Z OSTATNIEJ CHWILI

Polskie siatkarki przegrały w Łodzi z Serbią 0:3 w meczu drugiej rundy mistrzostw świata • • •

Jak nie kijem, to pałką

Nasi rodzimi „bojownicy o wolność słowa” właśnie się podzielili. Ostatnie wypowiedzi duetu Wojewódzki i Figurski wywołały dwie różne reakcje.

Nasi rodzimi „bojownicy o wolność słowa” właśnie się podzielili. Ostatnie wypowiedzi duetu Wojewódzki i Figurski wywołały dwie różne reakcje. Część salonu jest zdania, że ich pupilkom wolno wszystko, reszta - że „wolność do obrażania” ucieleśniana przez duet W.F. może być wykorzystywana tylko przeciwko katolom i pisowcom.

Afera wokół Jakuba Władysława Wojewódzkiego i Michała Figurskiego jednoznacznie pokazuje, że medialno-polityczna rodzinka nadal jest skonfliktowana. Rozmaici jej przedstawiciele nie są w stanie dogadać się w sprawie tego, co wolno członkom wspomnianej familii. Dla jednych jest jasne, że wolno im wszystko (o ile tylko zapewnią, że robią to dla walki z ciemnogrodem, kołtunerią i polskim zaściankiem); inni są zdania, że jednak postępowych uczuć i symboli łamać nie wolno. I dlatego, choć nie ma nic złego w darciu na strzępy Biblii, określaniu jej autorów mianem ludzi napalonych ziołami, naśmiewaniu się ze zmarłych, a nawet układaniu się w kształt krzyża (co także zrobili panowie Wojewódzki i Figurski), to jednak natrząsanie się z wielkiej narodowej świętości, jaką jest Euro 2012 oraz kpiny z bratniego narodu ukraińskiego są postrzegane jako przesada. To są właśnie źródła wielkiego sporu w naszej rodzinie salonowców i postępowców, który wybuchł w ostatnich dniach. Szacunek dla kobiet, miłość do Ukrainy nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi raczej o przypomnienie, że na chamstwo i przekraczanie granic jest zgoda tylko wtedy, gdy bezpośrednio uderza ona w prawicę i Kościół. I nigdy więcej.

Istota sporu, czyli w kogo biją Wojewódzki i Figurski

Istotą tego sporu w rodzinie jest zatem nie tyle to, czy spółka autorska dwóch panów jest chamska czy nie, ale to, kogo w istocie oni obrazili. Według ich obrońców nie ma o co się przyczepić, bowiem Wojewódzki i Figurski kpili z głupich, nowobogackich Polaków, którzy - jak wiadomo - zajmują się głównie gwałceniem Ukrainek. Kpina z Polaków, z ich zacofania, ograniczenia, rasizmu, ksenofobii - nawet jeśli jest chamska i ociera się o pewne granice albo wręcz je przekracza, jest całkowicie dopuszczalna.

Takie stanowisko zajął w tej sprawie prof. Jan Hartman. „Kto słuchał bądź czytał dialog Wojewódzkiego i Figurskiego, ten wie, że naśmiewali się z warszawskich nuworyszy, zatrudniających Ukrainki i traktujących je często obcesowo i wzgardliwie. MSZ Ukrainy mógłby im podziękować, ale obowiązku nie miał. Ale debil reaguje jak pies Pawłowa: pada zwrot »zgwałcić Ukrainkę« - znaczit naszych atakują i znieważają. Co, dlaczego, jak - kto by tam się wdawał w niuanse. Gwałcą Ukrainki i trzeba im biec z odsieczą! Kto wie, może nas w nagrodę uwieńczą swą cnotą?” - oznajmił na stronie internetowej tygodnika „Polityka” Hartman. „Dziękuję Panu Jakubowi Wojewódzkiemu i Pani Dorocie Rabczewskiej za odważne stawianie czoła kołtuństwu i hipokryzji. Jeden ich medialny wyskok znaczy dla budowy praworządnej i wolnej Polski więcej niż lata pisaniny i gadania nudnego filozofa. Potraficie czasem przegiąć pałę, ale czemuś to służy. Trzymajcie się!” - uzupełnił. W tym samym duchu wypowiedział się także lider ruchu poparcia samego siebie, którego przemyśleń oszczędzę jednak szanownym Czytelnikom.

Dobre chłopaki, ale przedobrzyli

Postępowi krytycy duetu W.F. nie ukrywają, że im także bliskie są wartości przez nich prezentowane. Zwracają jednak uwagę, że tym razem duet przekroczył granice. A powodów jest kilka (i z większością można się zgodzić). Po pierwsze panowie kpili z gwałtu, co porównać można do kpin urządzanych sobie z zabijania, po drugie obrazili ukraińskie kobiety (a pośrednio, o czym już się nie przypomina, także polskie, które pracują jako sprzątaczki w niemieckich czy brytyjskich domach) oraz zmusili premiera do tłumaczenia się za ich kretyńską wypowiedź. Te zbrodnie położone na szali obok „słusznej” (na co wskazuje choćby Dominika Wielowieyska w Radiu Tok FM) krytyki Polaków przeważyły jednak szalę na niekorzyść Figurskiego i Wojewódzkiego. Stąd też medialny atak ze strony ich dotychczasowych sprzymierzeńców.

Nie byłoby go jednak, gdyby obaj panowie wyraźnie zaznaczyli, że ich celem jest krytyka Polaków. - Problem oraz głupota Wojewódzkiego i Figurskiego polegają jednak na tym, że w tym swoim wystąpieniu nie potrafili precyzyjnie zaznaczyć, że to jest parodia „prawdziwego Polaka” i jego stosunku do ludzi, którzy ciężko pracują w naszym kraju - mówiła w poranku radia Tok FM Dominika Wielowieyska. Nie raczyła nawet wyjaśnić, skąd u niej tak obrzydliwy stereotyp „prawdziwego Polaka”. Wypowiedź Wielowieyskiej doskonale pokazuje, że w całej medialnej aferze chodzi wyłącznie o środki, jakimi posłużyli się panowie. Cel jest bowiem - według salonu - szczytny.

Moralność Kalego

Tym wspólnym całej elity celem jest walka z tradycyjnie rozumianą polskością, katolicyzmem, chrześcijaństwem. I w tej walce można posunąć się do wszystkiego, i zawsze liczyć na obrońców walczących z cenzurą, różnych Wojtków Maziarskich czy Romanów Kurkiewiczów. „Nergal” drący Biblię, Doda wygadująca głupstwa czy Wojewódzki i Figurski śpiewający „po trupach do celu” zawsze zostaną wzięci w obronę. Jest więc oczywiste, że ich medialnym adwokatom nie chodzi o obronę wolności słowa. Nie widzieliśmy Maziarskiego czy Hartmana na procesie Jarosława Rymkiewicza, którego pozwał Adam Michnik. Medialni adwokaci Dody czy „Nergala” nie interesowali się wolnością słowa ani wtedy, gdy Wanda Nowicka wytaczała proces Joannie Najfeld, ani kiedy o zbrodnię krytyki lobby homoseksualnego oskarżali mnie gejowscy lobbyści. Skoro wtedy wolność słowa nie była wartością, to nie miejmy złudzeń, że jest nią teraz.

Wolność jest lub nie jest wartością w zależności od tego, co jest bardziej skuteczne jako pałka na głowy konserwatystów. Jeśli za pomocą walki o wolność słowa można zaszczepić przekonanie, że Kościół jest niebezpieczną i szkodliwą instytucją - wówczas do boju ruszają bojownicy o swobodę wypowiedzi i prawo do głupoty. Gdy jednak wolność słowa umożliwia krytykę wartości bliskich lewicy (choćby postulatów działaczy gejowskich, transseksualnych czy aborcyjnych), wówczas salon natychmiast wysyła do boju adwokatów. Usiłuje się nas wtedy przekonać, że wypowiedzi prawicy w sposób skandaliczny naruszają godność ludzi (a właściwie „naszych ludzi”) i że trzeba surowo ukarać paskudnych konserwatystów. Jak nie kijem nas, to pałką.

 

 



Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo