Co znalazło się w publikacji? 

Wśród ponad czterdziestu relacji wydrukowanych tu - są przede wszystkim przesłuchania górników przed Sejmową Komisją Nadzwyczajną do Zbadania Działalności MSW, które miały miejsce na początku lat 90.  

Która z opowieści bohaterów strajku zrobiła na was największe wrażenie i dlaczego?

Nie odważę się powiedzieć, że konkretna relacja wywarła na mnie lub na koledze jakieś szczególne wrażenie. Jednakże oboje podkreślamy, że ze wszystkich wspomnień przebija atmosfera wojny. Określenie „stan wojenny”, to nie były tylko puste słowa. Ludzie zgromadzeni przed kopalnią krzyczeli do atakujących ich zomowców: „Gestapo, Gestapo”, a potem padły strzały. Wśród strajkujących byli zabici i ranni. Kopalniany plac stał się swego rodzaju frontem, polem walki, choć górnicy bezpośrednio nie atakowali agresorów. Owszem, odpierali ich, choćby rzucając w zomowców kamieniami czy cegłami, ale gdy pluton specjalny zaczął strzelać, żaden z trafionych górników nie zagrażał wprost funkcjonariuszom.

Czy twoim zdaniem winni największej tragedii stanu wojennego zostali ukarani?

Oczywiście, że nie! I jest to grzech zaniechania, na który w ogóle składa się brak rozliczenia z komunizmem. Tamten system i ludzie, którzy mu służyli, nie doczekali się osądzenia. Najważniejsi z nich, Jaruzelski i Kiszczak nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za strzały w kopalni „Wujek”. Na więzienie zostali skazani jedynie funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO, choć nie wszyscy. Właśnie przed katowickim sądem toczy się rozprawa przeciwko jednemu z nich – Romanowi S., który na początku lat 90. wyjechał do Niemiec, tam zrzekł się polskiego obywatelstwa, zaczął posługiwać się nazwiskiem żony. Europejski Nakaz Aresztowania umożliwił jego zatrzymanie w maju tego roku w Chorwacji. Wyrok w jego sprawie zostanie ogłoszony 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. 

Ile jeszcze pozostało w tej sprawie do powiedzenia? 

Roman S. z plutonu specjalnego ZOMO miał szansę i wciąż ją ma, by powiedzieć więcej, złamać swego rodzaju „omertę”, zmowę milczenia i kłamstwa, która narosły wokół „Wujka” podczas wieloletniego procesu. Do tej pory powiedział dwie ciekawe rzeczy… Dotychczas wszyscy zomowcy z plutonu specjalnego mówili, że do akcji w kopalni „Wujek” wyjeżdżali w trybie alarmowym i każdy z nich pobierał jakąkolwiek broń. Roman S. powiedział, że na akcję zabrał przypisany mu pistolet. Druga ciekawa sprawa, o której mówił S., dotyczyła wojskowej prokuratury, gdzie miał on usłyszeć, że on i koledzy nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za strzały w kopalni „Wujek”. Co jeszcze warto sprawdzić? Myślę, że rację ma prof. Sławomir Cenckiewicz, który uważa, że należy przebadać wojskowe archiwa pod kątem strajku, pacyfikacji katowickiej kopalni i tego, co działo się później wokół tragedii. 

Czy w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności, z którym ty i Robert Ciupa jesteście związani, planujecie kolejną książkę na ten temat? 

Na temat strajku i pacyfikacji powstały przede wszystkim książki reporterskie. Myślę, że temat największej tragedii stanu wojennego zasługuje na porządne opracowanie naukowe. I takie na pewno zostanie wydane w przyszłości przez Śląskie Centrum Wolności i Solidarności. 

Jesteś autorem m.in. powieści „Z cienia” o żołnierzach wyklętych, „Niewidzialni" czy zbioru opowiadań „Spowiedź Parfena”… Jedno z opowiadań, o Iwanie Kriwoziercewie, według Józefa Mackiewicza, (był to najważniejszy świadek zbrodni katyńskiej), zostało wyemitowane w Teatrze Polskiego Radia. Nad czym pracujesz obecnie?

Nad kolejną powieścią…

Książka „Wujek ’81. Relacje” do pobrania (bezpłatnie)!