Nasi szczypiorniści z ostatnich dwunastu spotkań wygrali tylko jedno. Był to sparing ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Nic dziwnego, że w starciu z naszpikowaną gwiazdami Szwecją, grającą na swoim terenie nikt nie dawał biało-czerwonym większych szans.

W Göteborgu kibice gospodarzy, którzy oczekiwali wysokiego zwycięstwa Trzech Koron, musieli przecierać oczy ze zdziwienia. Po kwadransie wyrównanej gry był remis 7:7. Kiedy chwilę później Szymon Sićko wyprowadził Polaków na dwubramkowe prowadzenie podirytowany trener Szwedów poprosił o przerwę. Biało-czerwoni nadal twardo grali w obronie, ale od tego momentu zawodzić zaczęła ich skuteczność. Andreasa Palicki nasi szczypiorniści nie potrafili pokonać przez ponad siedem minut. Podopieczni Patryka Rombla nie wykorzystali nawet dwóch rzutów karnych. Szwedzi mimo tego na przerwę schodzili tylko z minimalnym prowadzeniem po rzucie Daniela Petterssona.

Fantastyczna interwencja Adama Morawskiego. Po pierwszej połowie Szwecja prowadziła z Polską tylko jedną bramką.

Wyrównana walka Polaków ze Szwecją trwała również w drugiej połowie. Kiedy Szymon Sićko wykorzystał kapitalną wrzutkę było 19:19. Później ponownie niestety nastąpił gorszy okres Polaków w ofensywie. Kilka prostych strat, nieudanych dograń do Kamila Syprzaka i wynik kwadrans przed końcem meczu wyglądał już zdecydowanie gorzej. Trzy bramki przewagi Szwedów i gra naszych w osłabieniu nie wróżyła najlepiej. Sićko jednak odważnie rzucał w każdej nadarzającej się sytuacji nie pozwalając rywalom odskoczyć.

Po trafieniu Dawida Dawydzika było 25:27 i niecałe cztery minuty do końca spotkania. Appelgren zatrzymał Sićkę, a Thurin wykorzystał okazję do podwyższenia prowadzenia i stało się jasne, że niespodzianki w tym meczu nie będzie.

Polacy kończą mistrzostwa Europy bez punktów po trzech grupowych spotkaniach.

Polska - Szwecja 26:28 (13:14)