W 2016 roku mieliśmy do czynienia z jednym z największych skandali w historii polskiego parlamentu. Posłowie tzw. "totalnej opozycji" przez prawie miesiąc blokowali salę plenarną Sejmu, uniemożliwiając przeprowadzanie obrad. Manifestanci przed Sejmem blokowali z kolei wyjazd niektórych polityków z budynku, doszło do starć z policją. Mówiło się wówczas, że działania polityków opozycji nosiły znamiona puczu, a sami politycy świetne się bawili - na przykład Joanna Mucha śpiewała... "Nie pucz, kiedy odjadę".

Mamy grudzień 2019 roku i nastroje znów są napięte. Jutro w całej Polsce odbędą się protesty w obronie sędziów, czyli de facto przeciwko reformie wymiaru sprawiedliwości. Czy podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu może czekać nas powtórka sprzed trzech lat?

- Osobiście czuję, że opozycja, przede wszystkim Platforma Obywatelska, być może przy wsparciu Lewicy, może szykować taki scenariusz

- podkreśla poseł PiS Jan Mosiński w rozmowie z portalem tvp.info.

Jednocześnie poseł Mosiński podkreślił stanowczo, że Prawo i Sprawiedliwość nie cofnie się tym razem przed reformą wymiaru sprawiedliwości, gdyż taka jest wola obywateli.

- Cokolwiek miałoby się wydarzyć, nie cofniemy się przed reformą wymiaru sprawiedliwości. Dokończymy to, co zapowiadaliśmy i to, czego oczekują od nas obywatele

- mówi.

Mosiński dodaje, że PiS jest przygotowany na to, że obrady trzeba będzie prowadzić w sposób "alternatywny". Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że opozycja nie wróci do prób siłowych rozwiązań.