Postać wielkiego polskiego kompozytora i pianisty wygłaszającego w ostatnich dniach roku 1918 patriotyczne słowa do zgromadzonych mieszkańców Poznania z okien hotelu Bazar uwiecznił na jednym ze swoich obrazów artysta malarz Leon Prauziński (1895–1940). Paderewski Poznań opuścił w dzień Nowego Roku 1919, a w drodze do Warszawy był już owacyjnie witany w wyzwolonym Ostrowcu Wielkopolskim.

Dwanaście płócien

W ubiegłym roku, w setną rocznicę wybuchu zwycięskiego powstania wielkopolskiego, Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu przypomniała tragiczny los malarskiej dokumentacji powstania wykonanej przez Leona Prauzińskiego. Dwanaście płócien ukazujących sceny walk Polaków z wojskiem pruskich zaborców w Poznaniu i Wielkopolsce w latach 1918–1919 ci sami Niemcy, ale już w hitlerowskich mundurach, barbarzyńsko spalili w pierwszych miesiącach II wojny światowej. Pamięć o nich przechowała się tylko na kartkach pocztowych, które w latach Polski międzywojennej były drukowane w dużych nakładach.

Niemcy nie tylko zniszczyli dzieła sztuki opowiadające o zwycięskim powstaniu, lecz także zamordowali ich autora. Prauziński, aresztowany już 1 listopada 1939 r., został osadzony w VII Forcie i zastrzelony w styczniu 1940 r.

Prauziński we wczesnej młodości, w czasie I wojny światowej, był żołnierzem armii pruskiej, później brał udział w bitwach powstania wielkopolskiego, a także w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. W powstaniu wielkopolskim walczył w oddziałach dowodzonych przez działacza niepodległościowego Stanisława Nogaja, a w chwilach wolnych od wojaczki szkicował zapamiętane sceny, tworząc ważną dokumentację historyczną. Na podstawie tych szkiców i rysunków w latach 1920–1922 namalował Leon Prauziński cykl dwunastu wspomnianych, spalonych przez Niemców obrazów.

Biorąc czynny udział w walkach powstania wielkopolskiego i wojnie polsko-bolszewickiej, Leon Prauziński zaniedbał szkołę i maturę zdał dopiero w końcu 1920 r. Ukończył potem kurs podchorążych artylerii i w stopniu podporucznika przeszedł do rezerwy. Rysował i malował jednak już od wczesnych lat szkolnych. Wyraźny talent malarski i chęć swobodnego posługiwania się artystycznym warsztatem skłoniły Prauzińskiego do podjęcia studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Do Poznania powrócił po ukończeniu zagranicznych nauk i zaczął pracować jako wzięty ilustrator prasy i książek.

Podporucznik z malarską paletą

Tymczasem obrazy namalowane według powstańczych szkiców przyniosły już wcześniej Prauzińskiemu pewną sławę, i to nie tylko w Wielkopolsce i w kręgach kombatantów walk powstańczych, lecz także w patriotycznych środowiskach całej Polski. Sceny walk powstańczych z pasją rasowego batalisty sytuował artysta w konkretnej zabudowie poznańskich ulic, placów czy mostów. Na obrazie zatytułowanym „Walki na moście Chwaliszewskim” Prauziński dynamicznym malarskim gestem przedstawił polskich powstańczych żołnierzy i walczących ramię w ramię wraz z nimi cywilnych mieszkańców Poznania. Patrząc na sylwety eleganckich cywilów w melonikach, cylindrach i z bronią w ręku, z jednej strony czuje się potęgę i moc patriotycznego zrywu, z drugiej zaś czysto malarskiej strony – dostrzegamy wpływy modnego wówczas nurtu art déco, który wspaniale rozwinął się w twórczości Tamary Łempickiej czy Rafała Malczewskiego, syna sławnego symbolisty Jacka. Obraz Prauzińskiego pt. „Ignacy Jan Paderewski w hotelu Bazar” ukazuje entuzjastyczną manifestację mieszkańców Poznania przed hotelem Bazar, w którym zatrzymał się gorąco witany wybitny polski muzyk i polityk, zaliczany do ojców wywalczonej wtedy niepodległości.

Walory i mankamenty

Niezwykle trudno dziś oceniać artystyczne walory malarstwa Leona Prauzińskiego. Oryginały cyklu powstańczego nie zachowały się, a reprodukujące je karty pocztowe zawsze niosą w sobie liczne kolorystyczne przekłamania. Trzeba przyznać, że przedwojenne ilustracje, w tym pocztówki, trzymały dobry poziom druku, którego dziś mogą zazdrościć niektóre polskie drukarnie. Pozostały artystyczny dorobek Prauzińskiego przechowywany jest w zbiorach rodzinnych i jak do tej pory nie doczekał się żadnej solidnej prezentacji oraz właściwej publikacji.

Obrazy Leona Prauzińskiego, według mnie, nie osiągnęły wyżyn artystycznych malarstwa batalistycznego czasu Polski międzywojennej. Porównując je do twórczości mistrza batalistyki historycznej Wojciecha Kossaka, dostrzega się brak kolorystycznego błysku, znakomitego rysunku postaci i zwierząt, wreszcie bolesnej prawdy psychologicznej, odbijającej się na wizerunkach walczących żołnierzy.

Niewątpliwie był za to Leon Prauziński rzetelnym dokumentalistą, potrafiącym w scenach zbiorowych oddać patriotyczny entuzjazm mieszkańców ogarniętego powstańczymi walkami Poznania. Postacie żołnierzy z biało-czerwonymi opaskami na rękawach czasami jeszcze pruskich mundurów czy tysiące biało-czerwonych chorągiewek powiewających nad spontanicznymi manifestacjami, na płótnach Leona Prauzińskiego tworzą patriotyczny nastrój dowodzący, że mieszkańcy Wielkopolski mieli już zdecydowanie dość pruskiej niewoli.

Postawa Wielkopolan zadecydowała o zwycięstwie powstania. Z kolei niemieccy barbarzyńcy, 20 lat później paląc wszystkie powstańcze obrazy Prauzińskiego, postanowili zatrzeć artystyczne ślady polskiego buntu i polskiej historycznej wiktorii. Dziś w 101. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego warto te dzieła przypomnieć.