Kosiniak-Kamysz był pytany w TVN24 czy jako lekarz w wykształcenia broni Grodzkiego, po tym jak CBA wystosowało do pacjentów apel, aby zgłaszali dotyczące go ewentualne przypadki korupcji.

- Nie mam żadnych powodów, by nie ufać marszałkowi Grodzkiemu. Mówię tu o oświadczeniach o tym, że nie ma z tym nic wspólnego i że takie sytuacje nie miały miejsca, tak jak wierzyłbym każdemu lekarzowi, którego znam

 - podkreślił lider ludowców. Zaznaczył, że zna dokonania Grodzkiego jako lekarza i polityka.

- I nie mam najmniejszych podstaw, by nie wierzyć w jego oświadczenie. W tym względzie będę go bronił

 - zadeklarował.

Według lidera PSL, dla PiS obecnie "solą w oku jest Senat".

- I naprawdę myślę, że rządzący nie mogą zdzierżyć tego, że nie mają takiego monowładztwa jak w poprzednich latach. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki jest tą osobą, która ciągle występuje, reprezentuje Senat, ma prawo do wygłoszenia orędzia telewizji rządowej. I to wszystko sprawia, że na pewno jest taką osobą, która jest na celowniku rządzących, którzy będą robić wszystko, by ten Senat odbić. Jeżeli przegramy wybory prezydenckie - mówię szeroko o kandydatach opozycji - to pewnie będzie próba odwołania marszałka Grodzkiego. Ja nie mam co do tego wątpliwości

- podkreślił polityk.

Jak dodał, spodziewa się, że jeśli służby chcą udowodnić winę marszałka Senatu, to powinny pokazać dowody i zeznania pod przysięgą.

- Na razie to jest tylko słowo

 - zauważył Kosiniak-Kamysz.

Tymczasem, w sprawie korupcyjnych podejrzeń wobec marszałka Tomasza Grodzkiego, pojawiają się kolejni świadkowie. Portal Niezalezna.pl ujawnił dziś rozmowę z panią Martą, której mama zapisywała w notatniku krótkie wzmianki ze spotkań z Grodzkim. W notatniku mamy pani Marty przy dacie 24 marca 1997 roku pojawiła się notatka: „Perypetie 220 zł i czekolada....”