„Stankiewicz nie okazuje strachu” – w tak kuriozalny sposób warszawska prokuratura uzasadniła odmowę wszczęcia śledztwa ws. groźby karalnej sformułowanej pod adresem dziennikarki Ewy Stankiewicz przez posła PO Stefana Niesiołowskiego.

- Warunkiem przestępstwa jest wywołanie u danej osoby obawy spełnienia groźby - powiedział Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Z powodu braku cech przestępstwa śródmiejska prokuratura w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa ws. groźby karalnej zniszczenia mienia - kamery dziennikarki Ewy Stankiewicz przez posła PO Stefana Niesiołowskiego podczas majowej blokady Sejmu.

D. Ślepokura twierdzi, że śródmiejska prokuratura rejonowa nie dopatrzyła się przestępstwa, bo z nagrania wideo wynika, że "Stankiewicz nie okazuje strachu" i mimo kilkukrotnych próśb posła, by zaniechała z nim wywiadu, "nadal wymuszała z nim rozmowę". Prokurator dodał, że poseł nie miał zamiaru zniszczenia kamery, a "tylko skierował jej obiektyw w dół". Jak prokuratorskiego uzasadnienie ma się do rzeczywistości można ocenić zamieszczony poniżej film.

Decyzja prokuratury jest nieprawomocna. Ewa Stankiewicz może się od niej odwołać. I zamierza - jak przyznaje w rozmowie z Niezależną.pl - z tego prawa skorzystać.
- Na pewno odwołam się, bo decyzja prokuratury nie opiera się na faktach, a jest polityczna. Wystarczy obejrzeć film, aby wiedzieć, jak było - mówi nam Ewa Stankiewicz, którą zdumiało stwierdzenie jakoby nie okazywała strachu. - Czułam się tak bezpiecznie, że wezwałam policję - ironizuje z prokuratorskiego uzasadnienia.