Tegoroczny jarmark w Strasburgu obchodzi okrągłą rocznicę – 450-tą. Ulice miasta zostały ozdobione świątecznymi dekoracjami. Kramy, w którym można kupić lokalne specjały, grzane wino, zabawki i pamiątki zlokalizowane są w wielu punktach miastach. Są przy katedrze i na Placu Gutenberga, ciągną się od opery, poprzez Plac Broglie aż po Plac Kleber, przy którym postawiono ogromną choinkę.

To właśnie w okolicach tego placu 11 grudnia 2018 r, 29–letni Cherif Chekatt uzbrojony w pistolet i nóż zabił pięciu mężczyzn i zranił 10 osób, zanim został zabity przez patrol policyjny. W zamachu zginął 35-letni Bartosz Niedzielski, Polak pochodzący z Katowic. Terrorysta pochodzenia algierskiego urodził się w Strasburgu.

W tym roku miasto, w obawie przed podobnymi wydarzeniami, podjęło specjalne środki bezpieczeństwa. Na ten cel trafiło 1 mln euro z liczącego ponad 5 mln euro budżetu.

Na mostach prowadzących do centrum miasta umieszczono specjalne bramki ochronne, a torby i plecaki turystów oraz mieszkańców, którzy chcą wejść do centrum miasta, są przeszukiwane. Centrum zostało też w dużej części zamknięte dla ruchu samochodowego, z kolei tramwaje nie zatrzymują się na wielu przystankach.

Właściciele ponad 300 stoisk położonych w różnych miejscach miasta mówią, że choć nad jarmarkiem unosi się cień zeszłorocznych zamachów, jarmark musi działać. Organizacja wydarzenia to zresztą ogromne pieniądze dla Strasburga – koszt organizacji jest stosunkowo niewielki (jak szacują media, to ok. 5 mln euro) biorąc pod uwagę, że według szacunków przyniesie wpływy w wysokości 250 mln euro.

- Pamiętamy o tych, którzy zginęli w zamachu ale nie chcemy, żeby jarmark w Strasburgu kojarzył się tylko z zeszłorocznym atakiem terrorystycznym. To wspaniałe wydarzenie, mające długoletnią historię. Chcemy, żeby w tym świątecznym okresie odsiedziało nas jak najwięcej ludzi, żeby zobaczyli, jak pięknym miastem jest Strasburg

– powiedział Polskiej Agencji Prasowej jeden ze sprzedawców na jarmarku.

Nie wszystkim mieszkańcom jednak podoba się forma jarmarku. Jak podają media, w grudniu dwa stowarzyszenia mieszkańców wydały petycję wzywającą do jego zakończenia. Wskazują, że „pod pretekstem tradycji sięgającej renesansu” przez pięć tygodni centrum miasta jest „skonfiskowane przez dwa miliony turystów”. Pytają, co pozostało z tradycji, gdy komercjalizacja i środki bezpieczeństwa przekształcają Strasburg w bunkier.

„Jak możemy mówić o magii świąt, kiedy patrole i kontrole bezpieczeństwa blokują nasze ulice (...). Kiedy transport publiczny (…) uniemożliwia nam dotarcie do centrum miasta. Kiedy nasze publiczne place są zmonopolizowane przez setki straganów” – piszą w petycji.

Wydarzenia sprzed roku wspominają europosłowie, w tym europoseł Ryszard Czarnecki (PiS). - Parlament Europejski był wtedy oblężoną twierdzą. Ze względów bezpieczeństwa grupa europosłów nie mogła go opuść przez długi czas. Początkowo zamknięcie europarlamentu usiłowano obrócić w żart, no ale później już nie było do śmiechu, gdy okazało się, ze zginęli ludzie – powiedział.

Czarnecki przypomina, że wcześniej dochodziło we Francji już do zamachów terrorystycznych. „Nie chce powiedzieć, że ludzie przywykli, ale wiedzą, że może do nich dochodzić. Służby powinny minimalizować niebezpieczeństwo kolejnych zamachów. To jest oczywiście pytanie o kwestie tych ludzi, którzy maja obywatelstwo francuskie, ale też brytyjskie czy niemieckie, pojechali walczyć w szeregach Państwa Islamskiego do Syrii czy Iraku i teraz wracają co Europy. Te osoby stanowią potencjalne zagrożenie” – powiedział.