Wystawa jest rodzajem hołdu dla najwybitniejszego z artystów, który kiedykolwiek żył i tworzył na terenie Śląska, a także dla badaczy jego twórczości.

 - powiedział w środę podczas konferencji prasowej dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu Piotr Oszczanowski.

Pokazanych zostanie blisko 100 obrazów Willmanna, co stanowi prawie jedną trzecią zachowanego dorobku artysty. Wśród nich znalazły się dzieła o tematyce mitologicznej, religijnej, portrety oraz pejzaże. Prace śląskiego malarza wypożyczono z kościołów i klasztorów, m.in. z Henrykowa, Trzebnicy, Krzeszowa, Wrocławia i Warszawy. Po raz pierwszy po ponad 75 latach scalony zostanie i zaprezentowany na wystawie słynny cykl Męczeństwa Apostołów, który Willmann stworzył dla klasztoru w Lubiążu, po wojnie rozdzielony pomiędzy kilkanaście warszawskich kościołów.

Prezentujemy te wstrząsające w swoim przesłaniu i niekwestionowane w swoich walorach artystycznych obrazy, które już w czasie, kiedy powstawały, zostały okrzyknięte mianem opus magnum. Zgodnie z intencją artysty pokażemy obok siebie całość cyklu, bo jest to ten rodzaj sztuki, która nieoglądana w całości traci część swoich wartości.

– tłumaczył dyrektor muzeum.

Zwrócił uwagę, że tym cyklem Willmann wpisał się w historię Lubiąża, bo obrazy te tworzył przez kilkadziesiąt lat, prawie od początku swojego pobytu w tym mieście. Te obrazy zaświadczają o niezwykłym talencie tego artysty, niezwykłej sile i sugestywności jego dzieł. One miały wzruszać, przerażać, zaświadczać o tym, że śmierć, nieraz prezentowana w sposób brutalny i okrutny, nie jest daremna – zauważył.

Jednym z powodów organizacji wystawy - jak podkreślił Oszczanowski - było również przypomnienie o tym, jak dużym wyzwaniem pozostaje zagospodarowanie budynku poklasztornego w Lubiążu, jednego z największych na świecie obiektów klasztorów.

Dziś w dalszym ciągu nie mamy pomysłu na to, co z tym niezwykle ważnym miejscem dla historii Śląska zrobić. To być może ostatni moment, w którym mamy jeszcze szansę zachować ten niezwykły kompleks architektoniczny, miejsce, gdzie Willmann został pochowany w krypcie klasztornej, co było dowodem najwyższego uznania. Wystawa jest pewnym pretekstem do tego, aby zastanowić się, co możemy zrobić dla Lubiąża, w imię ratowania czegoś, co ma potencjał stać się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych w tej części świata.

– dodał dyrektor muzeum.

Wystawa zostanie zaprezentowana w nowoczesnej przestrzeni wystawienniczej Pawilonu Czterech Kopuł, oddziale Muzeum Narodowego we Wrocławiu w oryginalnej scenografii i z wykorzystaniem nowoczesnych technik prezentacyjnych. Zwrócił też uwagę, że w 2019 r. obchodzimy 350-lecie śmierci Rembrandta van Rijna, który wywarł duży wpływ na twórczość Willmanna.

Willmana zwykło się określać nie tylko mianem śląskiego Apellesa – bo tak zostało to odnotowane w kronikach cystersów w Lubiążu – ale określono go też często mianem śląskiego Rembrandta. Willmann marzył o tym, żeby kształcić się u tego geniusza malarstwa, jednak nie było go na to stać i próbował w inny sposób poznać tajniki sztuki i warsztatu mistrza.

 – mówił.

Oszczanowski przypomniał też, że pierwsza w Polsce wystawa dzieł Willmanna miała miejsce właśnie w Muzeum Śląskim we Wrocławiu, dzisiejszym wrocławskim Muzeum Narodowym, równo 60 lat temu. Po niespełna kilkunastu latach po wojnie, ta świadomość, kim był Willmann dla tego fragmentu Europy, już w nas tkwiła. Nasza wystawa jest rodzajem podziękowania dla dr Bożeny Steinborn, która pierwsza zorganizowała polską wystawę Michaela Willmanna w 1959 r. .

Wystawa „Willmann. Opus magnum” w Pawilonie Czterech Kopuł potrwa do 26 kwietnia.