25 stycznia odbędzie się pierwsza tura wyborów na szefa Platformy Obywatelskiej. Druga tura zaplanowana jest na 8 lutego. Kandydatów na szefa PO można zgłaszać do 3 stycznia. Wniosek o rejestrację kandydatury musi zostać poparty dziesięcioma podpisami członków Rady Krajowej Platformy.

Borys Budka, który poinformował, że być może w tym tygodniu oficjalnie zgłosi swoją kandydaturę, zapowiedział, że na tym posiedzeniu Sejmu będzie zbierał potrzebne podpisy. Dodał także, że zamierza porozmawiać z innymi potencjalnymi kandydatami: posłanką Joanną Muchą oraz europosłem Bartoszem Arłukowiczem, i zachęcić ich do tego, by poparli jego kandydaturę.

Grzegorz Schetyna wciąż nie zadeklarował, czy w ogóle weźmie udział w wyborach na szefa partii. Wielu polityków Platformy uważa, że konieczna jest zmiana na tym stanowisku. Grzegorz Schetyna prowadzi PO od 2016 r. Od tamtego czasu jego ugrupowanie przegrało wybory: samorządowe, do Europarlamentu i do Sejmu RP.

Start na szefa PO zapowiedział także senator Bogdan Zdrojewski. We wtorkowej rozmowie z portalem Gazeta.pl wyraził pogląd, że jeśli kandydatka PO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska ma wygrać przeszłoroczne wybory, „za jej plecami jako szef Platformy nie powinien stać Grzegorz Schetyna”.

Grzegorz Schetyna uprawia politykę głównie z perspektywy zaplecza politycznego. Jest osobą, która zupełnie nie ma umiejętności przywódczych, jeśli chodzi o porywanie mas, natomiast potrafi bardzo dobrze organizować życie partyjne. Prawdopodobnie tak łatwo nie będzie chciał oddać swojej funkcji, na pewno ma istotne aktywa w ręku poprzez kontakty z aparatem partyjnym. Cała ta sytuacja jest groteskowa, ponieważ ta rywalizacja o schedę po Schetynie pokazuje, jak bardzo Platforma jest podzielona, jak słabą jest partią i że nie ma żadnego sensownego pomysłu na własny rozwój. Myślę, że niezależnie od tego, kto zostanie następcą Schetyny, to ta osoba nie poradzi sobie z tym rozedrganiem wewnętrznym partii. Jeżeli Schetynie w jakiś sposób uda się obronić swoją pozycję, to myślę, że i tak będzie miał trudności z przywróceniem Platformie znaczenia porównywalnego z tym, które miała za czasów Donalda Tuska.
- ocenił w rozmowie z „Codzienną” prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.