Nadwiślańscy epigoni Bakunina i Kropotkina

  

Wszystko już było, zmieniają się tylko kostiumy historyczne i uwarunkowania. Obserwując trwające od czterech lat – a szczególnie intensywne w ostatnich tygodniach – próby anarchizacji życia publicznego w Polsce, sięgam po encyklopedię i szukam hasła „anarchizm”. Źródłem słowa jest grecki wyraz „anarkhos” oznaczający ni mniej, ni więcej... „bez zasad”. Pasuje jak ulał do sytuacji w Polsce, gdzie opozycja działa tak, jak działa.

Anarchizm to doktryna polityczna głosząca, że społeczeństwo nie potrzebuje rządu, praw, policji itd. Pokazywanie przez „totalsów”, że akceptują tylko „swoje” prawo, a nie prawo jako takie, jest właśnie przykładem anarchizowania państwa. Inna definicja anarchizmu sprowadza się zaś do stwierdzenia kojarzącego się z praktyką współczesnej opozycji nad Wisłą, Odrą, Wartą i Bugiem. Oto jest to „ruch społeczny sprzeciwiający się wszelkiej władzy publicznej” oraz „postulujący likwidację państwa i zastąpienie go ustrojem bezpaństwowym”.

Gra toczy się o państwo

Opozycja w Polsce jest wewnętrznie głęboko podzielona, to fakt. Ale czy europejski, a z czasem i światowy anarchizm nie był podzielony wiek temu czy sto parędziesiąt lat wstecz? Oczywiście, że był. Był przecież anarchizm indywidualistyczny, kojarzony najbardziej z Francuzem Pierre’em-Josephem Proudhonem. Potem ideologia anarchistyczna weszła na wyższe obroty – i stał się anarchizm kolektywistyczny, którego wyrazicielem był Rosjanin Michaił Bakunin. Skądinąd liczba Rosjan działających jako anarchiści przewyższała procentowy udział innych nacji.

Charakterystyczne, że Polacy, choć też obecni w XIX-wiecznych ruchach anarchistycznych, stanowili grupę niezbyt wielką. Nam chodziło o niepodległe państwo, a nie o brak państwa! Nasi rodacy półtora wieku temu i później wybierali różne „izmy”, także socjalizm, uznając, że może być on taranem do skruszenia okowów zaborców. Ale anarchizm, poza wyjątkami, z takim wolnościowym instrumentem się nie kojarzył. Choć przecież totalną wolność głosił...

Arystokrata Kropotkin, czyli anarchizm komunistyczny

Najwyższym piętrem historycznego anarchizmu był ten głoszony przez Rosjanina Piotra Kropotkina – anarchizm komunizujący czy komunistyczny. Sam Kropotkin jednak, arystokrata i absolwent prestiżowej rosyjskiej akademii wojennej, a potem pilnujący porządku na posterunku w Irkucku (służbowy pobyt na Syberii wykorzystywał głównie jednak do badań naukowych), w sercu pozostał jednak Wielkorusem: ku osłupieniu anarchistycznego świata w 1914 r. nie dość, że poparł I wojnę światową, to jeszcze wezwał do walki z Niemcami.

Polskim wątkiem w ciekawym życiorysie Kropotkina jest to, że przełom w jego myśleniu i zwrot w kierunku działalności antycarskiej i anarchistycznej nastąpił w 1866 r., gdy na własne oczy widział krwawe stłumienie powstania polskich zesłańców na Syberii. Nasi rodacy chcieli się przedostać do Chin – w trakcie tego buntu i eskapady, mogących być kanwą sensacyjnego filmu, zostali wymordowani przez sołdatów carskiej Rosji.
Z Kropotkinem pod koniec jego życia było jak z niektórymi komunistami w sowieckich republikach 60–70 lat później: poskrobiesz komucha, a okaże się, że w środku jest nacjonalista. Wrócił do ogarniętej rewolucją Rosji, nie przyjął kilku propozycji pracy na uniwersytetach na Zachodzie, po zwycięstwie Lenina nie wyjechał z kraju. Gdy zmarł niespełna cztery lata po rewolucji październikowej, partia komunistyczna ogłosiła amnestię dla przebywających w więzieniach anarchistów, a na pogrzebie tego arystokraty anarchisty było 100 tys. ludzi – to ostatnia tak wielka demonstracja w historii Związku Sowieckiego aż do czasów jego upadku.

Współczesne odsłony anarchizmu

Dziś w Polsce można by poprzydzielać poszczególne partie, środowiska i liderów opozycji do różnych nurtów historycznego anarchizmu, wrzeszczącego „na pohybel państwu!”. Kto by pasował do anarchizmu indywidualistycznego? A kto do kolektywistycznego? Kto wreszcie świetnie by się odnalazł w anarchizmie komunistycznym? Z tym ostatnim byłby kłopot co do barw: kolorem prawdziwych anarchistów jest czarny, komunistów – czerwony.

Żarty na bok. Przypomnę jeszcze jeden fakt historyczny. Znamienny zresztą, moim zdaniem, choć minimalizowany w historii anarchizmu. Oto bowiem w latach 80. anarchiści mocno angażowali się w dwie dotychczas w ogóle z nimi niekojarzone sfery aktywności. Chodzi o działalność pacyfistyczną i... obronę praw zwierząt! Co do tej pierwszej była to wówczas modna rzecz: Związek Sowiecki, ojczyzna patrona anarchistów Piotra Kropotkina, organizował po cichu antyamerykańskie manifestacje w całej Europie Zachodniej w związku z rozmieszczaniem przez USA systemu balistycznego Pershing II, będącego odpowiedzią na umieszczenie w Europie przez ZSRS rakiet balistycznych SS-20 (kod NATO). Dla zachodnioeuropejskiej lewicy była to forma zaistnienia, dla Kremla zaś możliwość politycznego wykorzystania lewaków, pacyfistów, anarchistów i kryptokomuchów – „użytecznych idiotów”, by użyć definicji Lenina.

Czy nie odnajdujemy zadziwiającego podobieństwa w tamtych „spontanicznych” akcjach do tych w Polsce obecnie, których inicjatorzy oburzają się na „nierównoprawność” stosunków polsko-amerykańskich oraz postulują, że trzeba głębiej współpracować z UE, Berlinem czy Paryżem, a nie z „tym okropnym Trumpem”? „Użyteczni idioci” po prostu zmieniają kostiumy, retorykę, czasem szerokość geograficzną – ale pozostają właśnie „użytecznymi idiotami” czy dla nowej-starej Moskwy, czy dla innych ośrodków zewnętrznych.
Ruchy radykalnych, ideologicznych obrońców zwierząt przygarniały anarchistów trzy dekady wstecz. Teraz mają swoich kontynuatorów. Proszę poczytać wypowiedzi europoseł Sylwii Spurek czy prof. Magdaleny Środy. Anarchistyczni epigoni? Sieroty po dekadzie lat 80. zeszłego wieku? Jak zwał, tak zwał, ale podobieństwa „widać, słychać i czuć”.

Groteska „nowej anarchii”

Wreszcie ostatni nurt europejskiego anarchizmu sprzed lat 30 z okładem. Wówczas anarchiści protestowali przeciwko wielkim firmom (dziś nazywanych korporacjami). Dzisiejsza opozycja protestuje przeciw nim selektywnie. A ściślej: Boże broń, nie sprzeciwia się tym zagranicznym. Ale już spółkom skarbu państwa, które mają być częścią „imperium PiS” – jak najbardziej!

A tak konkretnie: europoseł Koalicji Europejskiej, były premier (!) i były przewodniczący SLD Leszek Miller publikuje na Twitterze swoje zdjęcie z kubkiem kawy na stacji BP i sugestią, że tam jest OK w przeciwieństwie do tego „państwowego” i „partyjnego” Orlenu, na którym tankowanie jest obciachem... Nie mówię już o opozycyjnych mediach, które mszcząc się za ograniczenie im dopływu środków reklamowych z państwowych firm, bezpardonowo je atakują.

Anarchiści z XIX i XX w. znaleźli dziś w Polsce naśladowców. Ich epigoni negują – odzyskane – państwo. I jeśli nawet wielu z nich nie słyszało o Bakuninie i nie czytało o Kropotkinie (bo „Gazeta Wyborcza” nie napisała), to dziś ich działalność sprowadza się do podobnej, choć nieco inaczej już motywowanej walki z państwem i jego strukturami. Czasem przybiera to postać groteski, ale jednak ta „nowa anarchia” jest groźna.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts