Unia zakazuje przywożenia owoców i warzyw zza granicy! Za „bezpieczne” uznano tylko kilka gatunków

zdjęcie ilustracyjne / romanov; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Turyści wracający spoza UE od soboty mogą wwieźć tylko kilka gatunków owoców, ale żadnych warzyw, kwiatów i nasion - wynika ze znowelizowanego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego. Okazuje się, że podobne, równie restrykcyjne rozwiązania stosuje już od pewnego czasu np. Australia czy Japonia.

Turyści wracający z zagranicznych wojaży spoza UE, zgodnie z nowymi przepisami mogą od dziś wwieźć na terytorium Unii Europejskiej tylko: ananasy, kokosy, duriany, banany i daktyle. Nie będą mogli zaś przywozić innych owoców, warzyw, nasion czy kwiatów. Zakaz to konsekwencja znowelizowanego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego, który dotyczy zasad importu do Unii Europejskiej towarów z państw trzecich.
 
Biotechnolog prof. Stanisław Karpiński ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie wyjaśnia, że taki zakaz jest usprawiedliwiony.

Podobne rozwiązania prawne są stosowane w innych krajach, np. Brazylii czy w Japonii i są restrykcyjnie przestrzegane.
- wskazuje ekspert.
 
Podobnego zdania są również inni naukowcy.

Każdego dnia do służb zajmujących się inspekcją roślin na terenie Unii Europejskiej trafiają sygnały o nowych zagrożeniach, m.in. w postaci nieznanych do tej pory na tych terenach larw owadów czy grzybów, które zagrażają uprawianym tam roślinom.
- zwraca uwagę dr hab. Monika Bieniasz z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
 
Główny Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa informuje, że organizmy wywołujące choroby mogą być na roślinach obecne nawet wtedy, gdy objawów ich występowania nie widać gołym okiem.
 
Mowa na przykład o mączniaku (grzybie), który został zawleczony z Ameryki i obecnie stanowi zagrożenie dla upraw porzeczek czy agrestu. Dużą grupę zagrożeń stanowią też nieznane w Europie owady, których larwy mogą trafić na przykład w sadzonkach przewożonych roślin.
 
Stałym zagrożeniem dla winnic jest mszyca Filoksera, żerująca na korzeniach i liściach. W XIX w. zniszczyła niemal wszystkie europejskie winnice. Również i ten gatunek został przywleczony do Europy i nadal stanowi potencjalne zagrożenie dla upraw.
 
Nowym zagrożeniem dla sadów owocowych w Europie jest z kolei muszka octowa, Drosophila suzukii. Co ciekawe, składa ona jaja nie w owocach zerwanych, ale tych rosnących na drzewach. W konsekwencji - fermentują całe plantacje.
- opowiada ekspertka.

Ten gatunek muszki octowej dotarł już do południowej Europy, ale jak wyjaśniają naukowcy, na razie nie ma go w Polsce.
 
Natomiast niebezpieczne dla upraw szklarniowych w Unii Europejskiej gatunki zwierząt, m.in. drapieżne pluskwiaki, docierają też - np. w postaci jajeczek - z Indonezji i Malezji.
 
Zakaz obejmie również wwożenie nasion spoza UE. Prof. Karpiński tłumaczy, że wśród przewożonych nasion mogą się znaleźć przypadkowo np. chwasty, które bywają bardzo ekspansywne. Z tego względu mogą one być bardzo niebezpiecznie dla upraw.

To jest zabezpieczenie dla rolnictwa.
- mówi prof. Karpiński, odnosząc się do treści znowelizowanego rozporządzenia.

Dodaje, że za pośrednictwem owoców czy warzyw możliwe jest również przenoszenie różnych chorób bakteryjnych.
 
Moim zdaniem jest to też potencjalna droga do bioterroryzmu.
- ostrzega prof. Karpiński.

W jego ocenie wprowadzenie restrykcji w postaci zakazu wwozu na teren UE większości owoców, nasion czy kwiatów ustawia poprzeczkę wyżej dla potencjalnych bioterrorystów.
 
Jesteśmy przyzwyczajeni do swobody. Lubimy przywieźć z dalekich wojaży dla swojej rodziny nietypowe owoce lub sadzonkę do zasadzenia na balkonie. Jednak wprowadzenie zakazu w ramach znowelizowanego rozporządzenia Unii Europejskiej ma uzasadnienie i wbrew pozorom nie jest wcale histeryczne.
- mówi dr hab. Bieniasz.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...


Dzieci i koronawirus. Mamy o tym, jak radzą sobie w sytuacji kryzysowej

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Dowody wskazują, że choroba koronawirusowa najczęściej dotyka osoby starsze oraz te, które zmagają się z innymi chorobami przewlekłymi. Nowe badania wskazują jednak, że u kilkorga dzieci w Chinach również wystąpiły ciężkie lub krytyczne objawy tej choroby. Z powodu COVID-19 zmarło jedno dziecko.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wezwała rodziców do ochrony swoich dzieci przed koronawirusem, który obecnie rozprzestrzenia się na całym świecie. W nowym badaniu, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie „Pediatrics”, analizowano 2143 przypadki dzieci z podejrzeniem lub potwierdzonym COVID-19, które zostały zgłoszone przez Chińskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom między 16 stycznia a 8 lutego.

Okazało się, że w ponad 90 proc. przypadków dzieci nie miały objawów tej choroby lub były one umiarkowane. Ok. 6 proc. przypadków miało jednak przebieg bardzo poważny lub krytyczny. Dla porównania u dorosłych krytyczny przebieg miało 18,5 proc. przypadków zakażeń. 

Kłopoty z oddychaniem u 5 proc.

W łagodnych przypadkach, które stanowią 52 proc. badanych, obserwowano objawy najczęściej stwierdzane u dzieci z grypą, w tym gorączkę, ból gardła, zmęczenie i kaszel.

Niektóre łagodne przypadki miały objawy trawienne, takie jak biegunka, wymioty i bóle brzucha. W umiarkowanych przypadkach, które stanowią 39 proc., choroba doprowadziła do zapalenia płuc, powodując gorączkę i kaszel. W ciężkich przypadkach, które stanowią około 5 proc. przebadanych, występowały poważne problemy z oddychaniem. Niektóre wymagały bezpośredniej opieki i interwencji medycznej.

Badanie ujawniło również, że chociaż koronawirus zdaje się oszczędzać najmłodszych, to spośród nielicznych dzieci, które zapadają na ciężką chorobę, najbardziej zagrożone są te w wieku poniżej pięciu lat. Grupą najbardziej zagrożoną stanowią niemowlęta poniżej 12. miesiąca życia.

Bezobjawowo nie znaczy niegroźnie

Autorzy badania ujawnili również, że 13 proc. potwierdzonych przypadków nie dawało objawów choroby, co budzi obawy, ponieważ większość dzieci bez objawów nie jest badana. Mogą one przenosić wirusa na inne osoby bez ich wiedzy. Również u dzieci z objawami 5 proc. miało trudności z oddychaniem lub niski poziom tlenu, a w 0,6 proc. przypadków doszło do zespołu ostrej niewydolności oddechowej (ARDS) lub dysfunkcji układu wielonarządowego. Eksperci zwracają też uwagę, że młodsze dzieci przejawiają ciężkie objawy częściej niż starsze. Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) stwierdziło jednak, że dzieci nie wydają się narażone na COVID-19 bardziej niż dorośli. Kiedy zachorują, zwykle doświadczają łagodnej lub umiarkowanej choroby.

Jak więc chronić dzieci przed koronawirusem? Na całym świecie wielu rodziców jest zaniepokojonych tym, że ich dzieci bawią się z innymi lub spędzają czas z przyjaciółmi.

W niektórych krajach obowiązują surowe ograniczenia, wszystkie zajęcia szkolne są odwołane, a do rodziców apeluje się, by dzieci pozostały w domach.

Dezynfekuj zabawki!

Dystans społeczny jest obecnie uznawany za kluczowy środek zapobiegawczy. Dotyczy to wszystkich, w tym dzieci. Chociaż mają one niskie ryzyko zachorowania na ciężką chorobę, to są jednak przekaźnikami wirusa. Z drugiej strony nastolatki także spędzają czas z przyjaciółmi lub wychodzą z domu.

Aby uchronić dzieci przed zachorowaniem lub infekcją, rodzice powinni zachęcać je do mycia rąk za pomocą mydła i wody lub środków dezynfekujących na bazie alkoholu.

Dzieci powinny także unikać osób, które kaszlą lub kichają, a dom powinien być regularnie dezynfekowany. Czyste powierzchnie we wspólnych obszarach domu, takie jak klamki, włączniki światła, uchwyty, piloty, biurka, stoły i zlewozmywaki, to konieczność.

Należy również dezynfekować zabawki. Prać zabawki pluszowe i czyścić je wodą oraz środkami dezynfekującymi. Bardzo ważny jest także dystans społeczny, dlatego nie pozwalajmy dzieciom wychodzić na zewnątrz i bawić się z rówieśnikami, unikajmy imprez, spotkań, a nawet kolacji rodzinnych.


Czytelniczki „Gazety Polskiej Codziennie” o tym, jak radzą sobie z dziećmi podczas pandemii 

Marta, mama rocznego Adasia i 5-letniej Ani

W domu nie stosuję specjalnych środków ostrożności. Odkąd starsza córka chodzi do przedszkola, infekcje to nasza codzienność. Dbamy o higienę, a szczególnie dokładne mycie rąk. Uczymy też córkę kichania w zgięty łokieć i niedotykania buzi, oczu itp. Obecnie czas spędzamy głównie w domu, jednak gdy musimy wyjść, pilnuję, aby dzieci nie dotykały niczego na zewnątrz. I to jest właściwie jedyna zmiana. Każdy, kto ma dziecko, wie, jak ważne jest dla niego naciskanie guzików w windzie czy na przejściu dla pieszych... Przy okazji pragnę wyrazić zaniepokojenie doniesieniami, jakoby w niektórych placówkach medycznych wprowadzony był zakaz przebywania rodziców z dziećmi zakażonymi koronawirusem. Takie praktyki doprowadzą do tego, że rodzice z dzieckiem wykazującym objawy infekcji będą się bali zgłosić do szpitala.

Iwona, mama 6-letniej Gabrysi

Mamy to szczęście, że mamy 20 mkw. ogródka przed domem i korzystamy z niego, żeby się dotlenić. Ważne jest też wietrzenie mieszkania. Gabrysia często myje ręce, bo mydło ładnie pachnie, więc nie trzeba jej do tego specjalnie nakłaniać. Poza tym czas mija nam na nauce literek i gimnastyce. Gabi próbuje nauczyć się robić gwiazdę.

Radzimy sobie.

Anna, mama 7,5-letniego Mariusza 

Dzieci w tym wieku są już dość rozumne i jeżeli wyjaśnimy im przystępnym językiem całą sytuację, to większość pracy za nami. Gdy zaczęto na poważnie mówić o zagrożeniu koronawirusem w Polsce, rozmawiałam z synem o tym, czym jest ten wirus, co o nim wiemy, jak można się nim zarazić. Przekazałam mu informacje, co powinniśmy robić, żeby w jak największym stopniu zabezpieczyć się przed zakażeniem. Nie daliśmy się zwariować i postawiliśmy na wzmożoną higienę. Chciałam, by syn mył dokładnie ręce przez 30 sekund, nie dotykał dłońmi do twarzy, gdy przebywamy poza domem. Stawiamy na zbilansowaną dietę. Śniadanie obowiązkowo na ciepło, w ciągu dnia odpowiednia porcja warzyw i owoców. Jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo mamy rodzinny dom na wsi. Możemy wykonywać pracę zdalnie, a syn korzysta z uroków wsi i spędza czas w ogródku. I wszystkich, którzy mają taką możliwość, zachęcam do tego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, news-medical.net

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts