Pożar został wykryty przez czujniki, wskazujące na podwyższone stężenia gazów, jeszcze zanim pojawiło się zadymienie. Podjęto aktywne gaszenie pożaru wodą. Nikt nie ucierpiał, nie było zagrożenia dla ludzi

– powiedział rzecznik Polskiej Grupy Górniczej (PGG), do której należy kopalnia Murcki-Staszic.

Pożar powstał w przodku na poziomie 900 metrów, w pobliżu nie było nikogo z załogi.

Wszystko wskazuje na to, że zauważony w kopalni Murcki-Staszic pożar miał charakter endogeniczny, czyli nie powstał z przyczyn zewnętrznych. Pożary tego typu przejawiają się najczęściej nie tyle ogniem, co wzrostem temperatury, wydzielaniem się gazów i możliwym zadymieniem wyrobiska. Są następstwem procesu samozagrzewania się węgla, wystawionego na działanie tlenu. Podobne zdarzenia nasilają się zwykle jesienią i wiosną, gdy dochodzi do dużych wahań ciśnienia.

Zagrożony rejon będzie teraz monitorowany pod kątem składu atmosfery. Chodzi o wykluczenie możliwości odnowienia się pożaru w miejscach niedostępnych dla ratowników, co może przejawiać się podwyższonym stężeniem tlenku węgla.

Katowicka kopalnia Murcki-Staszic to w tym roku najbardziej wypadkowy zakład górniczy. Od początku roku zginęło w nim pięciu górników - trzech w wyniku silnego wstrząsu, dwóch w efekcie wejścia do wyrobiska z atmosferą niezdatną do oddychania. Półtora tygodnia temu, 28 listopada, w kopalni nastąpił wstrząs, w wyniku którego niezagrażających życiu obrażeń doznał 43-letni górnik, pracujący w pobliżu kombajnu ściennego. Z zagrożonego rejonu wycofano kilkunastoosobową załogę.

Ogółem od początku tego roku do końca października w polskim górnictwie doszło do 1920 różnych wypadków, z czego 1570 w kopalniach węgla kamiennego. 10 górników odniosło poważne obrażenia. Zginęły 22 osoby (w tym 16 w kopalniach węgla kamiennego), wobec 21 w całym zeszłym roku