Odszedł Jan Englert

  

Nagle. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 16 czerwca 2012 r. „Przestaję być patriotą”. Mimo że pozostał wśród nas ciałem, duchem znalazł się w świecie innych wartości.

Popularny i lubiany aktor, twórca kultury, tym razem sam stał się wyjściowym tworzywem dla propagandy „Wyborczej”. Obraża Polaków, mija się z prawdą. Niestety, robi to w takim stylu, że takim go właśnie zapamiętamy. Takim przejdzie do historii. O narodowych wzruszeniach w kontekście Euro 2012 aktor mówi – przywołując słowa Kazimierza Dejmka –  „prasłowiańska kiła”. Ma być śmiesznie, ale jakoś nie jest.

Padają słowa, których zapomnieć się nie da. Gdy przychodzi mówić o najważniejszych sprawach teraźniejszych, rozochocony aktor zupełnie się zatraca. Można odnieść wrażenie, że mówi dokładnie to, czego spodziewa się „GW” i salon. „I co pan czuje, jak ogląda co miesiąc ten prawdziwy teatr narodowy na Krakowskim Przedmieściu?” – pada pytanie. „Złość i pogardę właściwie. (...) Nie mam potrzeby uczestniczenia w społeczeństwie, które jest paskudne. (...) Dlatego przestaję być patriotą”. Co gorsza, podpuszczony Englert (aktualny dyrektor Teatru Narodowego) mówi z pasją, emocjonalnie, szczerze. Najsmutniejszy moment w tej rozmowie, ten, który właśnie przejdzie do historii, następuje wtedy, gdy dyrektor Teatru Narodowego opowiada, jak dwukrotnie odrzucił prośbę Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Proszono go, by w ramach delegacji prezydenta pojechał 10 kwietnia do Katynia. Englert mówi, że zaproszenie przyszło dlatego, że zagrał w filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy. „Miałbym być tylko drzewcem, na który się przypina sztandar. (...) Przecież to nie chodziło o mnie, to chodziło o generała z »Katynia«. Najlepszy dowód, że zamiast mnie poleciał Janusz Zakrzeński – jako Piłsudski przecież, a nie jako Zakrzeński. A więc to sceptycyzm wobec afiszowania siebie w innej roli niż ta, do której jestem powołany, spowodował, że nie poleciałem”.

Englert się myli. Janusz Zakrzeński, który zamiast niego przyjął zaproszenie do udziału w uroczystościach w rocznicę zamordowania polskich oficerów, nie jechał tam, jak sugeruje dyrektor Narodowego jako maskotka, farbowany Piłsudski. Aktor miał podczas uroczystości odczytać fragment pamiętnika znalezionego przy zwłokach mjr. Adama Solskiego zamordowanego w Katyniu. Miał to być jeden z najważniejszych punktów uroczystości. Mjr Solski prowadził swoje notatki niemal do ostatniej chwili przed egzekucją. Pisane na skrawkach bibuły, w kieszonkowym kalendarzyku i na kawałkach urzędowych formularzy. Zakończenie jego dziennika jest datowane na 9 kwietnia 1940 r.: „Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono [nas] gdzieś do lasu, coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano [mi] zegarek, na którym była godzina 6.30 (8.30). Pytano mnie o obrączkę, która (...). Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk (...)”.

To właśnie nad grobami polskich oficerów 70 lat później zgodził się te słowa odczytać Janusz Zakrzeński, wybitny i mądry aktor. Który – jak dowiadujemy się z wywiadu w „Wyborczej” – poleciał tam po tym, gdy Englert zaproszenie Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odrzucił.

Trudno zrozumieć, dlaczego dyrektor Teatru Narodowego w ogóle zdecydował się o tym mówić. Pewnie nie rozumie, że ośmiesza go ta opowieść. W tym świetle zresztą jego słowa: „Jestem niczyj, nieprzypisany żadnej formacji” nie brzmią wiarygodnie. Englert zresztą nie ukrywa, że głosował na Platformę Obywatelską, możemy się domyślać, że powodem odmowy wyjazdu do Katynia z Lechem Kaczyńskim były raczej względy polityczne i towarzyskie – salon III RP bojkotował prezydenta. Ta małość uratowała Janowi Englertowi życie, nie ocaliła jednak sławy.

Po lekturze wywiadu w „Wyborczej” aktor i reżyser stał się dla mnie kimś innym. Dawny Jan Englert odszedł bezpowrotnie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Wycieczkowiec "Viking Sky" bezpieczny

/ cocoparisiene

  

Na statku wycieczkowym "Viking Sky" z ponad 1300 osobami na pokładzie, który w sobotę po awarii silnika zaczął dryfować w pobliżu zachodniego wybrzeża Norwegii, uruchomiono trzy z czterech silników - podały w niedzielę norweskie służby ratunkowe.

Jednostka będzie odholowana do portu Molde.

Wczesnym rankiem w niedzielę liniowiec poruszając się prędkością 2-3 węzłów oddalał się od linii brzegowej usianej niebezpiecznymi rafami w regionie More og Romsdal.

Spektakularna operacja ewakuacji pasażerów śmigłowcami była kontynuowana w niedzielę rano - powiedział agencji AFP rzecznik prasowy Centrum Ratunkowego na zachodnią Norwegię, Per Fjeld.

"Działają trzy z czterech silników, więc statek może teraz poruszać się sam” - dodał.

338 z 1373 pasażerów "Viking Sky" zostało już ewakuowanych śmigłowcami ze statku na ląd, 17 z nich trafiło do szpitala - poinformował przedstawiciel policji Borge Amdam.

Według policji większość pasażerów to Brytyjczycy i Amerykanie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl