Sąd orzekł także wobec Małgorzaty S. 16 tys. zł grzywny i pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w administracji.

Sąd uzasadniał, że w tej sprawie nie ma dowodów, by Małgorzata S. przyjęła korzyść majątkową za jakąkolwiek czynność czy obietnicę. Jednak w ocenie sądu ówczesna dyrektorka PUP musiała zdawać sobie sprawę, że dostaje pieniądze na swoją kampanię wyborczą, bo sprawuje ten konkretny urząd, a przedsiębiorcy korzystali z usług instytucji, która kierowała.

W grudniu 2016 r. Prokuratura Okręgowa w Kielcach oskarżyła ówczesną dyrektorkę Powiatowego Urzędu Pracy w Kielcach Małgorzatę S., o przyjęcie we wrześniu 2015 r. - w związku z pełnioną funkcją publiczną – 3,5 tys. zł korzyści majątkowej, w zamian za zawarcie umów na zorganizowanie stażu dla konkretnej osoby w firmie prowadzonej przez dwóch świętokrzyskich przedsiębiorców (braci), którzy mieli jej wręczyć łapówkę, oraz w zamian za przychylne nastawienie do składanych przez nich w przyszłości w urzędzie wniosków.

Przedsiębiorców – 46-letniego wówczas Heronima Ł. i 49-letniego Grzegorza Ł. – oskarżono o wręczenie S. łapówki. Heronim Ł. miał też powoływać się na wpływy w urzędzie pracy i w zamian za przyjęcie 100 zł łapówki podjąć się pośrednictwa w załatwieniu tam sprawy związanej z kursem zawodowym dla 51-letniej Janiny M. Kobietę oskarżono o wręczenie młodszemu z mężczyzn łapówki.

W toku śledztwa podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów.

We wrześniu 2015 r., w momencie zatrzymania przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Małgorzata S. była kandydatką PSL w wyborach do Senatu, w okręgu obejmującym Kielce i powiat kielecki. Po zatrzymaniu została zawieszona w prawach członka partii.

Przed sądem zarówno S., jak i bracia Ł. nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Podczas pierwszej rozprawy procesu Małgorzata S. tłumaczyła, że pieniądze, które przyjęła od przedsiębiorców, były wsparciem jej senackiej kampanii wyborczej. Jak wyjaśniała, w 2015 r. nie miała pieniędzy na kampanię, bo spłacała swoje zobowiązania finansowe w związku z organizacją kampanii wyborczej z 2014 r. (w związku wyborami do sejmiku województwa świętokrzyskiego, w których uzyskała mandat). Jak wyjaśniała, pieniądze które dostawała od różnych osób – swoich sympatyków - na kampanię, wpłacała na partyjne konto komitetu wyborczego.

Sąd uznał Małgorzatę S. winną zarzucanego jej czynu i orzekł karę roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, 16 tys. zł grzywny i pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w administracji państwowej i samorządowej.

Dwaj przedsiębiorcy także zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów: Heronim Ł. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu trzy lata, a Grzegorz Ł. – na osiem miesięcy więzienia, w zwieszeniu na trzy lata. Obaj mają zapłacić także wysokie grzywny. Wobec Janiny M. sad warunkowo umorzył postępowanie na trzy lata.

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Kamil Czyżewski podkreślił, iż sprawę trzeba widzieć w dwóch płaszczyznach – tego, co mówią między sobą przedsiębiorcy i tego, jak zachowała się ówczesna dyrektor PUP.

Sąd wskazał, że nagrane rozmowy pomiędzy braćmi (służby założyły podsłuch) pokazały, iż obaj oczekiwali, że Małgorzata S. będzie im przychylna – chcieli przekazać pieniądze na jej kampanię, ale też po to, żeby dyrektor pamiętała o przedsiębiorcach w przyszłości.

Sąd zauważył, że szczególnie Heronim Ł. kreował się "na znawcę wszystkiego i wszystkich", ale z materiału dowodowego wynika że bracia Ł. nie mieli bliskich relacji z dyrektor PUP.

Jak przypomniał sędzia Czyżewski, podczas spotkania z przedsiębiorcami w urzędzie pracy, kiedy przekazali oni Małgorzacie S. pieniądze na jej kampanię, jeden z nich mówił o stażu dla jednej ze swoich pracownic. "Pani S. zdaje siebie sprawę, że Ci panowie korzystają z urzędu pracy. Mimo tego w swoim gabinecie przyjmuje od nich pieniądze na kampanie wyborczą, nie wystawia żadnych pokwitowań" – opisywał sędzia.

W ocenie sądu dyrektor PUP musiała zdawać sobie sprawę, że dostaje te pieniądze, bo sprawuje ten konkretny urząd. I to zdaniem sadu mieściło się w opisie zarzucanego czynu.

Sąd pokreślił, że Małgorzata S. "nigdy nie żądała do nikogo korzyści majątkowej za żadną czynność". "Analiza wszystkich staży z którymi Małgorzata S. miała do czynienia wskazuje, że nie ma żadnych ułomności, nieprawidłowości w tym zakresie. To dobitnie świadczy o tym, że nie możemy mówić o pani S. 'łapówkara' w tym ohydnym rozumieniu tego słowa" – wskazał sędzia Czyżewski.

Kiedy PSL zawiesił Małgorzatę S. w prawach członka partii, władze ugrupowania cofnęły jej też rekomendację w wyborach do Senatu w 2015 r. i wezwały, by wycofała się ze startu (kandydaturę już zarejestrowano, więc nie mógł jej wycofać sam komitet).

Krótko po przedstawieniu zarzutów dyrektor kieleckiego PUP publicznie ogłosiła, że jest niewinna i nie wycofa się ze startu w wyborach. Nie zdobyła mandatu senatora – w okręgu, w którym startowała, uzyskała 13,27 proc. poparcia (trzeci wynik), po zwycięskim kandydacie PiS (46,06 proc. głosów) i kandydacie niezależnym, który miał 40,67 proc. poparcia głosujących.

W czerwcu br. Małgorzata S. zrezygnowała ze stanowiska w kieleckim PUP. Obecnie pełni funkcję wicedyrektora tej instytucji. W 2018 r. w wyborach samorządowych bez powodzenia ubiegała się ponownie o mandat radnej sejmiku.