Gdy nadmiarowi ambicji towarzyszy słaby charakter, nieszczęście gotowe. Tomasz Lis chciał być następcą Michnika w roli guru prorządowego dziennikarstwa, ale przerost ego sprawiał, że ponosił porażkę za porażką, zwalniany po konfliktach z kolejnych redakcji.

Chyba dlatego, gdy dostał niedawno „Newsweek", postanowił przebić wszystkich. W ilości wazeliny. W najnowszym numerze przedmiotem śledztwa pracowników Lisa (słowo „dziennikarz" byłoby tu całkowicie nie na miejscu) jest nieżyjący od dawna ojciec braci Kaczyńskich: żołnierz AK, powstaniec, w PRL skromny inżynier. Co zatem robią pracownicy Lisa? Insynuują. Że był „stłamszony". Albo że „Jadwiga Kaczyńska sugerowała koleżankom, że nie był to mężczyzna jej marzeń". Jak można upaść tak nisko, by w podły sposób pisać o nieżyjącym i 86-letniej wdowie, która straciła niedawno syna?

Mam nadzieję, że po osiągnięciu dziś dna nakład tygodnika spadnie jeszcze bardziej, a Lisowi zostanie już tylko „parówkowy" portal.