Posła PSL Władysława Teofila Bartoszewskiego zapytaliśmy o to, czy w obliczu oskarżeń o rzekome przyjmowanie łapówek, kiedy był lekarzem, marszałek Senatu Tomasz Grodzki powinien podać się do dymisji.

Nie ma żadnych dowodów na to, że prof. Grodzki jako lekarz brał jakiekolwiek łapówki. Wszystko jak na razie to są pomówienia i to anonimowe. Gdyby ci ludzie wystąpili pod imieniem i nazwiskiem, zgłosili się do prokuratury i złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa...

- mówił poseł PSL.

Na uwagę naszej dziennikarki, iż prokuratura informowała wczoraj, że zna imiona i nazwiska tych osób, polityk PSL odpowiedział:

To niech prokuratura otworzy procedurę, zacznie rozpatrywać sprawę. Na razie prokuratura mówi "znamy, ale nie powiemy", w związku z tym to są na razie pomówienia. Mnie osobiście bardzo zainteresowała sprawa, że anonimowy informator powiedział, że w roku 1994 wręczał łapówkę, co na dzisiejszy przelicznik pieniędzy to są 4 grosze, co znaczy, że być może tę sprawę wymyślił jakiś młody człowiek, który nie bardzo znał realia lat 90-tych, ale dobrze by to wyglądało. Ta sprawa jest - w mojej ocenie - grubymi nićmi szyta. Dopóki nie ma żadnych dowodów, dopóty nie ma sprawy

- mówił Bartoszewski.

Pytany przez nas, czy były UB-ek to wiarygodny świadek świadczący o tym, że prof, Grodzki nie przyjmował łapówek, poseł PSL podkreślił, że "wiarygodność świadka ocenia wyłącznie sąd".