Jakie lody kręci Moskwa z Paryżem?

Grzegorz Schetyna polubił na Twitterze wpis posła Platformy Obywatelskiej Roberta Tyszkiewicza: „Lata antyunijnych rządów sprawiły, że pozycja Polski w Europie jest tak słaba, że UE nie zabiera głosu ws. haniebnych oskarżeń Putina. Milczenie oznacza jedno: jesteśmy na marginesie Unii Europejskiej”. Oskarżenia II RP przez Władimira Putina o kolaborację z nazizmem i antysemityzm nie są przypadkiem. Opozycja, która widzi w zaistniałej sytuacji powód do krytykowania rządu, mocno się jednak myli. „Inni szatani są tu czynni”, i może to być element zacznie większej gry.

Media francuskie donoszą, że „Bruksela nie chce drażnić Rosji”. – Mamy kwestię Ukrainy, Syrii, teraz Libii, czyli zbyt wiele napiętych spraw z Rosją, by w tym momencie polemizować jeszcze o historii – miał mówić wysoko postawiony dyplomata unijny. Inni dyplomaci dali do zrozumienia, że milczenie unijnych notabli jest spowodowane tym, że polski rząd nie cieszy się w Brukseli sympatią. Przecież Putin nie atakuje Francji, nie atakuje Macrona, nie atakuje Niemiec, ale kraj, który „dzisiaj nie pełni ważnej roli”. Inny dyplomata miał dodać: „Formalnie Putin nie atakuje Unii”. Narracje dość podobne, ale jest i jeszcze jeden dodatkowy trop wyjaśnienia tej sprawy. 

Nie ma przypadków

Oskarżenia II RP o kolaborację z nazizmem i antysemityzm nie są przypadkiem. Opozycja, która widzi w tym powód do krytykowania rządu, mocno się jednak myli. „Inni szatani są tu czynni”, i może to być element zacznie większej gry.  

Bardzo umiarkowana reakcja niektórych stolic i instytucji Unii Europejskiej na bezczelną i kłamliwą politykę historyczną Władimira Putina może jednak mieć bardziej niebezpieczny wymiar. Rosyjski prezydent nie robi takich rzeczy bez celu. Jeżeli nawet obecnie „przestrzelił”, to może za tym stać idea wielkiej rekonstrukcji całej Europy, dla której Polska jest przeszkodą. Stąd głosy z Niemiec o Warszawie i Budapeszcie jako swoistych „zakałach” UE czy wycieczki pod naszym adresem prezydenta Francji. To Emmanuel Macron jest w tej chwili politykiem, który uważa się za wizjonera i propagatora nowej Europy. Prowadzi przy tym politykę zbliżenia z Rosją i budowy Europy de Gaulle’a od Atlantyku po Ural. Atak Putina na Polskę, wiecznego „bękarta traktatu wersalskiego”, może być oczyszczaniem pola dla wizji Macrona.

Zbliżenie francusko-rosyjskie

Idea wielkiej Europy od Atlantyku po Ural kołatała się już po głowie gen. Charles’a de Gaulle’a. Sięgało po nią też kilku kolejnych prezydentów. Uwarunkowania geopolityczne i realizm robiły jednak swoje. Wygląda na to, że teraz takie pomysły odrodziły się w głowie Emmanuela Macrona, i to w formie dość niebezpiecznej. „Oczytany” prezydent powołuje nawet przykłady Piotra Wielkiego czy Katarzyny II, aby pokazać, że Rosja i Europa Zachodnia mają wspólne korzenie. „Listów z Rosji” markiza Astolphe’a de Coustina raczej chyba nie czytał... 

We francuskiej wizji ważną rolę odgrywają takie fakty, jak brexit, nowa sytuacja w Stanach Zjednoczonych po wyborze Donalda Trumpa i uznanie, że może to nie być tylko sytuacja przejściowa, tzw. odradzanie się populizmów, na które lekarstwem ma być ucieczka do przodu i wreszcie powolne wyczerpywanie się dotychczasowej formuły Unii Europejskiej.

Francuski prezydent ma ambicje przemodelowania całej Europy przy pomocy Rosji i Macron jest w tych działaniach konsekwentny. O ile jego polityka wewnętrzna trafiła na duży opór społeczny, o tyle w polityce zagranicznej można mówić o pełnym poparciu niemal wszystkich grup politycznych. Dla francuskiej prawicy Rosja Putina na tle zlaicyzowanej i brnącej w otchłań promocji LGBT i innych dewiacji Europy to opoka wartości. Z nadzieją na Rosję patrzą „suwereniści” francuscy, od „narodowej” Marine Le Pen, po Philippe’a de Villiersa i polityków centroprawicy. Nakłada się na to tradycyjny antyamerykanizm i prorosyjskie historyczne sentymenty. Politycy centrum podzielają te poglądy. Obowiązują tu mrzonki de Gaulle’a o Europie od Atlantyku po Ural, które teraz znowu podnosi Macron. Wreszcie na lewicy sympatia do Rosji jest dodatkowo uzupełniona starymi ciągotami przyjaźni francusko-sowieckiej.

Do tej rusofilii Francuzów dołącza się ich niezadowolenie z obecnej formy UE. Nowa Europa z Rosją miałaby być alternatywą wobec konieczności wybierania pomiędzy hegemonią Chin lub USA.

Plan Macrona

Francuskie media o pewnym zwrocie w polityce Francji piszą już od dawna. W „Le Figaro” była korespondentka tej gazety z Moskwy, Laure Mandeville, pisała: „Macron twierdzi, że absurdem jest uważać Rosję za przeciwnika”. Jej zdaniem Macron chce „sprowadzić Rosję z powrotem do Europy, wierząc, że jej interes jest tutaj, a nie w Chinach”. Dodaje, że „Francuzi są w lepszej pozycji niż inni, aby rozpocząć dialog z wielkim rosyjskim sąsiadem, biorąc pod uwagę nasze stare i głębokie więzi”. 

Jeszcze dalej idzie intuicja szefa działu zagranicznego „Valeurs Actuelles” Antoine’a Colonna, który stawia tezę, że Emmanuel Macron prowadzi przemyślane działania w kierunku całkowitej rekonstrukcji idei europejskiej. Ma to być wielka Europa z udziałem w jej strukturach Rosji i zarazem Europa zdolna do podjęcia wyzwania konkurencji. Przede wszystkim z... USA. Zamiast idei transatlantyckiej idea eurazjatycka. Colonna twierdzi, że taka rusofilska grupa polityków i doradców działa w Pałacu Elizejskim i ma coraz większe wpływy na politykę zagraniczną prezydenta Macrona. 

Fakty

Działania Emmanuela Macrona układają się w pewną logikę, łącznie z jego atakami na Polskę. Francuski prezydent wysłał swojego ministra spraw zagranicznych Jean-Yves’a Le Driana do Moskwy na początku września bez konsultacji z Brukselą, i to w tym samym czasie, gdy w Europie przebywał sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Później było kilka utarczek z Donaldem Trumpem, które mogły jeszcze bardziej zachęcić Macrona do flirtu z Putinem.

Flirt na dobre zaczął się od spotkania polityków w letniej rezydencji Brégançon 19 sierpnia. Następowało też rozluźnianie więzi transatlantyckich. W przemówieniu Macrona do ambasadorów z 27 sierpnia padła już bezpośrednia zachęta do podjęcia takiej strategii. Francuski prezydent autorytarnym tonem wezwał dyplomatów do prowadzenia polityki zbliżenia z Rosją: „Ci, którzy na Quai d’Orsay (siedziba MSZ) lub w Ministerstwie Obrony postrzegają Władimira Putina bardziej jako niszczyciela ładu międzynarodowego i zagrożenia dla Europy niż wiarygodnego partnera, proszeni są o zmianę kursu”.

Przekroczenie rubikonu dyplomacji miało miejsce 7 listopada, kiedy to w wywiadzie dla brytyjskiego tygodnika „The Economist” francuski prezydent wygłosił znane zdanie o śmierci mózgowej NATO. Tutaj też nie było przypadku.

Francja o ataku Putina na historię i Polskę

Po ataku rosyjskiego prezydenta na nasz kraj reakcje francuskich mediów i polityków były więcej niż umiarkowane. Większość gazet opisywała fakty za agencją AFP. Było o „napięciach między Polską a Rosją po historycznych oskarżeniach Putina”, czyli wezwaniu ambasadora Rosji do MSZ i dokładny opis (bez komentarza) słów Putina. Pisano, że „napięcia między Warszawą, członkiem NATO i UE a Moskwą jest duże”. Ciekawe, że w tej relacji oczywiste fakty historyczne były opatrzone uwagami w rodzaju: „jak podaje polska agencja” czy „polskie MSZ informuje”. Przytoczono za to bez komentarza wszystkie oskarżenia i wypowiedzi Putina, co nadało im charakter nie tyle kalumnii, ile pewnej informacji. Przy okazji przypomniano, że rosyjski prezydent informował na tym samym spotkaniu o... nowej generacji pocisków hipersonicznych. 

„Le Point” zamieścił wideo z tłumaczeniem wystąpienia Putina do wysokiej rangi oficerów. Tytuł: „Polacy zawarli praktyczną umowę z Hitlerem”. „Prezydent Rosji Władimir Putin wznowił wojnę na słowa z Polską, oskarżając ją o zawarcie »porozumienia« z Hitlerem i działania »antysemickie« u zarania drugiej wojny światowej” – pisze autor. Dalej jest już według wersji Agence France-Presse. 

„L’Express” pisał, że „Warszawa i Moskwa obwiniają się nawzajem o rozpoczęcie wojny w ramach wymiany oficjalnych oświadczeń. Osiemdziesiąt lat po wybuchu drugiej wojny światowej konflikt powraca”. Brzmi groźnie, bo znowu okaże się, że to Polska wciąga świat w konflikt, a przecież Francuzi nie lubią „umierać za Gdańsk”.

Patric Edery ujawnia

Na portalu Bulwar Woltera tematem zajął się mieszkający w Polsce i związany z naszym krajem znany publicysta Patrick Edery. Stawia on bardzo prawdopodobną tezę, że „Putin grozi Polsce” po kontaktach z... Emmanuelem Macronem. Przedstawia stanowisko Polski, ale pokazuje też kontekst tej sprawy. Polska nie ma dobrej prasy, bo jest „na wojnie” z fałszywymi europejskimi postępowcami. Nasz kraj jest dla nich ucieleśnieniem wszystkiego, czego nienawidzą: katolicyzmu czy oporu wobec narzucania migracji islamskiej. Po drugie, Putin dysponuje też dużymi mocami i środkami uruchamiania na Zachodzie swojej propagandy. 

Można by tu dodać jeszcze nadszarpnięty obraz Polski po próbach walki o prawdę historyczną w kontekście nowelizacji ustawy o IPN. Putin bardzo sprytnie dołączył do oskarżeń o kolaborację z Hitlerem temat rzekomego antysemityzmu Polaków. To smaczna przynęta dla francuskich mediów, które przy okazji sporu o IPN Warszawę jednostronnie krytykowały.

Edery wskazuje, że atak przychodzi w momencie wprowadzania sankcji na Nord Stream 2 i postępujących procesów aneksji Krymu. Polska jest tu jednym z krajów, które stoją na przeszkodzie normalizacji stosunków Moskwy z UE i akceptacji obecnego status quo. Edery przypomina o sile rosyjskiego kanału RT w czasie protestów żółtych kamizelek czy wejściu czeskiego miliardera Křetínskiego we francuskie media („Le Monde” i przejęcie tygodnika „Marianne”). Główne dochody Křetínskiego pochodzą tymczasem z… rosyjskiego gazu.

Francuskie relacje z propagandowego starcia polsko-rosyjskiego pokazują, że polityka ma pierwszeństwo przed faktami historycznymi. Nad Sekwaną raczej wielu sojuszników nie znajdziemy, tym bardziej że Polska przeszkadza nie tylko planom Putina, ale i nowej wizji Europy samego Macrona. Czyżby się dogadali?
 

 


Źródło:

#polityka zagraniczna

Bogdan Dobosz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo