Przypomnijmy, grupa 38 sędziów z Krakowa domaga się od redaktora naczelnego sprostowania przez „Gazetę Polską” autoryzowanego wywiadu z premierem. W czerwcu ubiegłego roku w tygodniku premier Mateusz Morawiecki odpowiadał na pytanie o bunt krakowskich sędziów, którzy wystąpili przeciwko prezes powołanej przez ministra sprawiedliwości.

„W mojej opinii szczególnie znamienny jest przykład sądu z Krakowa. Będę zachęcał pana Timmermansa, aby się przyjrzał temu przykładowi bardzo uważnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że działała tam zorganizowana grupa przestępcza”.

- odpowiedział wówczas Morawiecki.

Punktem zapalnym stało się sformułowanie „grupa przestępcza”, które rozsierdziło sędziów krakowskiego sądu okręgowego, chociaż nazwa tego sądu w wywiadzie nie padła.

Sąd Apelacyjny wydał wczoraj wyrok, w którym z proponowanej treści sprostowania, które miało 4 zdania, nakazał sprostowanie tylko jednego zdania, które mniej więcej brzmi "nieprawdą jest, że wśród sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie działa zorganizowana grupa przestępcza".

Oddalono też apelację pięciu sędziów, którzy - naszym zdaniem - nie umieścili czytelnych podpisów. Tę apelację oddalono całkowicie

- relacjonuje mec. Sławomir Sawicki.

Sąd II instancji uznał, że sąd I instancji słusznie ocenił, że wypowiedź premiera nie była odpowiedzią na pytanie dziennikarza, w którym to padło określenie "Sąd Okręgowy w Krakowie". Niemniej według sądu wypowiedź premiera była na tyle ogólna, że pytanie dotyczyło Sądu Okręgowego w Krakowie, więc czytelnik mógł skojarzyć treść tej wypowiedzi premiera właśnie z SO w Krakowie. Dlatego też to jedno zdanie - według sądu - podlega sprostowaniu

- mówił mecenas. 

Sawicki podkreślił, że "jeśli chodzi o wypowiedź premiera dotyczącą reformy sądownictwa, jest ona kojarzona w ogóle z sędziami, a nie konkretnie z sędziami SO w Krakowie, więc tego nie musimy prostować".

Informacja w wypowiedzi premiera mogła - według sądu - wśród czytelników wywołać przeświadczenie, że chodzi o SO w Krakowie

- dodał.

W ocenie Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego "Gazety Polskiej", wyrok jest haniebny.

Nie potrafię ocenić go inaczej niż jako wspieranie samych siebie przez sędziów. Nie mieli oni żadnej legitymacji do tego, żeby składać do sądu taki wniosek. Było oczywiste i wiadome, co mówił premier w autoryzowanym wywiadzie - my dokładnie zacytowaliśmy to, co mówił premier. Nie było żadnej ingerencji w jego słowa. Akcja sędziów miała charakter represyjny, ponieważ chodziło o zalanie gazety dziesiątkami sprostowań. Represja ta miała zablokować wydanie gazety

- stwierdził redaktor.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza "dzisiaj może się okazać, że każdy kto nie zgadza się z jakimś stanowiskiem wyrażonym w mediach, będzie żądać sprostowania, nie mając do tego żadnej legitymacji, tak jak nie mieli jej sędziowie z Sądu Okręgowego".

Premier Mateusz Morawiecki nigdzie nie powiedział, że chodzi o Sąd Okręgowy, a z kontekstu jasno wynikało, że chodzi o Sąd Apelacyjny. Gdyby to Sąd Apelacyjny wysłał sprostowanie to byśmy je opublikowali. To potworne nadużycie swoich stanowisk i układów w wymiarze sprawiedliwości

- dodał.