Aby postawić prezydenta przed sądem Kongresu, zarzuty sformułowane i przyjęte przez komisję sprawiedliwości muszą zostać zatwierdzone zwykłą większością głosów podczas głosowania całej Izby Reprezentantów. Najprawdopodobniej dojdzie do tego jeszcze przed Bożym Narodzeniem.

Następnie - zgodnie z procedurą - Senat przeprowadzi proces w sprawie impeachmentu pod przewodnictwem prezesa Sądu Najwyższego. Senatorowie pełnią w nim rolę ławy przysięgłych, a przewodniczący komisji sprawiedliwości Izby Reprezentantów - prokuratora.

W Senacie odbędzie się odrębne głosowanie nad każdym z zarzutów postawionych prezydentowi. Do usunięcia szefa państwa z urzędu potrzeba 67 głosów w tej stuosobowej izbie wyższej. Przewagę (53 senatorów) ma w niej ugrupowanie prezydenta - Partia Republikańska.

Procedurę impeachmentu określa amerykańska konstytucja. Głosi ona, że "prezydent, wiceprezydent i każdy funkcjonariusz cywilny Stanów Zjednoczonych zostaje usunięty z urzędu w razie postawienia przez Izbę Reprezentantów w stan oskarżenia i skazania za zdradę, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa albo przewinienia".

W dwóch artykułach impeachmentu Demokraci zarzucają prezydentowi nadużycie władzy oraz utrudnianie pracy Kongresu USA. Ich śledztwo dotyczy głównie afery ukraińskiej; Trumpa oskarża się między innymi o wywieranie presji na władze w Kijowie i narażanie amerykańskiego bezpieczeństwa.

Dotychczas w historii USA jedynie trzykrotnie sformułowano artykuły impeachmentu prezydenta. Było tak w przypadku Andrew Johnsona w 1868 roku, Richarda Nixona w 1974 roku i Billa Clintona. Ostatni z czterech artykułów impeachmentu Clintona uchwalono w komisji sprawiedliwości 21 lat temu - 12 grudnia 1998 roku.

Johnson i Clinton zostali ułaskawieni przez amerykański Senat. Nixon, by uniknąć oskarżenia przez Izbę Reprezentantów, jako pierwszy prezydent USA w historii zrezygnował z urzędu. Za każdym razem wszczynanie postępowań dotyczących impeachmentu spotykało się z szerokim zainteresowaniem amerykańskiej opinii publicznej.

Podobnie jest i w przypadku Trumpa. Sondaże wskazują jednak, że tygodnie śledztwa Demokratów nie wpłynęły znacząco na partyjne sondaże czy popularność prezydenta; zwolenników usunięcia Trumpa z urzędu jest wciąż tyle samo, co przeciwników takiego kroku.

Jak spekuluje "Washington Post", z partyjnej linii w Izbie Reprezentantów wyłamać się może jednak nawet ponad sześciu Demokratów. Dotychczas zapowiedział to jeden - Jefferson Van Drew z New Jersey. Wahać się mają szczególnie parlamentarzyści Partii Demokratycznej z okręgów, w których w wyborach w 2016 roku wygrał Trump. Nie powinno to wpłynąć na ostateczną decyzję niższej izby Kongresu - według oczekiwań zatwierdzi ona zarzuty wobec Trumpa.

Dotychczas żaden z Republikanów w Kongresie nie poparł publicznie rozpoczęcia procedury w sprawie impeachmentu Trumpa. Senatorzy Partii Republikańskiej - według deklaracji prezydenta - są zjednoczeni w kwestii jego obrony. Prawdopodobieństwo, że w amerykańskiej izbie wyższej przeciwko Trumpowi zwróci się aż 20 Republikanów, jest minimalne - a co najmniej tylu przekonać muszą Demokraci, by usunąć prezydenta z urzędu.

Lider republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell przyznał niedawno, że kontrolujący te izbę Republikanie rozważają dwa scenariusze - mogą wezwać świadków, czego domaga się Trump, lub szybko przejść do głosowania.

Przywódcy Partii Republikańskiej - jak donoszą media - w większości opowiadają się za krótkim procesem w Senacie w styczniu i nie zamierzają w nim wzywać świadków. To sprzeczne z oczekiwaniami Białego Domu, który w roku wyborczym chciałby przesłuchań m.in. szefa komisji wywiadu Izby Reprezentantów Adama Schiffa czy Huntera Bidena, syna byłego wiceprezydenta USA Joe Bidena. W czwartek wieczorem McConnell zapowiadał jednak "pełną współpracę" z Białym Domem.

Trump chce, aby proces impeachmentu był swego rodzaju spektaklem politycznym, ale oznaczałoby to, że Republikanie wezwą świadków wskazanych przez prezydenta, ale Demokraci wezwą swoich - pisze "WP". Z drugiej strony, szybkie głosowanie i uniewinnienie prezydenta może wzmocnić przekonanie, że "Republikanie sami wiedzą, że rzeczowa obrona Trumpa jest słaba, a jego korupcja - nie do obrony" - ocenia dziennik.