Łukasz Szumowski, minister zdrowia, powiedział, że koronawirus z Chin wcześniej czy później dotrze do Polski. Czy grozi nam więc wkrótce epidemia?
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Polsce nie grozi żadna epidemia. Oczywiście należy spodziewać się przypadków zachorowań, ale proszę być spokojnym, trzymamy rękę na pulsie. Cały czas analizujemy dane napływające z całego świata. Jesteśmy w stałym kontakcie ze Światową Organizacją Zdrowia, ponieważ nigdy nie można lekceważyć takich sytuacji. Tym bardziej że koronawirus dość łatwo przenosi się z człowieka na człowieka. Pokazał to przykład w Niemczech, gdzie zachorował mężczyzna, który nigdy nie wyjeżdżał do Chin. Jednak najświeższe dane wskazują, że koronawirus jest mniej groźny, niż sądzono na początku.

Na czym opierają się te dane?
Raporty przygotowane przez światowych ekspertów wskazują, że śmiertelność jest trzykrotnie niższa niż w przypadku SARS i dziesięciokrotnie niż w przypadku wirusa MERS. Istotne jest coś jeszcze. Informacje o zachorowaniach na nowego wirusa należy traktować z pewną dozą ostrożności. Nie wiemy, czy część zakażeń zakwalifikowanych jako koronawirus to nie była zwykła grypa. Tym bardziej że obecnie mamy sezon grypowy. Co roku w tym czasie drastycznie rośnie liczba zakażeń wirusowych. Notujemy też zgony związane z powikłaniami pogrypowymi.

Jak rozróżnić koronawirusa od zwykłej grypy?
Faktycznie jednym z głównych problemów jest rozróżnienie wirusa z Wuhan od innych zakażeń wirusowych. Obecnie diagnoza trwa kilka dni. Wszystko dlatego, że ostateczne potwierdzenie mogą wydać tylko dwa laboratoria w Europie – w Berlinie i Rotterdamie. Posiadają one oryginalnego wirusa. To jednak wkrótce się pewnie zmieni. Na szczeblu unijnym trwają zaawansowane rozmowy, aby wirusa otrzymały także inne kraje Unii Europejskiej.

Cały wywiad w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"