Tomasz Głogowski, rzecznik PGG podkreśla jednak, że związki sprawiają wrażenie, jakby nie brały pod uwagę trudnych uwarunkowań, w jakich znalazło się górnictwo i bardzo twardo obstają przy swoich postulatach.

Jak już informowaliśmy na naszym portalu, organizacje związkowe działające w PGG powołały sztab protestacyjno-strajkowy, bo uważają, że propozycje Zarządu PGG co do wysokości nagrody rocznej (wspomnianej "czternastki") za rok 2019 są niekorzystne dla pracowników. Spierają się też z Zarządem co do poziomu wzrostu wynagrodzeń w roku 2020 żądając aż 12-procentowej podwyżki. PGG nie ma pieniędzy, żeby zagwarantować tak wysoki wzrost płac, a dodatku prowadzić zaplanowane na ten rok inwestycje.

Tomasz Rogala, prezes PGG informuje, że w minionych latach PGG zainwestowała w sumie ok. 6 mld zł, z czego ponad połowę w ubiegłym – rekordowym pod względem inwestycji – roku. Zaznacza, że nie odbyło się to kosztem załogi.

- Nasza spółka w latach 2017-2019 przeznaczyła dodatkowo na wynagrodzenia i świadczenia dla pracowników 1,1 mld zł więcej niż planowano przy tworzeniu PGG

- podkreśla.

Jak podał dziś Zarząd PGG w specjalnym oświadczeniu: „na podstawie porozumień ze stroną społeczną spółka wypłaciła świadczenia na rzecz pracowników, którzy korzystali z dobrych wyników, jakie spółka osiągnęła. Dalsze rozmowy płacowe w PGG powinny jednak uwzględniać realia ekonomiczne, trudne otoczenie rynkowe w jakim znalazło się górnictwo w tym m. in. znaczący spadek cen węgla oraz przede wszystkim fakt, że oczekiwania płacowe strony społecznej nie mogą generować spółce strat.”

Mimo tego związki nie idą na ustępstwa, a kolejna runda negocjacji ze stroną społeczną dotycząca podwyżek wynagrodzeń, która odbyła się w czwartek, 30 stycznia, nie przyniosła rozstrzygnięć.

– Stało się tak, choć poinformowaliśmy stronę społeczną, że Zarząd jest otwarty na kontynuowanie rozmów w sprawie zwiększenia funduszu wynagrodzeń – i to aż o 100 mln zł. Dodam, że oznaczałoby to przeznaczenie na ten cel większości planowanego zysku – zaznacza prezes Rogala. Mediator wyznaczył termin następnego spotkania na 7 lutego.

Zdaniem ekspertów, PGG znalazła się w trudnym położeniu nie tylko ze względu na ograniczony popyt na węgiel ze strony energetyki, ale i z powodu forsowania przez Komisję Europejską tzw. zielonej rewolucji, która ma doprowadzić do zero emisyjnej netto gospodarki Unii Europejskiej do 2050 roku. Zdaniem polityków ze Śląska, region nie jest na nią przygotowany.

- Tak zwana transformacja gospodarcza z początku lat 90. ubiegłego wieku przyniosła górnictwu wielką zapaść – z 800 czynny ścian węglowych do dziś pozostało tylko 80, w 1989 r. zatrudnienie w branży wynosiło prawie 420 tys. osób, a wydobycie prawie 180 mln t, a dzisiaj to zaledwie 85 tys. górników i 60 mln t wydobycia, które nie pokrywa w pełni zapotrzebowania krajowego

– podkreśla związany od lat z górnictwem poseł PiS Grzegorz Matusiak.

Jego zdaniem doprowadziło to zapaści wielu miast i ucieczki młodych zdolnych ludzi do innych regionów. – Przez lata nic nikt nie starał się z tym zrobić, dopiero rząd PiS uzdrowił sytuację w górnictwie, przygotował Program dla Śląska i dał szansę regionowi na odbudowę potencjału – dodaje poseł. Przypomina, że Śląskie, które kiedyś było w czołówce najbogatszych w Polsce, zostało wyprzedzone nie tylko przez Warszawę, ale i znacznie mniej liczebną Wielkopolskę. Region – kojarzony kiedyś jako główny gospodarczy motor kraju - pod względem wskaźnika PKB na mieszkańca jest obecnie czwarty w Polsce.

Jak zaznacza Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności, mieszkańcy miast i regionów górniczych ponoszą ogromne koszty gospodarczo-społeczne, związane z Porozumieniem Paryskim i ochroną klimatu. Jego zdaniem, kolejnej wielkiej transformacji region nie przetrwa. Bieżącej sytuacji w górnictwie, a tym bardziej PGG, komentować jednak na razie nie chce licząc na końcowe porozumienie Zarządu ze związkami 7 lutego, kiedy to zaplanowano kolejną rundę rozmów z obecności mediatora, Jerzego Nowaka. - Bogusław Hutek, przewodniczący górniczej Solidarności poinformował, że związkowcy z PGG w ramach Sztabu Protestacyjno-Strajkowego mają się spotkać w najbliższą środę.

- Mimo, że w miniony czwartek uznaliśmy, że negocjacje zostały zakończone, to nie spisaliśmy protokołu rozbieżności, w którym strony określą swoje stanowiska. Chcemy zrobić to podczas piątkowego spotkania, tak żeby mieć możliwość legalnej akcji protestacyjnej. Decyzja odnośnie terminu i formy protestu powinna zostać podjęta w drugiej połowie tego tygodnia

– powiedział Hutek.

Związki wykluczają strajk i przerwanie wydobycia. Sugerują, że konflikt powinno się rozwiązać poza Śląskiem, w Warszawie.