Dziś wieczorem szef rządu przyjął w Westminster Hall w Pałacu Westminsterskim wszystkich 109 posłów Partii Konserwatywnej, którzy zostali wybrani do Izby Gmin po raz pierwszy. Stanowią oni prawie 30 proc. klubu poselskiego konserwatystów, a wielu z nich pochodzi z okręgów, które - niekiedy zupełnie niespodziewanie - zostały po wielu latach przejęte z rąk Partii Pracy.

- Pochodzicie z miejsc, w których Partia Konserwatywna nie była reprezentowana przez sto lat, jeśli w ogóle

- mówił Johnson, dziękując im za "niewiarygodne osiągnięcie".

- Ale to również pokazuje, co mamy teraz do zrobienia, ponieważ nie tylko zmieniliście mapę polityczną tego kraju, ale zmieniliście naszą partię na lepsze. To, co chcę teraz zrobić, to pracować z wami, aby zmienić cały nasz kraj na lepsze i to właśnie zamierzamy zrobić

 - podkreślił.

Powiedział, że pierwszym elementem odpłacania za okazane partii zaufanie będzie przyjęcie ustawy o porozumieniu w sprawie wystąpienia z UE, której projekt rząd zamierza przedłożyć pod obrady parlamentu w piątek.

W czwartkowych wyborach do Izby Gmin Partia Konserwatywna zdobyła 365 mandatów, co jest jej najlepszym wynikiem od 1987 r. Kluczem do tego sukcesu było przejęcie wielu wyborców z północnej i środkowej Anglii, którzy tradycyjnie popierali Partię Pracy, ale porzucili ją teraz ze względu na jej niejednoznaczne stanowisko w sprawie wyjścia z UE.

Nieco wcześniej w poniedziałek Johnson ogłosił drobne zmiany w swoim rządzie. Okazały się one nawet mniejsze niż się spodziewano, bo na szczeblu ministrów dotyczyły tylko jednej osoby (i kilku na szczeblu wiceministrów). Aluna Cairnsa, który na początku kampanii wyborczej zrezygnował, na stanowisku ministra ds. Walii zastąpił Simon Hart.

Niespodziewanie w rządzie pozostała na razie minister kultury, mediów i sportu Nicky Morgan, która w ogóle nie ubiegała się w wyborach o reelekcję i będzie zasiadać w Izbie Lordów. Jednak jak się oczekuje, pozostanie na tym stanowisku tylko do początku lutego, kiedy ma się odbyć głębsza rekonstrukcja rządu.