"S": sukces na szczycie klimatycznym

Dominik Kolorz / http://www.solidarnosckatowice.pl/

  

- Polska delegacja osiągnęła na szczycie Rady Europejskiej niewątpliwy sukces – ocenił szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Jak uznał, za Europejskim Zielonym Ładem stoją interesy gospodarcze i chęć zysku dla bogatych kosztem biedniejszych.

Przywódcy unijni porozumieli się na szczycie w Brukseli w sprawie osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 r., ale Polska nie była w stanie zadeklarować woli wdrożenia tego celu. Temat ma powrócić na szczycie szefów państw i rządów UE w czerwcu 2020 r.

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że do konkluzji szczytu UE wpisana została zasada, że Polska będzie w swoim tempie dochodzić do neutralności klimatycznej.

Jak ocenił szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności, polska delegacja pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego osiągnęła na szczycie Rady Europejskiej „niewątpliwy sukces”. „Trzeba to jasno i wyraźnie podkreślić, choć pewnie narracja tzw. mainstreamowych mediów będzie odwrotna i na głowę premiera w najbliższych dniach będą wylewane kubły pomyj” - zaznaczył Kolorz.

Przytaczając ustalenia szczytu, że cel neutralności klimatycznej do 2050 r. nie dotyczy Polski oraz że wyłączenie to musi być uwzględniane w dalszych pracach legislacyjnych dotyczących neutralności klimatycznej, związkowiec podkreślił, że taka konstrukcja niweluje ryzyko, „że UE wprowadzi neutralność klimatyczną tylnymi drzwiami, ponad naszymi głowami”.

„W przypadku, gdybyśmy postawili veto, takie ryzyko było bardzo duże. Z kolei gdybyśmy zaakceptowali neutralność klimatyczną, nie mielibyśmy już w ogóle nic do powiedzenia”

- zastrzegł szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

„Neutralność klimatyczna w kształcie takim, jaki chce tego Komisja Europejska, byłaby dla Polski, a szczególnie dla Śląska, gospodarczym wyrokiem śmierci. Wbrew powszechnej opinii nie chodzi wcale tylko o górnictwo i energetykę, ale o cały przemysł i przede wszystkim poziom życia społeczeństwa”

- ocenił Kolorz.

Wyraził przy tym opinię, że Rada Europejska, zgadzając się na Europejski Zielony Ład na obecnym etapie, „kupiła kota w worku”.

„Wszystkie media mówią dzisiaj, że UE daje na transformację gospodarek w kierunku neutralności klimatycznej 100 mld euro do podziału. Jednak mało kto dodaje, że tylko 5 mld z tej kwoty to tzw. żywa gotówka, a reszta to kredyty, które trzeba by było spłacić. Innymi słowy, UE oczekuje od nas, że zlikwidujemy naszą energetykę i przemysł, a na dodatek, że sami za to zapłacimy”

- uznał związkowiec.

„Co więcej, dziś nie wiadomo, jak dokładnie będzie wyglądał ten mechanizm sprawiedliwej transformacji. Te 100 mld jest patykiem na wodzie pisane. Szczegóły Komisja Europejska ma podać dopiero w przyszłym roku. Podobnie jest w przypadku granicznego podatku węglowego, który ma ochronić konkurencyjność europejskiej gospodarki”

- zdiagnozował.

Zdaniem Kolorza zaprezentowany przez szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen Europejski Zielony Ład jest dzisiaj „jedynie górnolotnym hasłem, na które mieliśmy się zgodzić w ciemno”. „To tak jakby w banku podpisać umowę kredytową, nie znając oprocentowania, wysokości rat ani terminu spłaty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zgodziłby się na coś takiego” - przyrównał szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności.

Jego zdaniem w czwartek premier wygrał bardzo ważną bitwę, nie kończącą jednak wojny: temat powróci w czerwcu 2020 r., kiedy odbędzie się kolejny szczyt UE dotyczący zaostrzenia polityki klimatycznej. „Przez te pół roku wszyscy, którym zależy na przyszłości polskiej gospodarki muszą ostro wziąć się do roboty” - uznał Kolorz.

„Trzeba przede wszystkim uświadamiać społeczeństwu, czym naprawdę jest Europejski Zielony Ład forsowany przez bogate kraje Unii Europejskiej. Trzeba uświadamiać, że nie chodzi tu o żaden klimat, o żadne czyste powietrze, ale to twarde interesy gospodarcze i chęć zysku dla bogatych kosztem tych biedniejszych”

- zdiagnozował.

„W nocy z 12 na 13 grudnia premier Mateusz Morawiecki wynegocjował dla polski ogromny klimatyczny rabat. To pierwszy szef polskiego rządu od wielu lat, który skutecznie broni polskich interesów w tej kluczowej dla naszego kraju kwestii. W tej walce może liczyć na wsparcie śląsko-dąbrowskiej Solidarności”

- zadeklarował szef tej organizacji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Motornicza śmiertelnie potrąciła dziecko. Jest wyrok

/ Image by succo from

  

Na karę 1 roku więzienia z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 3 lat skazał poznański sąd Annę M., motorniczą tramwaju, która w czerwcu ubiegłego roku śmiertelnie potrąciła 8-letniego chłopca. Kobieta dobrowolnie poddała się karze.

Wyrok sądu rejonowego w Poznaniu nie jest prawomocny.

Do śmiertelnego wypadku na przejściu dla pieszych doszło w czerwcu ub.r. na ul. Hetmańskiej w Poznaniu. Po potrąceniu przez tramwaj 8-latek był przez kilkadziesiąt minut reanimowany, ale nie udało się go uratować. Po wypadku, ze względu na stan psychiczny, kierująca tramwajem trafiła na kilka tygodni do szpitala.

Motornicza tramwaju Anna M. została oskarżona o nieumyślne naruszenie zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, czym przyczyniła się do spowodowania wypadku komunikacyjnego.

Jak dowodziła prokuratura, kobieta nie zachowała szczególnej ostrożności, kierując tramwajem i zbliżając się do przejścia dla pieszych w obrębie skrzyżowania z ulicą Dmowskiego. Zignorowała sygnał dla tramwajów "czekaj" oraz "sygnał poziomy" zabraniający wjazdu na skrzyżowanie, a także nie zredukowała prędkości. Doprowadziła do potrącenia Jana D., który wszedł na torowisko, mając czerwone światło, "w wyniku czego małoletni zmarł na miejscu w wyniku odniesionych obrażeń".

Anna M. przyznała się w toku śledztwa do popełnienia zarzucanego jej czynu. Wyjaśniła, że jadący z naprzeciwka tramwaj zasłonił jej całą widoczność ulicy i przejścia dla pieszych. Kobieta tłumaczyła także, że zignorowała sygnał zabraniający jej wjazd na skrzyżowanie "z uwagi na dobro pasażerów, gdyż nie chciała wykonać manewru gwałtownego hamowania".

Zarzucane kobiecie przestępstwo zagrożone jest karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

W sądzie rejonowym w Poznaniu rozpoczął się proces w tej sprawie. Anna M. zgodziła się na dobrowolne poddanie się karze i przystała na warunki prokuratury.

Wyrokiem sądu Anna M. została skazana na 1 rok więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania na 3 lata. Kobieta musi zapłacić także 15 tys. zł zadośćuczynienia rodzicom chłopca. Ponadto sąd orzekł wobec kobiety roczny zakaz prowadzenia tramwajów oraz konieczność pisemnego informowania sądu co pół roku o przebiegu 3-letniego okresu próby.

28-letnia Anna M. przyszła na rozprawę w towarzystwie rodziny. Kobieta płakała w sądzie. Jej obrońca adw. Żanna Dembska podkreśliła, że wypadek na ul. Hetmańskiej to wielka trauma dla obu stron; zarówno rodziny zmarłego chłopca, ale także oskarżonej, która "też bardzo przeżywa to, co się stało".

"Opinia biegłych jest taka, że jej przyczynienie się do zdarzenia było w niewielkim stopniu (...). Jest to po prostu naprawdę nieszczęśliwy wypadek" – powiedziała prawniczka.

Matka 8-letniego chłopca, który zginął w tym wypadku, podkreśliła w rozmowie z mediami, że ostatnie miesiące to bardzo trudny czas w jej życiu, ale stara się nie załamywać i nie pokazywać pozostałym dzieciom, jak jej ciężko. Dodała, odpowiadając na pytanie, że zdaje sobie sprawę, że Anna M. nie doprowadziła do wypadku umyślnie, że był to wypadek.

Pełnomocnik kobiety adw. Radosław Szczepaniak powiedział w sądzie, że rodzina chłopca zamierza w tej sprawie podjąć kroki na drodze cywilnoprawnej.

"W żaden sposób, po konsultacji z rodzicami zmarłego chłopca, nie mieliśmy zamiaru pastwić się i dążyć do jak najsurowszego ukarania w sensie prawnokarnym oskarżonej. Zdajemy sobie sprawę, że oskarżona ponosi karę taką mentalną za to, że wyrządziła tak wielką krzywdzę, doprowadziła do zgonu chłopca. Natomiast uważamy, że żaden wyrok, żadna kara nie naprawi sytuacji, nie przywróci chłopcu życia, a rodzice też będą musieli nauczyć się żyć z tą tragedią"

– powiedział.

"Celem tego postępowania było, aby przesądzić winę oskarżonej. Uzyskanie prawomocnego orzeczenia pozwoli na to, aby wystąpić do ubezpieczyciela MPK, czyli do podmiotu, u którego oskarżona była zatrudniona, o uzyskanie zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Zarówno przez rodziców, jak i pozostałych członków rodziny zmarłego Janka"

– dodał adwokat rodziny chłopca.

Szczepaniak podkreślił, że rodzina na drodze cywilnej dochodzić będzie mogła nawet kilkuset tysięcy złotych.

"Zdajemy sobie sprawę z tego, że to w żaden sposób nie naprawi sytuacji, stała się tragedia. Natomiast zadośćuczynienie może w jakimś stopniu zrekompensować cierpienia mentalne najbliższych zmarłego chłopca"

– dodał.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts