Od 7 lutego 2019 r. pozostaje wolnym graczem, po tym jak z jego usług zrezygnowali szefowie Los Angeles Clippers. W trakcie 13 sezonów w NBA wystąpił w 806 meczach w rozgrywkach regularnych, zdobywając średnio 9,9 pkt i 7,9 zbiórki oraz w 86 w fazie play off (8,7 pkt i 6,3 zb.).

Zdaję sobie sprawę, że takiej oferty, na jaką czekam, już praktycznie nie będzie. Musiałoby się wydarzyć w NBA coś strasznego – mam na myśli kontuzję gracza na mojej pozycji, czego nie życzę nikomu, by jeden czy drugi klub sięgnął po moje usługi. Mentalnie jestem gotowy na ogłoszenie: to już koniec. Czekam na właściwą chwilę

– powiedział.

Syn Janusza Gortata, dwukrotnego brązowego medalisty olimpijskiego w boksie, był trzecim urodzonym w Polsce koszykarzem, któremu udało się zagrać w NBA, po Cezarym Trybańskim i Macieju Lampe, którzy wielkich karier za oceanem nie zrobili. Gortat osiągnął sukces sportowy i finansowy, który teraz pozwala mu realizować się w różnych dziedzinach. Projektem numer jeden jest fundacja „Mierz Wysoko", która otrzymała już wiele wyróżnień za swoją działalność, m.in. ostatnio statuetką "Serce dla Sportu" podczas 85. Gali Plebiscytu Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca roku 2019.

Fundacja to moje dziecko, ratunek w obecnej sytuacji, u schyłku kariery, choć przez lata była taką "pijawką", która wysysała każdą moją wolną chwilę. Cieszę się jednak, że rozwinęła się w taką wielką instytucję: akademie koszykarskie – pięć szkół w całej Polsce, cykliczne obozy dla młodzieży i wiele innych, których szczerze mówiąc nie planowałem na początku. Nawet chciałem ograniczać jej cele i działalność, ale teraz wiem, że podjąłem dobra decyzję pozwalając i angażując się w jej rozwój.

Gortat nadal bardziej czuje się sportowcem, niż celebrytą czy biznesmenem. W Łodzi organizuje koszykarskie spotkania na parkiecie w gronie znajomych, prowadzi aktywny tryb życia, a podczas pobytu w USA regularnie ćwiczy.

Każda z moich twarzy jest prawdziwa. Sport mam we krwi i nawet z amatorami chcę grać na poważnie. Jako celebryta w Polsce czuję się najmniej komfortowo i jest mi trudniej przyzwyczaić się do bycia na świeczniku od kilkunastu lat. W Stanach Zjednoczonych też jestem rozpoznawalny, ale to nie ta skala i łatwiej mi się żyje. Ci, którzy znają mnie od lat wiedzą, że generalnie mówię to, co myślę, choć oczywiście przed kamerami, mediami wypowiadam się innym językiem niż w życiu prywatnym. Pozostaję jednak zawsze sobą.

Na pytanie co uważa za swój największy sukces Gortat odpowiada:

To, że z dość niszowej dyscypliny, jaką była koszykówka w Polsce, trafiłem do NBA i mogłem zbudować swoją pozycję na parkietach i poza nimi. Na sukces złożyło się wiele rzeczy i osób, które spotkałem na swojej drodze. Dziś jestem rozpoznawalny w kraju przez trzy czwarte Polaków, za co dziękuję im z pokorą.