Debata w sprawie nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych odbędzie się z limitem pytań i maksymalnie 5-minutowym czasem każdego z wystąpień. Na pewno nie zadowala to opozycji, która zapowiada twarde stanowisko i najprawdopodobniej będzie miała wiele pytań.

Okazuje się jednak, że tryb dyskusji mógł być zupełnie inny, gdyby posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL i Konfederacji... pojawili się na głosowaniu. Za przyjęciem wspomnianego już systemu debaty było 204 posłów (203 z PiS i 1 z Konfederacji), a przeciw - 195. Gdyby w sali plenarnej było o 10 posłów opozycji więcej, ograniczeń w debacie zapewne by nie było i posłowie z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL i Konfederacji mogliby powiedzieć naprawdę wiele o tym, co sądzą o projekcie proponowanym przez PiS. Trzeba było tylko przyjść do pracy.

Wśród nieobecnych byli m.in. Joanna Kluzik-Rostkowska, Grzegorz Napieralski, Paweł Poncyljusz czy Witold Zembaczyński z Koalicji Obywatelskiej; Magdalena Biejat, Andrzej Rozenek czy Anna Maria Żukowska z Lewicy; Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko i Piotr Zgorzelski z PSL czy Janusz Korwin-Mikke i Robert Winnicki z Konfederacji.

W mediach społecznościowych słychać już głosy oburzenia takim poziomem "mobilizacji" opozycji.

Swoją hipotezę ma Błażej Poboży, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Czyżby posłowie opozycji musieli odpocząć po wczorajszych manifestacjach w obronie sędziów?