Zły sygnał dla Schetyny

  

Jeśli inauguracja kampanii celebryty Szymona Hołowni przyćmiła debatę prawyborczą kandydatów Platformy, to jest to najlepszy dowód, że ogromny kryzys nęka partię Grzegorza Schetyny. Małgorzata Kidawa-Błońska i Jacek Jaśkowiak solennie przyłożyli się do tego, by zwiększyć zasięg Hołowni w sieci.

Debata w ramach prawyborczej rozgrywki kandydatów była tak mdła, że mało kto mógł wytrwać przed telewizorem od początku do końca. Aż trudno jednoznacznie wskazać zwycięzcę „starcia”, któremu przyglądali się z bliska najważniejsi działacze PO.

Garść banałów, lapsusy i skandaliczne porównania

Kidawa-Błońska i Jaśkowiak sprawiali wrażenie, jakby uczestniczyli w jakimś nieciekawym teleturnieju – bez trudnych pytań, dociekliwego recenzenta i konkretnych odpowiedzi. Oboje zgodnie twierdzili, że znają oczekiwania Polaków i doskonale wiedzą, jak będzie wyglądała prezydentura w ich wykonaniu. Problem w tym, że w poglądach Kidawa-Błońska i Jaśkowiak nie bardzo się różnili.

Była kandydatka Koalicji Obywatelskiej na premiera w bezpośrednim starciu wypadła gorzej niż prezydent Poznania. Lapsusy językowe, garść banałów i ciągłe nawiązania do własnej płci mogą zwiastować niebezpieczną powtórkę z rozrywki dla Platformy. Już kiedyś był kandydat, który został prezydentem i strzelał gafę za gafą, szczególnie w gorącym okresie kampanijnym, dzięki czemu doprowadził w błyskawicznym tempie do utraty poparcia i przekazania pałeczki Andrzejowi Dudzie. Jak można wnioskować z debaty prawyborczej, PO kompletnie nie wyciągnęła wniosków z tamtego okresu. Usłyszeliśmy zatem banały wicemarszałek Sejmu, że Polska zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, któremu nic nie pasuje. Jak wiadomo, PiS ma na pieńku z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a dla opozycji każde orzeczenie TSUE traktowane jest jak dar z niebios. O reformie sądownictwa wypowiedzieli się dosłownie wszyscy, łącznie z Kidawą-Błońską. Nie przeszkadzało to jednak kandydatce w nieprzygotowaniu się do debaty. TSUE nazwała najpierw bliżej nieokreślonym europejskim trybunałem konstytucyjnym, a następnie europejskim trybunałem stanu. Wyszło oczywiście pomieszanie z poplątaniem. W innym miejscu Kidawa-Błońska pomyliła jeden z artykułów konstytucji o związkach państwa z Kościołem, jednocześnie zapewniając, że będzie strzegła ustawy zasadniczej. Z kolei Jacek Jaśkowiak porównał rządy Antoniego Macierewicza w MON z… czystkami Józefa Stalina w wojsku w latach 30. – Macierewicz zrobił coś podobnego, co Stalin w latach 30. w Związku Radzieckim. Musimy przywrócić prawdziwą apolityczność armii. Armia ma nas bronić niezależnie od tego, czy rządzi taka, czy inna formacja – przekonywał prezydent Poznania. Można krytykować działalność ministra Macierewicza, ale takie porównanie świadczy albo o cynizmie, albo o podstawowych brakach w wykształceniu wygłaszającego takie absurdy.

Debatę zdecydowanie wygrał…

Czy padły zatem jakiekolwiek konkrety? W jednej kwestii – tak. Kandydaci PO właściwie zgadzali się, że powinien zostać utrzymany dłuższy wiek emerytalny. Jaśkowiak zgłosił weto jedynie w przypadku pracowników fizycznych. – Platforma podniosła wiek emerytalny i to było dobre rozwiązanie. Zrobiliśmy jednak błąd, bo nie przekona-liśmy Polaków, że na dłuższą metę to jest dla nich korzystne. Teraz należy zachęcać i przekonywać Polaków do pracy. To, co proponuje ZUS, pokazuje, że długość ich pracy decyduje, jak będą żyli później – przekonywała Kidawa-Błońska. Biorąc pod uwagę jednoznacznie radykalny pogląd ogromnej części wyborców w sprawie późniejszego przechodzenia na emeryturę, ta opinia kandydatki nie przysporzyła jej dodatkowych punktów.

500+? Niby Jaśkowiak i Kidawa-Błońska chcą utrzymać świadczenie, ale nie wyjawili, o jakie dokładnie korekty w programie im chodzi. Polityka zagraniczna była najkrócej poruszonym tematem – również bez konkretów ze strony polityków. Nawet publicyści związani z Koalicją Obywatelską wskazali na Przemysława Szubartowicza, pro-wadzącego „starcie kandydatów na kandydata”, jako jednoznacznego zwycięzcę debaty. Nawiasem mówiąc, zapiekły aktywista antypisowski, który mieni się dziennika-rzem, sprawiał wrażenie bardzo stonowanego działacza, któremu zależy na uzyskaniu odpowiedzi. Ma też interes w tym, by opozycja wróciła do władzy, bo wraz z nadejściem „reżimu” PiS stracił audycję w mediach publicznych. Jak na twitterowego wojownika z wielkim ego przystało, Szubartowicz dopasował się do nudnego otoczenia. Platforma wysłała natomiast jasny sygnał, że nie wie, o co jej chodzi w rozgrywce o prezydenturę. I przynajmniej na razie oddaje pole Andrzejowi Dudzie walkowerem.

Hołownia kontra debata kandydatów KO

Dzień po nijakiej debacie kandydatów PO wystąpił Szymon Hołownia. O jego politycznych planach snuto wiele domysłów już od jesieni. Hołownia z pewnością miałby większe szanse na udział w II turze wyborów prezydenckich, gdyby był jedynym kandydatem zjednoczonej opozycji. Chce jednak działać na własną rękę, choć na kampanię i promocję polityka, ubiegającego się o najwyższy urząd w państwie, trzeba wyłożyć kilka milionów złotych. Hołownia na konwencji w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku nie wyjawił nie tylko własnego planu na Polskę. Publicysta „Tygodnika Powszechnego” nie przedstawił także żadnej informacji, kto będzie stał finansowo za jego kampanią. Mało poważnie brzmi też propozycja, by to wyborcy Hołowni zrzucali się na jego promocję. „Sytuacja jest bardzo prosta. Liczę na datki osób fizycznych. Jeżeli nam zabrano demokrację za nasze pieniądze, to my ją odbierzemy za nasze własne pieniądze” – zadeklarował były prezenter TVN. Czy Hołownia w ciągu kilku miesięcy zamierza zebrać miliony złotych? Nawet politycy PO ostrzegają, że za Hołownią może stać potężne lobby finansowe. Mówi się o wsparciu Dominiki Kulczyk, która rzeczywiście byłaby w stanie ponieść ciężar wydatków kampanijnych. Jeśli bowiem Hołownia traktuje swój start jako intelektualną zabawę i kolejny etap w karierze, to rzeczywiście może naiwnie ufać jedynie w moc datków. Nie, jeśli chce na poważnie rywalizować przede wszystkim z kandydatami opozycji. Bo to im kojarzony z liberalnym „salonem” publicysta może podbierać głosy.

Za sukces Hołownia może uznać wielokrotnie większe zainteresowanie w sieci konwencją gdańską od debaty prawyborczej. Według profilu badania „Polityka w sieci” w Google Trends, aż osiem razy większym zasięgiem cieszyła się inauguracja kampanii Hołowni od starcia Kidawy-Błońskiej z Jaśkowiakiem. To zły sygnał dla partii Schetyny, która ma kolejnego rywala na swojej drodze. Nieprawdopodobnie brzmi jednak scenariusz powtórzenia sukcesu Wołodymyra Zełenskiego z Ukrainy. Komik wygrał wybory dzięki oskarżeniom o korupcję skierowanym pod adresem administracji Petra Poroszenki. Prezydent Ukrainy miał też potężne problemy z niepłaceniem podatków. Nic podobnego nie dzieje się wokół Andrzeja Dudy. Do wyborów jeszcze daleka droga, ale trudno przypuszczać, by lider sondaży zaufania popadł w publiczny ostracyzm i tracił ogromny kapitał poparcia ostatnich pięciu lat. Hołownia raczej nie powtórzy sukcesu Zełenskiego.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts