Coraz gorętsza atmosfera towarzyszy piątkowej walce Michała Cieślaka z Ilungą Makabu o mistrzostwo świata WBC wagi junior ciężkiej. W nocy z wtorku na środę w Kinszasie okradzeni zostali promotorzy polskiego boksera Tomasz Babiloński i Andrzej Wasilewski. Na kilka godzin przed walką wciąż nie jest pewne czy pięściarze wejdą na ring.

Federacja WBC nie otrzymała pieniędzy, które miały zostać zdeponowane przed walką. Jeżeli środki nie trafią na bankowe konto stawką pojedynku nie będzie pas mistrzowski, a to całą walkę stawia pod dużym znakiem zapytania.

Nawet ring przed mistrzowską walką Cieślaka z Makabu nie jest jeszcze gotowy

Pytań związanych z tym pojedynkiem jest zresztą więcej. Stadion na którym ma odbyć się walka do ostatnich chwil był szykowany na ringowe starcie, a trening medialny odbył się na chodniku. Ekipa polskiego boksera w DR Konga nie czuje się bezpiecznie. Promotor Tomasz Babiloński przyznaje:

Tak jak się spodziewaliśmy jest niebezpiecznie i doświadczyliśmy tego na własnej skórze. O godz. 4 nad ranem obudziło mnie dobijanie się do pokoju. Kiedy otworzyłem, zobaczyłem przed sobą dwóch mężczyzn, z których jeden stopą zablokował drzwi i zaczął wymachiwać jakąś policyjną odznaką. Kazali mi zejść na dół, aby "coś wyjaśnić", a w tym czasie druga ekipa zabrała z sejfu pieniądze. To samo spotkało Andrzeja Wasilewskiego oraz jeszcze jednego zagranicznego gościa hotelu. Jak się okazało, wszyscy byliśmy wcześniej obserwowani.

Już wcześniej Wasilewski informował, że jest bardzo niebezpiecznie, a na ulicach widać pełno ludzi z bronią.

Sam pojedynek Cieślaka z Makabu już dwukrotnie był przekładany, organizatorzy zwlekali z przesłaniem nie tylko kontraktu, ale także biletów lotniczych, itd. Niewiadomą było także miejsce i plan gali. W tle pojawił się konflikt menedżera Makabu z 87-letnim promotorem Donem Kingiem, który próbował zablokować walkę. W negocjacje musiały zaangażować się władze federacji WBC.