Odpowiedź na zarzuty The New York Times, że Polska nie oddaje skradzionych przez Niemców dzieł sztuki

Powrót Damy z łasiczką do Polski, rok 1946, obraz trzyma prof. Estreicher / monumentsmenfoundation.org

  

W związku z artykułem „Poland Urged to Look for Nazi-Looted Art Still Held in Its Museums” opublikowanym w New York Times 12 stycznia 2020 r. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydało oświadczenie, którego treść publikujemy poniżej.
  • Dzieła, o których pisze NYT, znalazły się na obszarach obecnej Rzeczypospolitej Polskiej, które w czasie II wojny światowej znajdowały się w granicach III Rzeszy bądź zostały do niej wcielone, za sprawą niemieckiego okupanta.
  • Obecne muzea polskie nie są następcami prawnymi muzeów niemieckich działających na ziemiach, które po II wojnie światowej zostały włączone w granice RP. Nie można jednocześnie wykluczyć, że mienie o niewyjaśnionej proweniencji mogło trafić tuż po zakończeniu działań wojennych również do muzeów polskich, które starały się je zabezpieczyć przede wszystkim przed grabieżą i zniszczeniem. Muzea włączały to mienie do swych inwentarzy na mocy powojennych przepisów prawa, które nakładały na nie taki obowiązek.
  • Nie jest jednak prawdą, że badania proweniencyjne nie są w Polsce prowadzone – muzea polskie takie badania prowadzą od lat, uzyskując w ostatnich latach m.in. wsparcie MKiDN w postaci specjalnego programu dotacyjnego. Złożoność spraw dotyczących proweniencji wymaga daleko posuniętej staranności i zawsze są to sprawy badane indywidualnie.
  • Właściwość Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zakresie restytucji dotyczy wyłącznie roszczeń składanych oficjalną drogą rządową na podstawie prawa międzynarodowego. W przypadku roszczeń o innym charakterze (np. prywatnych), kwestie własności dóbr kultury rozstrzygane są w Polsce na drodze sądowej.
  • Do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wpłynęło do tej pory żadne roszczenie restytucyjne od rządu Niderlandów (Holandii), ani żadnego innego państwa, dotyczące dzieł sztuki zagrabionych w czasie II wojny światowej, a znajdujących się w polskich muzeach. Niemniej jednak, w przypadku pojawienia się takiego roszczenia, MKiDN jest gotowe do realizacji procedur opisanych w ustawie o restytucji narodowych dóbr kultury. 
  • Należy jednak z cała mocą wskazać, że Polska była państwem, które było ofiarą II wojny światowej, a straty polskiej kultury z tego okresu szacowane są bardzo oględnie na ponad 500 000 obiektów, z czego zaledwie ok. 63 000 jest opisanych w katalogu dzieł utraconych (http://dzielautracone.gov.pl/).
  • W polskim Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego działa Wydział ds. Restytucji Dóbr Kultury, który od lat prowadzi systemową i skuteczną restytucję polskich strat wojennych w ścisłej współpracy z polskimi muzeami i innymi służbami.
  • Od 2016 r. MKiDN odzyskało blisko 500 dzieł utraconych w czasie II wojny światowej, m.in. „Zimę w małym miasteczku” Maksymiliana Gierymskiego, „Ulicę z ruiną zamku” Roberta Śliwińskiego, „Portret damy” Melchiora Geldorpa, „Zesłanie Ducha Świętego” Izaaka van den Blocke, „Apollo i Dafne” Abrahama Bloemaerta, XVIII-wieczne meble w stylu chińskim z Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, czy XVII-wieczny sztambuch Melchiora Lucasa. W ostatnich miesiącach do kraju powrócił szesnastowieczny miedzioryt Johanna Saenredama „Portret malarza Johanna von Aachen” oraz obraz Marcina Zaleskiego „Wnętrze Katedry w Mediolanie". 
  • Obecnie w toku jest ponad 80 postępowań restytucyjnych prowadzonych w 9 krajach na świecie.
  • Coraz bardziej profesjonalnie odnajdujemy szczególnie te dzieła, które zarejestrowane są w bazie strat wojennych.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: mkidn.gov.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...


Na czym polega "sukces" Tajwanu? Hanna Shen: Brak wiary w prawdomówność Chin!

/ PrtSc/ Republika

  

Sukces Tajwanu w walce z koronawirusem polega na trzech rzeczach. Przede wszystkim: bardzo szybko podjęte działania. Po drugie: niewiara w to, co mówią Chiny. Po trzecie: pełna transparentność - zdradza korespondentka polskich mediów Hanna Shen. - Tajwan ma doświadczenie z Chinami, bardzo rozumie, jak działają Chiny i rozumiał, że jak mówią, że to nie jest taki duży problem, to znaczy, że to jest bardzo duży problem - mówi w programie Katarzyny Gójskiej "W punkt".

Tajwan w tej chwili, który walczy z tzw. drugą falą epidemii, ma wykryte 283 przypadki osób, które są nosicielami koronawirusa, dwie osoby zmarły w wyniku Covid-19 od samego początku pierwszego przypadku zachorowań na Tajwanie. Nie ma tam osób w stanie ciężkim.

[polecam:https://niezalezna.pl/313130-koronawirus-tajwan-ostrzega-przed-chinskimi-trollami]

Sukces Tajwanu, jeżeli można użyć takiego słowa, polega na trzech rzeczach. Przede wszystkim: bardzo szybko podjęte działania. Tajwan wiedział o tym, że dzieje się coś niepokojącego w Chinach wtedy, kiedy Chiny poinformowały Światową Organizację Zdrowia, to jest 31 grudnia. Chiny przekazały do WHO informację, że jest jakiś wirus, ale nie ma dowodów na to, że przenosi się z człowieka na człowieka. Tajwan ma doświadczenie z Chinami, bardzo rozumie, jak działają Chiny i rozumiał, że jak mówią, że to nie jest taki duży problem, to znaczy, że to jest bardzo duży problem. Już 31 grudnia zwiększono kontrole na granicach, zwłaszcza pasażerów przybywających z Chin

- relacjonuje Shen.

Drugim powodem sukcesu jest to, co już wspomniałam. Niewiara w to, co mówią Chiny. Niestety, zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone uwierzyły Chinom, które do 20 stycznia mówiły, że ten wirus jest do opanowania, nie należy zamykać granic przed Chińczykami ani wstrzymywać lotów do i z Chin. Tajwan w to nie uwierzył i dlatego bardzo szybko podjął odpowiednie kroki

- podkreśla korespondentka. 

Trzecia to jest transparentność. Tu jest pełna informacja, odbywają się, jeśli trzeba, kilka razy dziennie konferencje odpowiednich organów i Tajwańczycy wiedzą wszystko, co się dzieje, na bieżąco. To tez odróżnia Tajwan od Chin

- dodaje.

W przypadku Chin, dodaje Shen, mamy dwie wersje: oficjalną, że Chiny sobie poradziły i relacje lekarzy, Chińczyków, doniesienia z krematoriów, badania, które mówią, że są to dane zaniżone nawet dziesięciokrotnie. 


Komunistyczne władze w Pekinie uznają Tajwan za zbuntowaną prowincję „jednych Chin” i nigdy nie wykluczyły możliwości użycia siły, by przejąć nad nim kontrolę. Demokratycznie wybrany rząd Tajwanu uważa natomiast wyspę za niezależną od ChRL Republikę Chińską.

Na Tajwanie w związku z pandemią koronawirusa obowiązuje niemal całkowity zakaz wjazdu dla cudzoziemców nieposiadających tajwańskiej karty pobytu. Nie dotyczy to dyplomatów i osób dysponujących specjalnymi zezwoleniami od władz.

[polecam:https://niezalezna.pl/317582-wzrost-zachorowan-w-hongkongu-i-na-tajwanie]

Powracający Tajwańczycy i cudzoziemcy posiadający odpowiednie dokumenty będą poddawani 14-dniowej kwarantannie w swoich domach. Osoby, które przybyły na wyspę w dniach 5-14 marca po pobycie lub tranzycie w Europie, Turcji, Egipcie lub Dubaju, zostały zobowiązane do retrospektywnej kwarantanny domowej.

Środki te mają zapobiec zakażeniom przywlekanym z zagranicy, z których większość według tajwańskich służb medycznych związana jest z podróżami do Europy. 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts