Na nagraniu zamieszczonym przez Grzegorza Furgo, byłego posła Nowoczesnej, a obecnie p.o. dyrektora Centrum Informacyjnego Senatu widać, jak operator przypadkowo uderza kamerą w głowę Małgorzatę Daszczyk, dyrektor gabinetu marszałka Senatu. Furgo zamieścił na Twitterze wpis w sensacyjnym tonie, jakoby operator zrobił to specjalnie. 

Pytany na konferencji prasowej w Senacie o tę sprawę marszałek Tomasz Grodzki ewidentnie stracił spokój.

W polskiej tradycji dżentelmeneria wobec kobiet jest wdrukowana w filozofię każdego mężczyzny. Oczekuję, panie redaktorze, że pan przeprosi panią dyrektor, bo jeżeli w "Wiadomościach" wmawiacie, że to ona zaatakowała kamerzystę, a pan życzy jej zdrowia z przymrużeniem oka, to znaczy, że pan dżentelmenem nie jest

 - przekonywał. I nie wytrzymał: "teraz ja mówię, teraz ja mówię, teraz ja mówię! - zaznaczył.

Pan wielokrotnie mówił nieprawdę, a teraz ja mówię prawdę! Czaszka kobiety jest cieńsza, niż czaszka mężczyzny. Oczywiście, to był przypadek (...) Nie będę z panem dyskutował, póki pan nie przeprosi.

Pytany zaś o kolejne doniesienia w sprawie afery kopertowej marszałek Grodzki odniósł się w kuriozalny sposób. Nowe fakty ujawnił wczoraj portal Niezależna.pl.

Co do zarzutów z zaświatów - był taki film "Ghostbusters" a ja jako wielbiciel "Gwiezdnych Wojen" dowiedziałem się, że 10 epizod to będzie, że "dawano, dawno temu w odległej galaktyce znaleziono zeszyt, gdzie dziewczynka napisała, że w wieku 5 lat Tomek Grodzki, również mający 5 lat, wyrwał jej zęba mlecznego, bo o to prosiła, dała mu 2 zł, a on jej nie dał faktury". Czy pan sobie zdaje sprawę z absurdów pana pytań?

- pytał.

I wybiegł z konferencji...