W piątek Sejm uchwalił nowelizację ustaw sądowych, która przewiduje m.in. zmiany w systemie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i modyfikację procedury wyboru I prezesa Sądu Najwyższego.

Za przyjęciem nowelizacji głosowało 233 posłów, 205 było przeciw, 10 osób wstrzymało się od głosu; 12 posłów nie wzięło udziału w głosowaniu. Wcześniej Sejm nie zgodził się na odrzucenie projektu noweli w całości. Przyjęte zostały także cztery poprawki zgłoszone przez klub PiS. Odrzucono ponad 80 wniosków mniejszości wniesionych przez opozycję.

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski pytany W "Sygnałach Dnia" przez Katarzynę Gójską o jej celowość odpowiedział, że "ustawa o reformie sądownictwa wprowadza przede wszystkim możliwość sprawnego wyboru I prezesa SN, który to wybór już niedługo, w marcu".

Ustawa wprowadza regulacje, które zapobiegną pewnej obstrukcji, z która mamy do czynienia obecnie ze strony środowisk sędziowskich

- mówił Romanowski.

Jak podkreślił, "ponad 700 etatów sędziowskich jest nieobsadzonych, ponieważ zgromadzenia sędziowskie w Polsce blokują przekazywanie opinii do KRS w odniesieniu do tych kandydatów".

Odnośnie kwestionowania przez część sędziów obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, a jednocześnie braku reakcji m.in. wobec sędziów powołanych przez komunistyczną Radę Państwa lub sędziów z komunistyczną przeszłością Romanowski przypomniał, że "żaden sędzia nie ma prawa kwestionować statusu prawnego innego sędziego".

KRS za rządów PO działała bez odpowiedniego umocowania w swym regulaminie (...) Moglibyśmy teraz kwestionować wszystkie nominacje tej KRS

- dodał.

Zdaniem wiceministra, "sytuacja, z którą mamy do czynienia to obrona prywatnych, towarzyskich interesów wąskiej grupy nadzwyczajnej kasty". 

Ludzie wcześniej byli pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności. Teraz wprowadzamy zasady odpowiedzialności, jakie są w każdym cywilizowanym kraju. I to boli

- zaznaczył.

Przypomniał zarazem, że "przyjęliśmy zmiany, które doprowadzą do znacznego uproszczenia postępowania cywilnego". Zaś "pan marszałek Grodzki traktuje Polskę, jak republikę bananową, która nie jest w stanie sama rozwiązać podstawowych kwestii w zakresie wymiaru sprawiedliwości".

Tymczasem, "nie widać żadnego umocowania prawnego do wzywania zagranicznych ekspertów do oceny polskiego prawodawstwa".