W sobotę 28 grudnia 2019 r. w Nowym Jorku prezes Marvela Kevin Feige ogłosił, że w rozpoczętej już produkcji studia pojawi się pierwszy Marvelowski, a zarazem pierwszy w historii kina superbohater transwestyta. Prawdopodobnie chodzi o film zapowiadany na przyszły rok pt. „Thor: Love and Thunder”. Amerykański portal Geeks Worldwide sugeruje, że transseksualną postacią w tej produkcji może być komiksowa Sera, anioł bez skrzydeł, który w rysunkowych opowieściach czuł się kobietą. Marvel chce wprowadzić jeszcze jedną postać związaną z LGBT do swojego filmowego świata. To superbohater gej. Twórcy zapowiedzieli, że ma się pojawić w produkcji „The Eternals”, której premierę zaplanowano już na 6 listopada 2020 r.

To skandal, tak się manipuluje młodymi!

– komentuje dla „Codziennej” nowinki mające pojawić się w filmach o Avengersach członek Fundacji Pro-Prawo do Życia Kazimierz Sokołowski.

W filmach i serialach pojawia się coraz więcej wątków związanych z ideologią gender oraz LBGT i, co najgorsze, również w seriach przeznaczonych dla dzieci i młodzieży

– dodaje Sokołowski.

Zapowiedzi wprowadzenia homoseksualnych, zmiennych płciowo superbohaterów w produkcjach Marvela wywołują oburzenie w środowiskach konserwatywnych.

Oswajanie z LBGT jest bardzo niebezpieczne. Fundacja Pro-Prawo do Życia organizuje manifestacje w różnych miejscach w Polsce, informując o zagrożeniach związanych z tą ideologią

– ostrzega i informuje cytowany wyżej aktywista pro-life.

Marvel Studios od 2008 r. produkuje bardzo popularne filmy o superbohaterach, tzw. Avengersach. Są one oparte na fabułach komiksów o takich postaciach, jak Iron Man, Kapitan Ameryka, Hulk, Thor czy Spider-Man. Odbiorcami Marvela są w większości nastolatkowie. Ubiegłoroczna megaprodukcja Marvela „Avengers: Koniec gry” potrzebowała zaledwie trzech miesięcy na pobicie rekordu najbardziej kasowego filmu wszech czasów. Obraz zarobił w tym czasie 2,8 mld dol. przy budżecie 356 mln.

Marvel rozpędza się w promowaniu środowisk LGBT i z każdym kolejnym filmem studio coraz bardziej nawiązuje do narzucanych światu poprawnych politycznie kwestii. Produkcja „Kapitan Marvel” z 2019 r. niosła ideologiczny przekaz feministyczny, a w kasowym hicie „Czarna Pantera” z 2018 r. wystąpili w większości czarnoskórzy aktorzy. Zakres oddziaływania na globalną wyobraźnię produkcji Marvel Cinematic Universe wyznacza nie tylko popularność jego produkcji, ale też ich liczba. Pierwszym filmem MCU był powstały w 2008 r. „Iron Man”, po którym mieliśmy kolejne fabuły: „Incredible Hulk” (2008), „Iron Man 2” (2010), „Thor” (2011), „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie” (2011) i „Avengers” (2012).

Kolejnymi tytułami liczącej jak dotąd 23 filmy serii noszącej nazwę „The Infinity Saga” były m.in.: „Iron Man 3”, „Thor: Mroczny świat”, „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”, „Avengers: Czas Ultrona” i „Ant-Man”, „Spider-Man: Homecoming”, „Thor: Ragnarok”, „Avengers: Wojna bez granic”, „Ant-Man i Osa” i „Spider-Man: Daleko od domu” oraz wspomniany już film wszech czasów „Avengers: Koniec gry”. Producentem wszystkich filmów franczyzy stworzonej przez Marvel Studio jest Kevin Feige. Przed nami, jak zapowiada prasa branżowa, wspomniane wyżej „Thor: Love and Thunder” i „The Eternals” oraz: „Shang-Chi and the Legend of Ten Rings”, „Doctor Strange in the Multiverse of Madness”, niezatytułowana kontynuacja obrazu „Spider-Man: Daleko od domu” oraz „Czarna Pantera 2”. Ponadto osiem seriali przygotowywanych na platformę Disney+. Na lata 2022–2023 wyznaczono również daty premier siedmiu niezatytułowanych produkcji.

Rozmach planów produkcyjnych jest, jak widać, imponujący. Jednak jest to powód do niepokoju raczej niż do radości. Coraz więcej globalnych korporacji włą- cza się bowiem we współczesną wojnę kulturową pomiędzy cywilizacją życia a cywilizacją przyzwolenia na każde zboczenie, na każ- dą transgresję.

Tacy bohaterowie jak główne po- staci z zapowiadanych filmów Marvela

„Thor: Love and Thunder” oraz „The Eternals” – superbohaterowie o zachwianym stosunku do własnej płci czy też reprezentujący inwersyjne preferencje seksualne, to zagrożenie głównie dla naszych dzieci

– mówi „Codziennej” Robert Tekieli.

Zaburzanie procesu identyfikowania się z jedną z dwóch płci – kontynuuje – jest niezwykle kaleczące i ma konsekwencje w całym ich późniejszym życiu. Jak pokazują ostatnio przeprowadzone w Wielkiej Brytanii badania, coraz więcej dzieci oraz ludzi nastoletnich ma w tym kraju kłopoty z identyfikacją płciową, co rodzi kolosalne problemy życiowe, depresje i jest przyczyną samobójstw. Od lat obserwujemy, że po promowanie nierealnych wzorców kobiecości przez największe firmy haute couture prowadzi do wzrostu liczby anorektyczek i bulimiczek w kolejnych pokoleniach o wyobraźni ukształtowanej przez zachodnią popkulturę. Teraz globalne korporacje medialne promują przy pomocy najsilniejszych środków rażenia wzorce destrukcyjne w sferze płciowości, co zakończy się podobną skalą epidemii nieszczęścia społecznego, jak niewyobrażalna wręcz epidemia otyłości w USA.

Musimy chronić nasze dzieci przed niszczeniem ich wrażliwości oraz przed popkulturowymi socjotechnikami, które uczynią je ludźmi niezdolnymi do zakładania szczęśliwych, normalnych rodzin. Od tego, czy obronimy cywilizację opartą na Objawieniu przed cywilizacją śmierci i aborcji oraz przed skutkami promocji niszczących ludzkość ideologii, zależą losy Zachodu

– pointuje Robert Tekieli.