Auto wpadło do rzeki, zginęła młoda kobieta

Zdjęcie ilustracyjne / youtube.com/print screen

  

Młoda kobieta zginęła w wypadku, do którego doszło dziś w nocy w Ełku na Mazurach. Samochód, którym kierowała 20-latka, z nieustalonych przyczyn wpadł do rzeki w centrum miasta - podała policja.

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy na ul. Wojska Polskiego, która jest główną ulicą Ełku. Auto zjechało na chodnik, złamało latarnię, pokonało pas zieleni i spadło ze skarpy do rzeki Ełk, pomiędzy dwoma mostami.

"Samochodem jechała 20-letnia kobieta. Po wydobyciu z wody była reanimowana, w szpitalu lekarz stwierdził zgon. Nie znamy jeszcze przyczyn tego wypadku, nie było bezpośrednich świadków"

- powiedziała st. sierż. Agata Kulikowska de Nałęcz z ełckiej policji.

Jak dodała, w czwartek w nocy panowały dobre warunki drogowe - był lekki mróz, ale nie było opadów ani mgły.

O zdarzeniu poinformował przechodzień, który najpierw zobaczył uszkodzoną latarnię, a potem dostrzegł samochód w rzece.

Według st. kpt. Jarosława Pieszki z ełckiej straży pożarnej, zaraz po otrzymaniu zawiadomienia podjęto błyskawicznie akcję ratunkową, choć jak przyznał nie wiadomo, ile czasu minęło od samego wypadku.

"Samochód był zanurzony po dach. Z wnętrza wydobyliśmy młodą kobietę, którą przekazaliśmy zespołowi ratownictwa medycznego. Jednak nie przeżyła tego zdarzenia"

- mówił.

Według strażaków rzeka Ełk ma w tym miejscu ok. 1,7 m głębokości. Auto znaleziono pod wodą kilka metrów od brzegu.

Płetwonurkowie uczestniczący w akcji nie mieli początkowo pewności czy kierująca jechała sama, ponieważ w aucie natrafili na dziecięcy fotelik. Policja ustaliła jednak szybko personalia kobiety i dotarła do jej bliskich. Okazało się, że dziecko nie podróżowało z matką i było w tym czasie pod opieką innych członków rodziny.

Przyczyny i okoliczności tragedii bada ełcka policja pod nadzorem prokuratora.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Znicze, kwiaty i koszulki Lakers. Tłumy fanów gromadzą się na miejscu katastrofy, w której zginął Kobe Bryant

/ fot. Małgorzata Schulz/niezalezna.pl

  

Fani gromadzą się w Calabasas w hrabstwie Los Angeles w Kalifornii, gdzie w górach rozbił się helikopter, na którego pokładzie był Kobe Bryant. Na miejscu tragedii jest również nasza korespondentka w USA, Małgorzata Schulz.

Pośród tłumu zgromadzonego w pobliżu miejsca wypadku śmigłowca, którym leciał m.in. Kobe Bryant, widać rodziny ubrane w koszulki klubowe Los Angeles Lakers. Zebrani zapalają znicze i składają kwiaty. Setki fanów przez cały dzień odwiedzały miejsce katastrofy, w której zginął słynny koszykarz.

Ludzie nie potrafili ukryć łez, skandowano imię koszykarza Lakersów.

(fot. Małgorzata Schulz/niezalezna.pl)

Trwa dochodzenie w celu wyjaśnienia przyczyny wypadku; gdy doszło do katastrofy w górach panowała gęsta mgła. Departament Policji w Los Angeles, nie wydał jeszcze żadnego oficjalnego oświadczenia w tej sprawie. Podczas konferencji prasowej, która odbyła się o 20.00 czasu lokalnego w niedzielę szefowie Departamentu Policji w Los Angeles potwierdzili, że w katastrofie zginęło 9 osób, a nie jak wcześniej podawano - 5.

- Do potwierdzenia tożsamości pozostałych ofiar konieczne będzie badanie próbek DNA, które są pobierane z miejsca katastrofy

- powiedział Jonathan Lucas lekarz z Departamenty Medycyny Sądowej hrabstwa Los Angeles. [polecam:https://niezalezna.pl/307845-legendarny-koszykarz-kobe-bryant-zginal-w-katastrofie-samolotu]

Alex Villanueva, szef Departamentu Policji w Calabasas stwierdził, że czynności służb ratowniczych są utrudnione z racji tego, że część wzgórza, na której doszło do katastrofy jest trudno dostępna. Wzywał także do niepodróżowania w miejsce katastrofy

- Będziemy zamykać ulice otaczające wzgórze, na którym doszło do tragedii. Będą otwarte tylko dla mieszkańców - powiedział Villanueva. FBI pomaga lokalnym władzom w dochodzeniu.

(fot. Małgorzata Schulz/niezalezna.pl)

Kobe Bryant latał helikopterem Sikorsky F-S45 przez wiele lat, także na mecze i treningi do Staples Center, gdzie w niedzielę miała miejsce gala wręczenia nagród Grammy.

Helikopter zapalił się i spadł w górach położonych w centralnej części miejscowości Calabasas, która jest jedną z najdroższych i najbardziej luksusowych dzielnic Los Angeles.

Kobe Bryant zginął wraz ze swoją 13-letnią córką. Nie podano informacji co do tożsamości pozostałych pasażerów helikoptera.

Bryant miał 41 lat i pochodził z Filadelfii. W czasie katastrofy drużyna Lakers, z którą wiele lat był związany Kobe Bryant - była akurat w drodze powrotnej z meczu z Philadelphia 76ers. Po wylądowaniu w Los Angeles na lotnisku LAX zawodnicy nie potrafili ukryć smutku. Obejmowali się, płacząc i pocieszali się nawzajem.

Słynny koszykarz osierocił 17-letnią córkę Natalię, 3-letnią Biankę oraz 7-miesięczną Capri.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts