Panie Premierze, trudno nie odnieść wrażenia, że na skutek bardzo ostrych protestów niektórych środowisk sędziowskich i opozycji reforma wymiaru sprawiedliwości znalazła się w sytuacji patowej. Ale trudno także nie odnieść wrażenia, iż dziś celem wspomnianych przed chwilą grup jest nie tylko walka z formacją rządzącą, lecz po prostu sparaliżowanie państwa.
Trudno przystać na takie praktyki. Ich celem, świadomym bądź nie, jest wywołanie chaosu prawnego w całym wymiarze sprawiedliwości. Mam poważne wątpliwości, czy tego rzeczywiście chcą polscy obywatele. Naszym obowiązkiem jest przeciwdziałanie wszelkim posunięciom anarchizującym życie publiczne w kraju. Na pewno nie zgodzimy się na to, by jedni sędziowie kwestionowali prawomocność powołania innych sędziów. Szanowni Państwo, przecież wśród licznej rzeszy sędziów są i tacy, którzy zostali powołani w czasach komunistycznych. I choć nie uznajemy PRL za suwerenny byt państwowy, to nie kwestionujemy prawa tych sędziów do bycia sędziami. Choć coraz częściej takie pytania się pojawiają. Również o ich przywileje. Liczne przywileje sędziowskie. Jednak nie kwestionujemy ich powołania. Oczywiście życzylibyśmy sobie, by sędziowie w Polsce nie mieli doświadczeń z systemu komunistycznego, systemu niedemokratycznego, ale tak się potoczyła nasza historia. Naprawdę nie możemy zaakceptować podważania legalnie wyłonionych w wolnych wyborach władz Rzeczypospolitej do stanowienia prawa. Patologie sądownictwa widzi większość rodaków. W Polsce zaufanie do sędziów deklaruje 46 proc. obywateli. To dwukrotnie mniej niż w Wielkiej Brytanii. Wielu sędziów ma pokusę, aby łamać jedną z zasad prawa rzymskiego „nemo iudex in sua causa” – nikt niech nie sądzi we własnej sprawie. Mój rząd trzyma się twardo innej rzymskiej zasady: „pacta sunt servanda” – umów należy dotrzymywać. My naszej umowy wyborczej z Polakami dotrzymujemy.

Całość obszernego wywiadu z premierem Mateuszem Morawieckim już w najbliższą środę w tygodniku "Gazeta Polska"