„Dlaczego dziś Putin atakuje Polskę?” - pytał Halicki. „Przy bezczelności tego ataku, poziomie arogancji i zakłamania, musimy zabierać głos twardo i zdecydowanie, lecz brak mi szybkiej, mocnej reakcji” - przekonywał polityk.

Dużo ważniejszy jest jednak głos europejskich, światowych liderów. Putin zaatakował nie tylko Polskę, a w ogóle historię, wybielając przy tym sowiecką Rosję. Słabość światowego odzewu jest wynikiem słabości narracji polsko-izraelskiej

- przekonywał poseł Halicki z Platformy Obywatelskiej.

Co to znaczy brak reakcji?! Oczywiście, że takie się pojawiły! Prezentuje pan rosyjski przekaz, to poziom Russia Today!” - protestowała poseł Lichocka.

Minister Michał Woś, odnosząc się do słów posła Andrzeja Halickiego wskazał, że ten „zaklina rzeczywistość”. „W sprawie słów Putina pojawiły się liczne reakcje, m.in. ambasadorów, konkretnych przedstawicieli” - przypomniał. 

Słowa Putina to w istocie wynik dobrej polityki historycznej, którą prowadzimy. Nie przypominam sobie żeby w czasie rządów Platformy Obywatelskiej doprowadzono do wspólnej deklaracji polsko-izraelskiej, gdzie wyłożona jest kawa na ławę ws. prawdy historycznej i wspólnej wizji polsko-izraelskiej. Było wystąpienie niemieckiego prezydenta, który otwarcie mówił o winie niemieckiej. Była wizyta kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która mówiła o „niemieckich obozach zagłady”. Wszystko to wynik naszej polityki historycznej

- wskazywał minister.

Poseł Lichocka wskazała, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych poradziło sobie z prowokacją Putina. „To były działania na bieżąco uzgadniane z premierem i prezydentem. To rozsądny scenariusz, przemyślany na wielu płaszczyznach” - tłumaczyła poseł PiS.

Polityk jako nieroztropne oceniła wystąpienia polityków opozycji. „Pani wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, już w pierwszych dniach po wystąpieniu Władimira Putina, zaczęła postulować gwałtowne działania. Wzywała do wypowiedzi, natychmiastowego zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Po co to wszystko robiła? By zaistnieć. Jest fatalnym kandydatem na prezydenta, nie umie polityki zagranicznej, a próbuje zaistnieć w jakikolwiek sposób" - mówiła dalej.

Przypomniała też kuriozalną zapowiedź Kidawy-Błońskiej ws. przedstawienia na najbliższym posiedzeniu Sejmu projektu uchwały. „Pan marszałek Terlecki musiał sprowadzić ją na ziemię. Projekt uchwały jest procedowany w Komisji Spraw Zagranicznych. Finał przewidziano na środę. Pani Kidawa-Błońska o tym nie wie?” - mówiła. 

Przed świętami Bożego Narodzenia prezydent Rosji skrytykował wrześniową rezolucję Parlamentu Europejskiego dotyczącą wybuchu II wojny światowej. Putin wyraził m.in. ocenę, że przyczyną II wojny światowej był nie pakt Ribbentrop-Mołotow, a pakt monachijski z 1938 r. Mówił też o wykorzystywaniu przez Polskę układu z Monachium do realizacji roszczeń terytorialnych dotyczących Zaolzia. Przekonywał też m.in., że we wrześniu 1939 r. Armia Czerwona w Brześciu nie walczyła z Polakami i w tym kontekście "niczego Polsce Związek Radziecki w istocie nie odbierał".

Do słów prezydenta Rosji odniósł się premier Mateusz Morawiecki.

Prezydent Putin wielokrotnie kłamał na temat Polski. Zawsze robił to w pełni świadomie. Zwykle dzieje się to w sytuacji, gdy władza w Moskwie czuje międzynarodową presję związaną ze swoimi działaniami. I to presję nie na historycznej, a na jak najbardziej współczesnej scenie geopolitycznej

- czytamy w oświadczeniu szefa polskiego rządu.