Oboje - zarówno kandydatka, jak i jej "ekspert" - krytykowali stan polskiej polityki zagranicznej.

- Dzisiaj ze smutkiem muszę stwierdzić, że polska polityka zagraniczna nie istnieje - jesteśmy osamotnieni. Pan prezydent nie rozmawia, pokrzykuje na Polaków i tak naprawdę lekceważy list od naszych sojuszników, od kongresmenów z USA, a wiceszefowa Komisji Europejskiej, pani Viera Jourowa dowiaduje się z polskich i zagranicznych mediów, że pan prezydent nie zamierza odpisać na jej list

-  powiedziała wicemarszałek Sejmu.

Według Kidawy-Błońskiej potrzebna jest odnowa polskiej polityki zagranicznej. Podobne zdanie ma jej ekspert Radosław Sikorski, który stwierdził, że za czasów rządów Platformy Obywatelskiej można było skutecznie rozmawiać z Rosją. 

- A dzisiaj wygrażamy Rosji przez dziurkę od klucza

-  wypalił były minister spraw zagranicznych.

- Lepiej było dla Polski gdy prezydent Putin na Westerplatte uznawał, gdzie się zaczęła II wojna światowa i kto był jej pierwszą ofiarą. Albo gdy 7 kwietnia 2010 roku jako pierwszy władca Rosji oddawał hołd polskim jeńcom wojennym. A dzisiaj tracimy nawet niemiecki hitlerowski obóz koncentracyjny w Auschwitz jako to miejsce, w którym raz do roku się uszanowuje ofiary tych zbrodni

- kontynuował.

Odnosząc się do postawy opozycji, były szef MSZ zadeklarował, że jest ona gotowa wspierać rządzących, jednak tylko wówczas, gdy prowadzą "sensowną politykę". Wyjaśnił też, że w zeszłym tygodniu głosował za przyjęciem przez europarlament rezolucji w sprawie praworządności w Polsce i na Węgrzech, ponieważ - jak mówił - była to... "rezolucja za Polską, za przestrzeganiem polskiej konstytucji".

- Polsce szkodzą ci, którzy łamią polską konstytucję, na którą przysięgali, a nie ci, którzy o tym mówią

 - zakończył Sikorski.