Jasne słowa Merkel o brexicie

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

- Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest dla Wspólnoty sygnałem alarmowym - powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel w opublikowanym w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika "Financial Times".

Szefowa niemieckiego rządu przyznała, że system ponadnarodowych instytucji, takich jak Unia Europejska czy ONZ, które nazwała "lekcją wyciągniętą z drugiej wojny światowej i poprzednich dekad", znajduje się "pod coraz większą presją".

Uznała także, że prezydent USA Donald Trump ma rację, mówiąc, iż takie instytucje jak ONZ czy Światowa Organizacja Handlu (WHO) wymagają reformy.

"Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale nie kwestionuję multilateralnej struktury świata"

- podkreśliła.

Niemiecka kanclerz przekonuje, że odpowiedzią na kwestionowanie wielostronnego porządku świata nie powinno być zmniejszanie roli międzynarodowych instytucji, lecz jej zwiększanie.

"Postrzegam Unię Europejską jako nasze ubezpieczenie na życie. Niemcy są zbyt małe, by samodzielnie wywierać wpływ geopolityczny, i dlatego musimy wykorzystać wszystkie zalety jednolitego rynku"

- oświadczyła Merkel.

Mówiąc o brexicie jako sygnale alarmowym, Merkel wyjaśniła, że UE musi zareagować i stać się "atrakcyjna, innowacyjna, kreatywna, (by stać się) dobrym miejscem dla badań i edukacji".

"Konkurencja może być wtedy bardzo produktywna"

- podkreśliła.

To dlatego - jak mówiła - UE musi kontynuować reformy, dokończyć tworzenie jednolitego rynku cyfrowego, dążyć do unii bankowej (planu scentralizowania nadzoru nad europejskimi bankami i zarządzania kryzysowego) oraz rozwijać unię rynków kapitałowych, aby zintegrować rozdrobnione rynki kapitałowe i dłużne Europy.

Przyznała, że Niemcy nadal "trochę się wahają" w sprawie unii bankowej, "ponieważ nasza zasada jest taka, że każdy musi dziś najpierw ograniczyć ryzyko w swoim kraju, zanim będziemy mogli je uwspólniać".

A unia rynków kapitałowych może wymagać od państw członkowskich dążenia do ściślejszego dostosowania się w takich kwestiach jak prawo upadłościowe

- podkreśliła.

Kanclerz odniosła się też do coraz bardziej widocznych rozbieżności między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Wyraziła przekonanie, że nie jest to jedynie efekt "słabej chemii" między nią a prezydentem USA Donaldem Trumpem, lecz efekt zmiany globalnego układu sił.

"Nastąpiła zmiana. Już (poprzedni) prezydent (USA Barack) Obama mówił o widzianym z perspektywy USA stuleciu azjatyckim. Oznacza to również, że Europa nie jest już, że tak powiem, w centrum wydarzeń na świecie. Skupienie Stanów Zjednoczonych na Europie maleje - tak będzie pod rządami każdego prezydenta (USA)"

- powiedziała Merkel.

Jej zdaniem odpowiedzią na to powinno być zwiększenie odpowiedzialności przez UE za własne bezpieczeństwo.

"My w Europie, zwłaszcza w Niemczech, musimy wziąć na siebie więcej odpowiedzialności"

- dodała.

Przyznała, że niemiecki plan zwiększenia wydatków na obronność do 2 proc. PKB dopiero na początku lat 30. XXI wieku jest niewystarczający w oczach krajów, które już osiągnęły ten cel. Zarazem zwróciła uwagę, że 40-procentowy wzrost wydatków od 2015 r. "jest z niemieckiej perspektywy ogromnym krokiem".

Merkel podkreśliła, że zwiększanie odpowiedzialności nie może oznaczać kwestionowania relacji transatlantyckich.

"Stosunki transatlantyckie nadal mają dla mnie kluczowe znaczenie, szczególnie w odniesieniu do podstawowych kwestii dotyczących wartości i interesów na świecie"

- mówiła.

Jednak Europa powinna również rozwijać własny potencjał wojskowy

- zaznaczyła.

Poza głównym obszarem zainteresowania NATO mogą istnieć regiony, w których

"Europa musi - w razie potrzeby - być przygotowana do zaangażowania się. Postrzegam Afrykę jako jeden z przykładów"

- powiedziała.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Bolesławiec: Kobieta zakażona koronawirusem urodziła dziecko

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com

  

W szpitalu w Bolesławcu (jednoimienny szpital zakaźny) kobieta, u której stwierdzono zakażenie koronawirusem, urodziła dziecko. Lekarze czekają na wyniki testów noworodka. Matka i dziecko czują się dobrze - powiedział dyrektor szpitala Kamil Barczyk.

Dyrektor szpitala w Bolesławcu Kamil Barczyk powiedział w czwartek PAP, że 24-latka zakażona koronawirusem przebywała w izolacji domowej. "Przyjechała do szpitala z wynikiem dodatnim. Była przygotowana do cięcia cesarskiego, od razu została podjęta decyzja o pilnym wykonaniu zabiegu" – przekazał. Kobieta była w 36. tygodniu ciąży, urodziła dziewczynkę.

Matka i dziecko są w dobrym stanie. Jednak pacjentka musiała zostać odizolowana od dziecka. Staramy się zapewnić matce jak najlepszy kontakt z dzieckiem drogą elektroniczną

 – powiedział dyrektor.

Noworodkowi został wykonany test na obecność koronawirusa, lekarze czekają na wyniki.

Dyrektor szpitala dodał, że matka dziecka prawdopodobnie pozostanie w szpitalu aż do wyleczenia.

Chcemy zapewnić jej i dziecku bezpieczeństwo w warunkach izolacji szpitalnej

– powiedział.

W jednoimiennym szpitalu zakaźnym w Bolesławcu leczonych jest 27 osób z COVID-19.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts