednym. Tamto zachowanie, sprzeciw wobec użycia przemocy wobec dziennikarza, podstawowa dla reportera kwestia ochrony źródeł nie miała nic do polityki. Kompletnie nic. Mówiąc krótko, identycznie zachowałbym się, gdyby tego laptopa wyrywali agenci służb nadzorowani przez jakąkolwiek inną władzę. Nie budują zaufania, wiary w wymiar sprawiedliwości wyroki, w których przestępstwem nazywa się zachowania etyczne, moralnie właściwe i broniące zasad wolności prasy. Nie dopuszczam do siebie myśli, że sprawa może skończyć się opisanym rozstrzygnięciem. I liczę tu na roztropność, rozsądek i wyobraźnię apelacji”.
- podkreśla Michał Majewski.


Przypominamy - "Obrońmy naszą suwerenność" - demonstracja w obronie reformy sądownictwa - w sobotę 8 lutego o godz. 12.00 pod gmachem Trybunału Konstytucyjnego na al. Szucha w Warszawie.