W kwietniu 2010 r. Kuba Wojewódzki i Michał Figurski nagrali piosenkę wyśmiewającą Jarosława Kaczyńskiego, który właśnie stracił brata, zatytułowaną „Po trupach do celu”. Teraz, krótko po „samobójstwie” gen. Sławomira Petelickiego, wywołali skandal obraźliwymi słowami o Ukrainkach. Wbrew powszechnej opinii jestem przekonany, że także obecna awantura im nie zaszkodzi. Odwrotnie – pomoże.

Bo Wojewódzki i Figurski istnieją w przestrzeni medialnej III RP dlatego, że jej właściciele uznali, iż użyteczne jest funkcjonowanie w niej prorządowego i proestablishmentowego skandalisty-chama. Jego wartość nie polega na tym, że jest powszechnie chwalony. Odwrotnie. Może być użyteczny np. jako wytwórca hałasu, dzięki któremu – zgodnie z jego wolą lub wbrew niej – czyjaś śmierć przestaje być w mediach tematem numer jeden albo trzy, a staje się tematem numer pięć. Co powoduje, że władza przestaje z powodu tego dramatycznego wydarzenia tracić popularność.

W mniej dramatycznych okolicznościach skandalista-cham może oddziaływać na określony – mniejszościowy, ale znaczący – segment obywateli, szczególnie młodych, który podziwia nonkonformistycznych buntowników. A nonkonformizm rozumie tak, jak życzy sobie władza.

Człowiek bogaty robi się głupi i leniwy

Po ostatnim skandalu z udziałem obu panów „List otwarty do Kuby Wojewódzkiego” wystosowali autorzy bloga „Make life harder”, parodii bloga Kasi Tusk. Postanowili oni wytłumaczyć Wojewódzkiemu, jakie istnieją rodzaje wzbudzania kontrowersji: „Jeśli na przykład mieszkasz na wsi i chcesz być kontrowersyjny w środowisku gospodyń wiejskich, leśnych dziadków i małych dzieci, to pomocna będzie tzw. szkoła Wiśniewskiego, czyli czerwone włosy, kolczyk w nosie i białe skórzane spodnie z ćwiekami niczym groty włóczni”. Doradzili też: „Dodatkowo możesz podgrzewać atmosferę wokół swojej osoby, rozpuszczając plotki o tym, że kiedyś na imprezie w Zduńskiej Woli zaciągnąłeś się skrętem. A gdy motyw ze skrętem przestanie robić na ludziach wrażenie, wtedy płodzisz dzieci i nazywasz je Xavier, Fabienne, Etiennette i Vivienne i jest to tzw. kontrowersja czyimś kosztem, najwyższy level szkoły Wiśniewskiego”.

Jak wskazali, Wojewódzki atakuje docelową grupę licealistów. „To jest rzeczywiście trudna grupa i pierwszy błąd, jaki pan z tym drugim pajacem popełniacie, polega na tym, że jesteście za bogaci, a człowiek bogaty robi się głupi i leniwy. Dlatego taka propozycja, żeby na początek oddać swoje wszystkie ferrari do domu dziecka” – doradzają.

Stwierdzili też: „Porażająco nieśmieszne jest też to, że koleś, który od 20 lat robi w branży rozrywkowej i który uchodzi za ikonę polskiego ruchu oporu wobec przaśnej rozrywki spod znaku Karola Strasburgera i innych tuzów – sam od dłuższego czasu jest leśnym dziadkiem i serwuje podobne co Karol suchary, tyle że z poziomu niegrzecznego, pięćdziesięcioletniego dzieciaka w kardiganie. Panie Kubo, stoisz tam, gdzie kiedyś stał Drozda. Sorry, ale idź pan w ch... (wykropkowanie od redakcji „GP” – PL) z takim żartem”.

Wojewódzki, Big Brother i Ojciec Mateusz

Zgadzam się z opiniami autorów bloga, ale nie podzielam ich optymizmu. Myślę, że odbiorców, którym imponuje nieśmieszne prymitywne chamstwo, jest akurat tylu, ilu przewidzieli ich dysponenci. Produkt o nazwie Wojewódzki i Figurski to coś w rodzaju tzw. formatu medialnego. Telewizje nadające w Polsce posługują się często kupionymi na Zachodzie „formatami” popularnych tam programów, dzięki którym mogą kopiować je bezkarnie. „Big Brother”, „Taniec z gwiazdami”, „Jaka to melodia?”, a nawet seriale takie jak „Na Wspólnej” czy „Ojciec Mateusz” to polskie kopie cudzych produkcji. Poszczególne formaty zarabiają pieniądze dla swoich właścicieli

Wojewódzki i Figurski to jeden z nudnych formatów medialnych wypracowanych przez nasz postkolonialny Ubekistan. Zarządzanie zasobami ludzkimi postkomunistycznego kraju wymaga tego, by mieć dla każdego coś miłego. Co innego działa na emeryta, co innego na studenta aspirującego do roli inteligenta, co innego na dresiarza, co innego na zalatanego przedsiębiorcę, który po całym dniu pracy na pół godziny usiądzie przed telewizorem, by się odstresować. Są też tacy, na których działa chamstwo Wojewódzkiego i Figurskiego.

Jedni mają popierać klasę rządzącą III RP dlatego, że tak mówi autorytet moralny Władysław Bartoszewski. Inni, bo tak mówi oświecony biskup Tadeusz Pieronek. Kolejni dlatego, że z jego wrogów drwi Jerzy Urban. Następni dlatego, że Michał Wiśniewski zagroził wyjazdem z Polski, jeśli PiS dojdzie do władzy.

Pieronek nie ma mówić, że kocha Urbana. Bartoszewski nie może przekłuć sobie nosa kolczykiem jak Wiśniewski. Wtedy przestaliby być skutecznymi narzędziami w rękach postkomunistycznego establishmentu. Ich wartość polega na tym, że działają na zupełnie różne grupy ludzi, ale pracują na rzecz tej samej sprawy. Wojewódzki i Figurski mogą być ostro krytykowani przez medialny establishment. Mają być buntownikami atrakcyjnymi dla licealistów. Taka ich rola w tym przedstawieniu.

Całość artykułu w tygodniku “Gazeta Polska”