Według Prokuratury Rejonowej w Ostrzeszowie do przestępstwa miało dojść w latach 2008-2015. Sprawa wyszła na jaw w 2016 r., kiedy jedna z pacjentek 51-letniego lekarza postanowiła drogą elektroniczną sprawdzić w Zintegrowanym Informatorze Pacjenta, z jakich świadczeń medycznych skorzystała podczas ginekologicznego leczenia, ile Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił za to lekarzowi i ile wynosiła refundacja przepisanych leków.

Z informacji NFZ wynikało, że tylko w ciągu jednego dnia kobieta odbyła ponad 100 badań ginekologicznych i to w dwóch różnych miejscach

– poinformował prokurator Meler.

Kobieta napisała do NFZ w Poznaniu skargę, w wyniku czego przeprowadzono kontrolę dokumentacji medycznej prowadzonej przez ginekologa. Po kontroli o sprawie zawiadomiono prokuraturę.

Śledztwo wykazało, że wiele badań było niemożliwych do wykonania przez lekarza

– powiedział prokurator.

Z dokumentacji medycznej ginekologa wynikało, że wykonywał dziennie nawet po 60 różnych badań jednej pacjentce. Wyszło też na jaw, że niektóre były u doktora tylko raz, ale widniały w rejestrze jako jego wieloletnie stałe pacjentki.

W sprawie przesłuchano 3000 kobiet. Według prokuratury nieprawidłowości dotyczą 1200 pacjentek. Jak się okazało, większość badań, które na ich nazwisko lekarz wykazywał w sprawozdaniach, by otrzymać refundację z NFZ, nie była wykonywana. W dodatku poza refundacją kosztów ginekolog pobierał od pacjentek opłaty w ramach prywatnej wizyty. Zdaniem prokuratury lekarz wyłudził w ten sposób z funduszu prawie pół miliona złotych.

Ginekolog usłyszał też zarzut nakłaniania pacjentek do składania fałszywych zeznań. Miał je namawiać, żeby podczas przesłuchania w prokuraturze powiedziały, że nie płaciły za badania i odbyły wszystkie wynikające z jego sprawozdań medycznych. Akta sprawy liczą 43 tomy. Za zarzucane lekarzowi czyny grozi do 10 lat więzienia.