Będzie dożywocie? 67-latek zamordował przypadkowego przechodnia

zdjęcie ilustracyjne / pixabay

  

Nawet dożywocie grozi 67-letniemu Józefowi K., którego prokuratura oskarżyła o zabicie nożem przechodnia w Dąbrowie Tarnowskiej (Małopolskie). Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do sądu – podał rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnowie Tomasz Kozioł.

Jak poinformował w środę rzecznik sądu, akt oskarżenia dotyczy zabójstwa z maja zeszłego roku, dokonanego przez oskarżonego Józefa K. na 40-letnim przechodniu. Zakrwawionego mieszkańca Dąbrowy Tarnowskiej znaleziono wieczorem na ul. Zaręby.

Zarzut dotyczy zabójstwa z zamiarem bezpośrednim przy użyciu noża. Miały zostać zadane dwa ciosy w okolice klatki piersiowej, które były ciosami penetrującymi głęboko do płuca i jamy otrzewnej, doszło również do przecięcia tętnicy, co doprowadziło do wykrwawienia się ofiary i jej śmierci

- dodał sędzia Kozioł.

67-latek w toku śledztwa przyznał się do winy, ale – jak zaznaczył rzecznik – w złożonych wyjaśnieniach nie przedstawił szczegółów zdarzenia. Został przebadany przez biegłych, którzy stwierdzili, że nie ma podstaw do kwestionowania jego poczytalności w trakcie popełniania przestępstwa.

Jak dodał Kozioł, w trakcie postępowania prokuratura ustaliła osobę, która miała widzieć oskarżonego tuż przez zdarzeniem. Zeznała ona, że Józef K. miał mówić, że "tutaj zaraz stanie się coś strasznego”.

Po zatrzymaniu podejrzanego w maju zeszłego roku policja informowała, że motywem zbrodni była najprawdopodobniej utarczka, do jakiej doszło chwilę wcześniej pomiędzy sprawcą a ofiarą. Mężczyźni, którzy spotkali się przypadkowo, mieli posprzeczać się na ulicy. Miało też dojść pomiędzy nimi do rękoczynów, po czym się rozeszli. Później na ulicy Zaręby 40-latek ponownie spotkał 67-latka - ten tym razem miał wyjąć nóż i zadać ofierze dwa śmiertelne ciosy.

Za zabójstwo sprawcy grozi kara nie krótsza niż 8 lat pozbawienia wolności, 25 lat więzienia lub dożywocie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...


Koronawirus największym zagrożeniem dla etosu ultraortodoksów

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/Ramdlon /creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

  

Pandemia koronawirusa może podważyć wiarę ultraortodoksyjnych żydów w niezmienność obyczajów i w ochronną rolę Tory, co będzie największym wyzwaniem dla ich światopoglądu od czasów Holokaustu - pisze publicysta izraelskiego dziennika "Haarec" Anszel Pfefer.

Według danych przedstawionych przez izraelskie media osoby wywodzące się ze środowisk tzw. charedim (pl. bogobojni) to aż 50 proc. pacjentów hospitalizowanych z powodu koronawirusa, mimo że stanowią zaledwie 10 proc. mieszkańców kraju.

Komentatorzy zauważają, że o wiele wyższa zachorowalność w dzielnicach zdominowanych przez ultraortodoksów to konsekwencja m.in. niezamknięcia synagog czy szkół talmudycznych, łamania zakazu zgromadzeń, a także przeludnienia, odcięcia od mediów i powszechnego ubóstwa.

Jako przyczynę lekceważenia zaleceń władz świeckich Pfefer w opublikowanym w środę artykule uznaje "mit ciągłości". Jest to według niego postrzeganie obecnego życia charedim, czyli ciągłego studiowania Tory i odcięcia od zsekularyzowanego świata, jako prastarej tradycji, która nie może zostać przerwana nawet przez pandemię.

W rzeczywistości - zauważa dziennikarz "Haarec" - to, że ultraortodoksyjni mężczyźni nie pracują, a studiują Torę każdego dnia przez całe życie, jest możliwe dopiero od lat 50. ubiegłego wieku. To wtedy po raz pierwszy większość z nich "mogła poświęcić swoje życie Torze, zadowalając się wsparciem instytucji charytatywnych i świadczeniami socjalnymi, by utrzymać się przy życiu, nawet za cenę biedy" - twierdzi Pferer.

Wiara w niezmienność obyczajów dała też o sobie znać w 1991 roku w czasie wojny w Zatoce Perskiej, kiedy ultraortodoksyjni żydzi odmawiali golenia bród w razie potrzeby noszenia masek przeciwgazowych - przypomina autor artykułu. A kiedy cały kraj obawiał się irackich ataków rakietowych, rabin Elazar Szach nakazał kontynuowanie studiów nad Torą w mieście Bnej Brak, co przysporzyło mu tylko popularności, kiedy rakiety spadły, ale na sąsiednie Ramat Gan. "Ponownie udowodniono, że etos ma rację" - komentuje tę historię Pfefer.

"Ale fakt, że Bnej Brak nie jest już chronione, że żydzi, którzy poświęcili swoje życie na naukę, są zakażeni i, jak się wydaje, proporcjonalnie więcej z nich umiera, a Tora już nie ratuje przed śmiercią, może przyspieszyć zmiany i podważyć podstawowe przekonania" - uważa publicysta. Milion ultraortodoksyjnych mieszkańców Izraela wychowało się na etosie, który nigdy nie odrzuca Tory, i "stoją oni teraz przed największym wyzwaniem dla swojego światopoglądu od czasów Holokaustu" - konkluduje.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts