Teleskopy z Polski pomagają śledzić zagrożenia na orbicie!

zdjęcie ilustracyjne / Comfreak/Pixabay

  

Satelity telekomunikacyjne, nawigacyjne czy obserwacyjne, które na co dzień ułatwiają nam życie, wymagają ochrony przed kosmicznymi śmieciami. Jak wynika z informacji przedstaicili Polskiej Agencji Kosmicznej, dzięki m.in. robotycznym teleskopom nasz kraj pomaga śledzić kosmiczne śmieci i informować o ewentualnych zagrożeniach.

Kosmiczne śmieci stanowią zagrożenie dla całej infrastruktury w kosmosie.
- powiedział prezes Polskiej Agencji Kosmicznej Michał Szaniawski. 

Ochrony przed kosmicznymi kolizjami wymagają m.in. satelity nawigacyjne, satelity obserwacyjne, meteorologiczne, ale i prywatne satelity telekomunikacyjne. 

Ekspert w dziedzinie kosmicznego bezpieczeństwa Arkadiusz Chimicz z Polskiej Agencji Kosmicznej sprecyzował, że na orbicie znajduje się teraz 5 polskich satelitów: satelity BRITE (Lem i Heweliusz), KRAKsat, PWSat2 oraz Światowid. Na orbicie znajduje się też polsko-fiński projekt ICEYE. 

Musimy dbać o nasz krajowy interes i nasze satelity zabezpieczać.
- powiedział prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Okazuje się, że niewiele brakowało, a 25 grudnia 2019 r. uległby zniszczeniu polski satelita BRITE2-PL Heweliusz, służący do obserwacji zmian jasności gwiazd. Satelita znalazł się w odległości zaledwie 11 metrów od odrzuconego członu rakiety Pegasus. Obydwa obiekty poruszały się wobec siebie z prędkością około 15 tys. km/h. Gdyby się zderzyły, na orbicie znalazłoby się zapewne bardzo wiele odłamków (a więc nowych kosmicznych śmieci), z których każdy stanowiłyby zagrożenie dla innych satelitów. A przy tak ogromnych prędkościach nawet kilkumilimetrowy element zamienia się w rodzaj pocisku.

Dlatego ważnym elementem polityki związanej z programami kosmicznymi jest monitorowanie kosmicznych śmieci i ostrzeganie przed nimi - m.in. operatorów satelitów. Satelity wyposażone w silnik - odpowiednio wcześnie ostrzeżone - mogą bowiem wykonać manewr i uniknąć zderzenia.

Aktualnie na orbicie śledzonych jest 20 tys. obiektów (to np. czynne i nieczynne satelity, ich części) ale potencjalnie zagrożenie może nieść aż 1 mln obiektów - satelitę uszkodzić może bowiem nawet obiekt o średnicy 1 cm. A z rosnącą liczbą satelitów, które trafiają na orbitę, problem ten będzie coraz trudniejszy.

Polska Agencja Kosmiczna jest członkiem europejskiego konsorcjum, które realizuje unijny program dotyczący świadomości sytuacyjnej w kosmosie. W ramach tego konsorcjum Agencja uzyskała grant na operowanie siecią sensorów monitorujących kosmiczne śmieci - to kilkanaście teleskopów i stacja laserowa. W kolejnym kroku planowana jest rozbudowa tej sieci o kolejne sensory.

Astronom prof. Maciej Konacki z Polskiej Agencji Kosmicznej wyjaśnił, że część z polskich teleskopów monitorujących kosmiczne śmieci powstała 10 lat temu w ramach projektu naukowego Solaris. W ramach niego naukowcy szukali planet obiegających układ gwiazd podwójnych. Zrobotyzowane teleskopy powstały np. w Argentynie, RPA czy Australii - przy istniejących obserwatoriach astronomicznych. Kiedy jest pogodna noc kopuła teleskopu się otwiera, a teleskop - komunikujący się z polskimi operatorami za pośrednictwem Internetu - wykonuje zdjęcia nieba zgodnie z listą zadań. 

Po jakimś jednak czasie okazało się, że teleskopy mogą znaleźć nowe zastosowanie - mogą śledzić kosmiczne śmieci. 

Z naszymi kompetencjami doskonale wpasowaliśmy się więc w dziedzinę, która na duże znaczenie komercyjne, ale i cywilizacyjne.
- tłumaczy prof. Konacki. 

Teleskopy bez problemu są w stanie obserwować na orbicie obiekty - np. niedziałające już satelity - o rozmiarach 10cm x 10cm x 10cm. Dzięki temu można poznać orbity kosmicznych śmieci i wyliczyć ich przyszłą pozycję. 

A to niezbędne, aby prognozować kolizje obiektów. Powtarzanie obserwacji jest niezbędne.
- powiedział prof. Konacki. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

W Bełchatowie Raków pokonał Piasta

/ StockSnap

  

W meczu ekstraklasy piłkarskiej Raków Częstochowa wygrał z Piastem Gliwice 2:0 (1:0). Bramki zdobyli Daniel Bartl (16. minuta) i Felicio Brown Forbes (80).

Żółta kartka - Raków Częstochowa: Daniel Mikołajewski, Sebastian Musiolik, Tomas Petrasek. Piast Gliwice: Jakub Czerwiński, Tom Hateley.

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 2 011.

Raków Częstochowa: Jakub Szumski – Daniel Mikołajewski, Tomas Petrasek, Jarosław Jach - Fran Tudor, Igor Sapała, Petr Schwarz, Daniel Bartl (39. Piotr Malinowski) - Miłosz Szczepański (78. Kamil Piątkowski), Marko Poletanovic (63. Felicio Brown Forbes) - Sebastian Musiolik.

Piast Gliwice: Frantisek Plach - Bartosz Rymaniak, Jakub Czerwiński, Uros Korun, Mikkel Kirkeskov - Gerard Badia (71. Tiago Alves), Tom Hateley, Patryk Sokołowski (77. Tomasz Jodłowiec), Sebastian Milewski - Jorge Felix, Patryk Tuszyński (58. Piotr Parzyszek).


Piłkarze Rakowa Częstochowa wygrali z Piastem Gliwice 2:0 (1:0) w piątkowym meczu otwierającym 24. kolejkę ekstraklasy.

Beniaminek, który swoje mecze rozgrywa w Bełchatowie, w starciu z mistrzem Polski miał coś do udowodnienia. Podopiecznych trenera Marka Papszuna mocno podrażniła bowiem ostatnia porażka z Arką w Gdyni (2:3), a dokładniej jej okoliczności. Częstochowianie, prowadząc 2:0, wypuścili wygraną z rąk w ostatnich 20 minutach. Goście w minionej kolejce zwyciężyli zaś Cracovię 1:0, ale na sukces na wyjeździe czekają od 12 października.

Od początku inicjatywa należała do gospodarzy, którzy częściej byli pod bramką rywali. Opłaciło się to w 16. minucie, kiedy błąd popełnił Bartosz Rymianiak. Piłkę obrońcy Piasta odebrał Daniel Bartl, który oddał mocny strzał z linii pola karnego i pokonał Frantiska Placha. Trzy minuty później Piast odpowiedział uderzeniem kapitana Gerarda Badii, przy którym dobrze interweniował Jakub Szumski.

Bramkarz Rakowa dalekim wyjściem do Jorge Felixa naprawił też błąd swoich kolegów z 30. minuty. Do przerwy lepsze wrażenie sprawiali jednak piłkarze beniaminka, którzy stworzyli kilka okazji do podwyższenia prowadzenia. M.in. w 27. minucie w dobrej sytuacji obok słupka posłał piłkę Jarosław Jach, a w 36. minucie z bliskiej odległości spudłował Bartl.

Pomocnik z Czech zmarnował też najlepszą szansę częstochowian z 38. minuty, kiedy nie trafił w futbolówkę zagraną przez Jacha wzdłuż linii bramkowej.

W drugiej połowie przewagę osiągnęli mistrzowie Polski, ale z groźnymi kontratakami wychodzili gracze Rakowa. W 62. minucie widowiskowym rajdem popisał się Miłosz Szczepański, którego uderzenie zza pola karnego z trudem obronił bramkarz Piasta. Jeszcze lepszą okazję w 66. minucie zmarnował Felicio Brown Forbes, który przegrał pojedynek sam na sam z Plachem, a dobitkę Frana Tudora zatrzymał Jakub Czerwiński.

Gliwiczanie mgli wyrównać w 69. i 71. minucie. Najpierw z bliskiej odległości spudłował jednak Patryk Sokołowski, a 120 sekund później w jeszcze lepszej okazji w bramkę Rakowa nie trafił Sebastian Milewski.

Dziesięć minut przed końcem decydujący cios zadali gospodarze. Prowadzenie objęli po kontrze, którą napędził Tudor, a wykończył Forbes. Kostarykanin, który wrócił po kontuzji, zdobył swojego szóstego gola w tym sezonie. Przed wyższą porażką mistrzów Polski uchronił Plach, który w końcówce obronił m.in. uderzenie Petr Schwarza. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts