Podczas sobotniej uroczystości w Warszawie odczytano list do jej uczestników napisany przez premiera Mateusza Morawieckiego.

Frantz Kutschera poniósł śmierć, bo stał się symbolem bezwzględności, okrucieństwa okupacyjnych władz Warszawy. Polacy nigdy nie pogodzili się z niemieckim panowaniem i okupacją. Rzucili wyzwanie potężnemu hitlerowskiemu aparatowi terroru. To była walka Dawida z Goliatem. To była walka tych, którzy bronią godności i wolności z tymi, którzy przemocą usiłują je stłumić. Pamięć o młodych ludziach walczących w szeregach Armii Krajowej, którzy pozostali wierni niepodległościowej tradycji, trwa w naszej zbiorowej pamięci – legła ona u podstaw działania opozycji wobec komunistycznej władzy i wierzę, że pozostanie ważna także dla przyszłych pokoleń.

 – napisał premier. 

Stołeczne uroczystości w rocznicę zamachu na "kata Warszawy" odbyły się w sobotę przy kamieniu pamiątkowym, w miejscu wykonania przez polski podziemny wymiar sprawiedliwości wyroku na Kutscherze. W uroczystości wziął udział szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, który zaznaczył, że uczestnicy zamachu na Kutscherę należeli do pokolenia, które wzrastało w umiłowaniu niepodległości, w umiłowaniu również tego, co nazywa się duchem wolnościowym, niepodległościowym. Podkreślił także, że akcja udowodniła, że warto jest być niepokonanym w drodze po zwycięstwo.

W uroczystości wziął także udział Sławomir Chojecki, syn Marii Stypułkowskiej-Chojeckiej, która brała udział w akcji, mając 18 lat.

Moja mama uważała, że należy pamiętać o wszystkich, którzy brali udział w akcji, a chciałbym przypomnieć, że jej przeprowadzeniem zajął się oddział do zadań specjalnych Agat, ale brało w niej udział wielu bardzo młodych ludzi. Proszę mi pozwolić z tego miejsca zwrócić szczególną uwagę także na młodych ludzi, którym mimo soboty chciało się tutaj przyjść. 

– powiedział.

1 lutego 1944 r. oddział Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej dokonał w al. Ujazdowskich w Warszawie udanego zamachu na gen. Franza Kutscherę, dowódcę SS i policji w dystrykcie warszawskim, odpowiedzialnego za terror i egzekucje uliczne w Warszawie. Wyrok na znienawidzonego „kata Warszawy” wydał szef Kedywu płk August Emil Fieldorf ps. Nil.