Berejiklian oceniła, że jej stan stoi przed "kolejnym okropnym dniem" i wezwała ludzi z obszarów zagrożonych pożarem do opuszczenia tych miejsc, dopóki będą mogli. "Z satysfakcją stwierdzam, że nigdy nie byliśmy tak przygotowani, jak dzisiaj, na atak, który prawdopodobnie nas czeka" - powiedziała.

"Wszystkie główne drogi są nadal przejezdne, ale nie możemy tego zagwarantować dłużej niż przez kilka następnych godzin. Więc są jeszcze okna, z których ludzie mogą skorzystać"

- podkreśliła premier Nowej Południowej Walii.

Zastępca komisarza ds. straży pożarnej w Nowej Południowej Walii Rob Rogers ostrzegł, że ogień może przemieszczać się "przerażająco szybko", a żar niesiony przez wiatr może wywołać nowe pożary lub powiększyć istniejące.

"Niestety, prawdopodobnie stracimy domy, ale będziemy bardzo szczęśliwi i nazwiemy to sukcesem, jeśli nie stracimy życia" - powiedział.

Dwie ofiary śmiertelne zwiększyły tragiczny bilans do 21 osób, które straciły życie w obecnych pożarach buszów i lasów. Skuteczną walkę z ogniem utrudniają wichury, towarzyszące pożarom i temperatura przekraczająca 40 stopni Celsjusza.

Szef straży pożarnej w Nowej Południowej Walii Shane Fizsimmons powiedział, że 130 pożarów strawiło już 264 000 hektarów na zachód od Sydney, ale wkrótce mogą się one rozprzestrzenić się na zachodnie przedmieścia miasta.

"Istnieje możliwość przekroczenia przez pożar tamy (Warragamba) i przeniesienia się ognia na zachodnie przedmieścia Sydney - powiedział - Te pożary szaleją. Dziś po południu mogą dotrzeć do obszarów bardziej zaludnionych".

48 pożarów jest w stanie Victoria. Tam w ogniu znalazło się już 320 tys. hektarów. Tysiące osób opuściło już swoje domostwa, a na głównych drogach panuje wyjątkowo duże natężenie ruchu. Miejscowa policja wzywa wszystkich ludzi do ucieczki z zagrożonych terenów i podkreśla, że w każdej chwili ogień może udaremnić próbę wydostania się poza niebezpieczne miejsca.