Łongiewska-Wijas, która dostała się do rady z Nowoczesnej, w 2019 roku została zawieszona w prawach członka klubu Koalicji Obywatelskiej. Jak uzasadniał wtedy decyzję przewodniczący klubu Łukasz Tyszler, odczuwalny stał się "brak zaufania przy realizacji wspólnych celów".

- Stałam się, niezależnie od własnej woli, bohaterką żenującego i nużącego serialu pt. "Jak pozbyć się radnej z klubu i komisji, nie brudząc sobie rąk" 

- podkreśliła Łongiewska-Wijas.

- I tak, bez żadnego istotnego powodu, mój klub zbojkotował komisję, której byłam przewodniczącą. Nie podobała mu się częstotliwość posiedzeń, że są merytoryczne, że przychodzi na nie dużo szczecinian, artystów, że zadaję władzy niewygodne pytania. Czyli to, że staram się wykonywać zadania radnej właściwie

 - dodała radna.

- Za wskazanie faktu, że udział budżetu, jaki miasto przeznacza na kulturę jest zbyt niski, zostałam zawieszona w prawach członkini klubu – mimo, że poparłam budżet zgodnie z ustaleniami klubu

 - zaznaczyła.

- W końcu, zamiast odpowiedzi od przewodniczącego szczecińskiej PO, pana Olgierda Geblewicza, na moje pytania o formalne zasady, a przede wszystkim powody zawieszenia mnie w prawach członkini klubu Koalicji Obywatelskiej, otrzymałam parę złośliwych anonimów oraz likwidację komisji kultury, czego przyczyną była chęć pozbawienia mnie funkcji przewodniczącej

 - podała radna.

- Odpowiedzi od pana Geblewicza nie doczekałam się i pewnie nie doczekam. To milczenie, pełne wyniosłości i wzgardy musi starczyć mi za odpowiedź

 - oświadczyła.

Według Łongiewskiej-Wijas, "to jest to prawdziwe otwieranie się Platformy Obywatelskiej na dialog z różnymi środowiskami, z protestującymi, z tymi, którzy mają swoje zdanie, co cały czas przewija się w deklaracjach różnych ich kandydatów i liderów".

- W praktyce wygląda to jednak całkiem odmiennie

 - napisała.

Jej zdaniem, z myślenia nie powinna zwalniać żadna polityczna lojalność.

- Ludziom myślącym samodzielnie, walczącym o swoje prawa, w szczególności kobietom, zakłada się polityczny knebel. Ten knebel to groźba przezwania kogoś ekscentryczką, histeryczką, kłótliwą babą, wichrzycielką. W wykonaniu polityków PO zdarzało się wypominanie kobiecie menopauzy, coś obrzydliwego

- dodała.

- Nie interesują mnie te opinie, nie jestem ani kłótliwa, ani wichrzycielska

 - zaznaczyła.

- I nic takiego nie pozwolę sobie przypiąć. Po prostu, wypluwam polityczny knebel, aby uczciwie mówić jak jest i pytaniami pokazywać, że może być inaczej, lepiej. To obiecałam wyborcom i tego słowa dotrzymam. Na tym polega dla mnie dobrze rozumiana polityka

 - napisała Łongiewska-Wijas.