Sprawa dotyczyła sporu między państwem Dziubaków a bankiem Raiffeisen o kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego zaciągnięty na 40 lat. W piątek sąd uznał, że niektóre z postanowień umowy kredytowej są nieuczciwe i przychylił się do wniosku klientów o jej unieważnienie.

Wyrok sądu oznacza, że państwo Dziubakowie będą musieli oddać bankowi tylko kwotę, którą otrzymali na samym początku bez żadnych odsetek, kosztów czy przeliczania

- powiedział Szcześniak. Wskazał, że jednym z argumentów sądu za nieważnieniem umowy były niezgodne z prawem zapisy, które - jak mówił - "bank zamieścił w umowie licząc na to, że klient nie będzie dochodzić swoich praw w sądzie".

Szcześniak zwrócił też uwagę, na drugi argument sądu, a mianowicie na brak w umowie właściwej informacji o ryzyku.

Sąd stwierdził, że bank powinien w dużo bardziej przejrzysty sposób informować klientów o skutkach ekonomicznych umowy, a w tym przypadku tego nie zrobił

 - powiedział. Dodał, że Raiffeisen zapewne będzie odwoływał się od wyroku, ale - jak zaznaczył - "w instancji odwoławczej niewiele się zmieni".

Pytany o to, jakie będą konsekwencje wyroku, prezes wskazał, że już w pierwszym kwartale należy spodziewać się lawiny wniosków do sądów. Dodał, że "lawina ruszyła już po wyroku TSUE (październik 2019 roku) tylko, że jeszcze nie wszystkie sprawy trafiły do sądu z uwagi na to, że skompletowanie dokumentów i napisanie pozwów trwa od trzech do sześciu miesięcy". Zaznaczył, że dotyczy to zwłaszcza banków, które mają prawomocne wyroki Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jak mBank, Raiffeisen czy Millenium.

Prezes wskazał, że piątkowy wyrok jest sygnałem dla banków, żeby na serio zaczęły myśleć o ugodach z klientami, na znacznie lepszych warunkach niż oferowały do tej pory.