Gdy te debiutujące w fazie grupowej LM zespoły zmierzyły się w grudniu w stolicy Portugalii niespodziewanie ze zwycięstwa 3:1 cieszyli się gospodarze. Pomogła im słabsza gra Vervy oraz fakt, że jej trener Andrea Anastasi posłał do gry od początku głównie rezerwowych. Szkoleniowiec przyznał później, że popełnił błąd, ale też zaznaczył, że kilku czołowych zawodników miało drobne urazy.

We wtorek nauczony tym doświadczeniem wystawił od początku najmocniejszy możliwie skład. Nie skorzystał jedynie z białoruskiego atakującego Artura Udrysa, który jakiś czas temu złamał żebro.

Podopieczni Włocha zaczęli od prowadzenia 3:0, ale potem mieli kłopoty ze skończeniem ataku. Goście nie tylko doprowadzili do remisu, ale i zaczęli budować przewagę. Po dwóch asach z rzędu Raphaela Oliveiry prowadzili 10:6. Bartosza Kwolka, który z sześciu ataków skończył tylko jeden, zmienił na przyjęciu Igor Grobelny. Belg polskiego pochodzenia punktową zagrywką dał sygnał do odrabiania strat, ale dwupunktowa przewaga Benfiki utrzymywała się jeszcze jakiś czas, z powodu czego niezadowolenia nie ukrywał Anastasi. Końcówka należała jednak do jego ekipy, która zdobyła pięć ostatnich "oczek" w tej odsłonie. Trener gości Marcel Matz jeszcze jakiś czas nie zgadzał się z ostatnią decyzją sędziego, ale jego protesty nic nie dały.

W drugiej odsłonie warszawski zespół poszedł za ciosem. Wiele punktów zdobywał blokiem, a drużyna z Lizbony nie potrafiła znaleźć sposobu na przerwanie złej passy. Przewaga Vervy systematycznie rosła (8:4, 12:6), a zmiany dokonywane przez Matza nic nie pomagały. Dobre wejście zaliczył zaś środkowy Patryk Niemiec, przy którego zagrywce miejscowi zdobyli cztery punkty z rzędu, co dało im prowadzenie 23:12. Seta zakończył zbiciem ze środka Piotr Nowakowski.

Trzecia partia początkowo była nieco bardziej wyrównana, ale VERVA przy stanie 3:3 odskoczyła na trzy punkty, a po kilku minutach wygrywała już 12:6. Kapitan przyjezdnych 37-letni atakujący Hugo Gaspar, który w dwóch wcześniejszych setach wchodził tylko na chwilę z ławki, tym razem pojawił się na boisku od pierwszej piłki, ale ponownie nie był w stanie przebić się przez ręce rywali i dość szybko opuścił pole gry. W dalszej części rywalizacji przewaga gospodarzy nieco zmalała (15:13, 18:17), ale całkowicie jej nie roztrwonili, a w końcówce znów zwiększyli na bezpieczną wysokość (23:20). Seta i mecz zakończyła zepsuta zagrywka Andre Aleixo.

Zawodników trenera Andrei Anastasiego do zakończenia fazy grupowej czekają dwa pojedynki wyjazdowe - 12 lutego z francuskim Tours VB, a tydzień później z Sir Sicomą Monini Perugia. Do ćwierćfinału awansują zwycięzcy grup oraz trzy ekipy z najlepszym bilansem z drugich miejsc.