Trump stawia warunki talibom. Oczekuje "ograniczenia stosowania przemocy"

/ flickr.com/Gage Skidmore/CC BY-SA 2.0; https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/

  

Prezydent USA Donald Trump powiedział dzisiaj, że nie przystąpi do żadnych znaczących negocjacji z talibami w Afganistanie, jeśli nie ograniczą stosowania przemocy w tym kraju - poinformował Biały Dom w komunikacie.

Trump przekazał taką informację na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Davos podczas spotkania z afgańskim prezydentem Ashrafem Ghanim.

- Donald Trump ponownie podkreślił potrzebę znacznego i trwałego ograniczenia przemocy przez talibów, co ułatwiłoby podjęcie sensownych negocjacji w sprawie przyszłości Afganistanu

 - oświadczył Biały Dom.

W zeszłym tygodniu talibowie zaproponowali Stanom Zjednoczonym tymczasowe zawieszenie broni w Afganistanie, które miałoby trwać od siedmiu do 10 dni. Według źródeł, na które powoływały się światowe agencje, ofertę zawieszenia broni otrzymał w Katarze specjalny wysłannik USA do Afganistanu Zalmay Khalilzad.

Waszyngton nie potwierdził jednak otrzymania talibskiej propozycji, mimo że rzecznik talibów Suhail Shaheeen w wywiadzie opublikowanym w sobotę przez jeden z pakistańskich dzienników powiedział, że ma nadzieję na podpisanie porozumienia o zawieszeniu broni przed końcem miesiąca, a talibowie "zgadzają się ograniczyć swoją działalność wojskową w dniach poprzedzających podpisania porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi".

Negocjacje pokojowe między USA i talibami obecnie znajdują się w martwym punkcie. Zostały zerwane we wrześniu, gdy prezydent Trump oskarżył talibów o chęć "wzmocnienia własnej pozycji przetargowej w negocjacjach" za pomocą aktów terroru. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo mówił wtedy, że trwające prawie rok rozmowy w sprawie przywrócenia pokoju w Afganistanie zawieszono, a USA będą wywierać nacisk na prowadzących działania zbrojne talibów, zapewniając militarne wsparcie afgańskim siłom rządowym.

Stany Zjednoczone zakończyły działania bojowe w Afganistanie w 2014 roku. Od tego czasu w kraju tym pozostaje w sumie 20 tys. żołnierzy z państw NATO, w tym około 12-tysięczny kontyngent amerykański. W październiku dowódca sił USA w Afganistanie generał Austin S. Miller informował, że USA wycofały z Afganistanu w ciągu roku 2 tys. żołnierzy. Amerykańscy i afgańscy urzędnicy anonimowo utrzymywali wówczas, że dalsze plany przewidują ograniczenie kontyngentu USA do około 8,6 tys. żołnierzy.

Talibowie kontrolują prawie połowę terytorium Afganistanu i często dopuszczają się ataków na siły afgańskie i amerykańskie. Ocenia się, że obecnie są najsilniejsi od czasu inwazji USA w 2001 roku. Z ich rąk w ciągu 18 lat zginęło ponad 2,4 tys. amerykańskich żołnierzy i pracowników wojskowych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Woś Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do koronawirusa

/ Krzemin28 / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

  

- Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej - podkreśla w rozmowie z sobotnim "Plus Minus" minister środowiska Michał Woś, który zachorował na koronawirusa.

Minister środowiska w wywiadzie dla "Plus Minus", dodatku weekendowym dla "Rzeczpospolitej", opowiedział o swoim i jego rodziny doświadczeniu z tą chorobą. Zachorowała także jego żona i córka. "Pierwsze objawy łagodnego kaszlu miałem w piątek, 13 marca. Od rana w sobotę kaszel zaczął narastać i wtedy też dowiedziałem się, że leśnik, z którym miałem spotkanie, poszedł na test do szpitala zakaźnego" - powiedział minister dziennikowi.

Jak mówił, był przekonany, że to zwykłe przeziębienie do momentu, gdy dowiedział się o leśniku. "Pomyślałem, że to pewnie coś sezonowego i nic poważnego. Tydzień wcześniej moja żona i córeczka – jak wtedy myślałem – były przeziębione. Byłem przekonany, że przejąłem coś od nich, ale z biegiem czasu niepewność zaczęła narastać. To był już moment, gdy dużo mówiliśmy o koronawirusie, a osoba, z którą miałem kontakt, właśnie przechodziła test. O jego pozytywnych wynikach dowiedziałem się w niedzielę, gdy miałem już gorączkę" - opowiedział.

Pytany jak dokładnie doszło do zakażenia, powiedział, że to było trzyosobowe spotkanie w ministerstwie. "Chorował leśnik, zachorowałem ja, a trzecia osoba jest zdrowa. Z przenoszeniem wirusa może być różnie. W czasie, gdy nie wiedziałem, że jestem zakażony, brałem udział w kilku spotkaniach. W tryb zdalnej pracy urząd przeszedł ok. 11–12 marca. Wcześniej byłem w Raciborzu na konferencji z samorządowcami, a w Katowicach spotkałem się z zarządem województwa. Szczęśliwie nikt nie został zakażony. Wtedy też pół niedzieli i noc spędziłem u moich rodziców – oni też już przeszli kwarantannę bez żadnych objawów. Z drugiej strony miałem dłuższe spotkanie w dziesięć osób, z którego tylko jedna wyszła bez wirusa" - opowiedział.

"Wszyscy przechodzą chorobę w miarę łagodnie. Większość z nich to młode osoby, których organizmy poradziły sobie z wirusem, ale nie można bagatelizować zagrożenia. Koronawirus zabija niezależnie od wieku"

- podkreślił.

Woś odniósł się także do sugestii, że mógł zarazić pracownika Ministerstwa Sprawiedliwości, który zmarł na skutek koronawirusa. "Głębokie wyrazy współczucia dla rodziny. Nie znałem tego kierowcy. Ministerstwo poinformowało, że od około miesiąca przebywał poza ministerstwem. Jego przypadek niestety pokazuje, że mamy do czynienia z poważną sytuacją" - mówił.

"Młodzi powinni z dużą pokorą podchodzić do tego wirusa. To nie jest zwykła grypa i każdy organizm reaguje inaczej. Te apele, które słyszymy, to nie jest jakiś pic na wodę. Dziś zostając w domu na kanapie czy spędzając czas przed tabletem, ratujemy komuś życie"

- zauważył.

Woś zastrzegł, że nie chce być "koronacelebrytą". "I tak uważam, że za dużo mówię o własnych przejściach, kiedy ludzie walczą o życie. Ale sądzę, iż właśnie dlatego, że wiem, z czym mamy do czynienia, powinienem mówić, może kogoś, kto chorował na Covid-19, ludzie bardziej posłuchają: ten wirus zabija" - wskazał.

"Podchodźmy poważnie do tych trudnych restrykcji, de facto państwowej kwarantanny. Dlatego ciężko też mówić o własnych przeżyciach, o strachu. Starałem się być dobrej myśli przez cały czas, ale tak, pojawiły się obawy – zwłaszcza o najbliższą rodzinę. Cieszę się, że z żoną i córką wszystko ok, że dziecko pod sercem jest zdrowe. Dalej dużo myślę o rodzinie: rodzicach, teściach. O znajomych. Dlatego tym bardziej takie działania państwa są konieczne. Jako społeczeństwo musimy zachować tę dyscyplinę, de facto umartwienie w Wielkim Poście. Zobaczymy, jak się sytuacja się rozwinie koło Wielkanocy"

- powiedział minister.

Dodał, że "córka wyzdrowiała najszybciej z nas wszystkich", a jego i żonę lekarze uznają za ozdrowieńców. "Objawy już ustąpiły. Czekamy, aż lekarze uznają nas za ozdrowieńców. Mam nadzieję, że nie mamy żadnych poważnych powikłań, chociaż wirus jest nowy, a doniesienia ze świata są różne. Jesteśmy dobrej myśli" - podkreślił.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Rzeczpospolita, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts